www.wolnyswiat.pl

 

[Ostatnia aktualizacja: 02.2012 r. (całość przejrzana, poprawiona: 05.2010 r.)]

 

Część 2

 

SPIS OGÓLNY TEMATÓW:

1. ZACHOWANIA

2. RACJONALIZM A RELIGIJNOŚĆ

3. RÓŻNE

4. RACJONALIZM A OBECNE SPOSOBY MYŚLENIA, POSTĘPOWANIA, RZĄDZENIA

 

 

1. ZACHOWANIA

 

Ø      Podobno ludziom starszym należy okazywać szacunek. Czy, swego czasu, np. Stalinowi, Hitlerowi też?... Na szacunek trzeba sobie zasłużyć (a wiek nie ma tutaj nic do rzeczy).

PS

Tym gorzej, jeżeli jakieś kanalie żyją tak długo!

 

 

Ø      Opaczne rozumienie, definiowanie, uodpornienia.

Jeśli ktoś przestał wymiotować, mieć zawroty głowy itp. tzn. że się uodpornił na truciznę nikotynową, alkoholową, narkotykową  i już mu nie szkodzi (podobnie ma się rzecz z hałasami i innymi źródłami stresów)!?... 

 

 

Ø         KOMU SŁUŻY NIKOTYNIZM, ALKOHOLIZM, NARKOMANIA.../JAK TRAKTOWAĆ SPRZEDAJĄCYCH NARKOTYKOWĄ TRUCIZNĘ SKURWYSYNÓW!!

Trzeba zawsze i natychmiast zawiadamiać o tym fakcie policję (współpracować z nią); usuwać niebezpieczeństwo chroniąc w ten sposób ludzi (posłuchać elementarnego, zdroworozsądkowego instynktu). To obowiązek wobec siebie, innych, społeczeństwa.

Lojalnym to trzeba być wobec swojego i innych zdrowia, życia; pożytecznej części społeczeństwa; sytuacji ekonomicznej społeczeństwa, gospodarczej państwa! A nie wobec antyludzkich sprzedających truciznę kanalii, zdrajców, ekskrementów ludzkości, przed którymi należy siebie i innych chronić (dając w ten sposób też przestrogę)!

 

 

Ø       JAKIE SĄ PRZYCZYNY TRUCIA SIĘ, INNYCH NARKOTYKAMI, ALKOHOLEM, NIKOTYNĄ.

Otóż podłożem takiego postępowania są w wielu przypadkach kompleksy, zawiść – jeżeli ktoś jest mniej udanym egzemplarzem (2, 3-kategorii; niski, krępy, z dużą tylną częścią ciała, pokraką, brzydki, niezbyt inteligentny czy wręcz głupi (to tym bardziej popełnia błędy); nieakceptowany, wyśmiewany (celem drwin), ignorowany (lekceważony), to stosuje zastępcze sposoby na akceptację otoczenia, utworzenia kręgu znajomych... Stara się innym, lepszym, zaszkodzić wciągając w nałóg; wyrównać - w tak nikczemny, destrukcyjny sposób - swoje szanse; znaleźć wspólną płaszczyznę porozumienia... Szuka zastępczych podniet, rekompensaty, namiastki przyjemnych doznań. Może też to być, uświadomiona, bądź nie, autodestrukcja, forma buntu, ukarania społeczeństwa, rodziców, siebie, natury, za swoje cierpienia związane z niskimi walorami, szansami życiowymi (niemożnością posiadania atrakcyjnego partnera/ki).

PS1

Przy okazji.

Wyśmiewanie itp. grubasów, garbatych, głupich, brzydkich, chorych, uzależnionych itp. jest jak najbardziej na msu, wskazane – by zniechęcać do płodzenia takich ludzi, stawania się takim osobnikiem; do degeneracji naszego gatunku

– To kolejne powody do przeprowadzania pozytywnej selekcji kandydatów do prokreacji!

 

PS2

NO JAK TAM DEGENERATY I INNE MUTANTY!!

Zeżarliście już rakotwórczą świninę, pączki, frytki, hod dogi itp.(?), no to przeglądnijcie się w lustrze, i czym się różnicie od spasionych świń?! Tak, tym, że wy stoicie na 2 nogach... A wy nikotynowe, alkoholowe, narkotykowe dno już zatruliście się, zalaliście swoje wypaczone, zniszczone mózgi trującym kwasem, w mse życiodajnej krwi u normalnych ludzi?!...

No to teraz trza iść do lekarza, bo boli, siły się nie ma, a następnie po wypłatę chorobowego/rentę na zakup kolejnych porcji trującego ścierwa...!!

A następnie wziąć za płodzenie głupich, chorych, upośledzonych, zdegenerowanych, cierpiących, nieszczęśliwych dzieci...

PS3

O, jakie wy niewinne bo uzależnione... A kto was uzależnił (ktoś przystawiał wam nuż do gardła)...

 

 

Ø       Eksponowanie nikotynizmu, narkomani, alkoholizmu np. w śr. przekazu (w tym w filmach) to głupota, nikczemna sprzedajność – skurwysyństwo

powodujące naśladownictwo, a w efekcie choroby, śmierć w męczarniach i ogromne wydatki na, łącznie, miliardy tego ofiar!!!

Ciekawe, jak by nikotynowi debile/i skurwysyny - truciciele - zareagowali, gdyby tak ktoś np. w nich rzucał używanymi (np. ze szpitala) strzykawkami z igłami i dorzucał do tego odpowiednie, uzasadniające to, teorie...

PS

Nikotynizm okalecza również psychicznie: tacy osobnicy po pokonaniu jednego hamulca łatwiej łamią następne – częściej od innych trują się jeszcze alkoholem, narkotykami, szkodzą innym (również biernie – stanowiąc wzorzec,) w tym zachęcając ich do takiego postępowania (czują do nich zawiść, jest im raźniej gdy takich osób jest więcej). Spada wrażliwość na inne szkodliwe czynniki: lekceważy się prawidłowe odżywianie, hałasy, dorabia ideologie i wytłumaczenia do takiego postępowania, którymi jeszcze piorą mózgi innym osobom. Tacy ludzie dużo rzadziej uprawiają sport. Następuje wypaczone postrzeganie świata, w tym innych ludzi.

Czy w miarę inteligentny, zdrowy psychicznie człowiek będzie się truł, pozwalał innym truć siebie!? NIE!! Bo chroni go przed tym inteligencja, wiedza, zdrowy rozsądek, instynkt ochrony zdrowia, życia. Więc by zaczął, pozwalał innym truć się, musi zostać psychicznie okaleczony i to do tego stopnia by przełamać te wszystkie czynniki. A robi się to werbalnie, wizualnie – zachęcając do tego, eksponując takie postępowania. Wówczas po takim destrukcyjnym, niszczącym oddziaływaniu na psychikę, dominującym zachowaniem jest naśladownictwo wynikłe z instynktu stadnego.

Wniosek.

Absolutnie niewolno pozwalać, w jakiejkolwiek formie, na propagowanie, eksponowanie destrukcyjnych działań – ani indywidualnie, ani zbiorowo! – I jest to najskuteczniejszy sposób pozbycia się takich problemów.

 

 

SKĄD SIĘ BIORĄ M.IN. NIKOTYNOWCY, ALKOHOLICY, NARKOMANI, PSIARZE, WYPŁOCINOREKLAMODAWCY, OSOBY NAPASTLIWE; SKĄD SIĘ BIERZE IRYTUJĄCE, UCIĄŻLIWE, SZKODLIWE, NIEBEZPIECZNE ZACHOWYWANIE SIĘ (ZARAŻANIE UTOPIJNYMI IDEOLOGIAMI, NAŁOGAMI, CHOROBAMI, PRZYCZYNIANIE SIĘ DO URAZÓW, CHORÓB)

Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z posiadania genów lustrzanych odpowiedzialnych za naśladowanie innych, instynkt stadny (skąd wziął się np. ich nałóg, psia mania, uciążliwe, szkodliwe, chorobotwórcze dla innych zachowywanie, postępowanie); dlaczego postępują na swoją szkodę, z wpływu swojego postępowania na następnych (powstaje efekt lawinowy!) i wynikłej z tego współodpowiedzialności!

Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, dlaczego działa na innych szkodę – że są świadomymi, bądź nie, psychopatami (a nałóg, uciążliwe zwierzę, udawana głupota, bezmyślność, niedoskonałości prawne są tylko pretekstem do szkodzenia innym).

PS1

Np. psychopata-nikotynowiec nie stanie nigdzie indziej, tylko w widocznym msu; przy wejściu, przy przystanku, od strony wiatru – by przeciąg wciągał śmierdzącą truciznę do środka, by wiatr wiał dym na innych, by dmuchać na przechodzących, stojących; by truć innych; by irytować, nękać, okaleczać psychicznie; pokazywać, wciągać w to następnych.

PS2

Do tworzących prawo: Jak można zezwalać na destrukcję, bezkarne szkodzenie?!

 

 

Ø      ZACHOWANIA.

Czy prowokowanie problemów daje komukolwiek korzyści...

Zanim się coś zrobi - na małą, osobistą skalę bądź dowolnie większą - najpierw trzeba przeanalizować: czy da to - w szerokim tego słowa znaczeniu - korzyści (np. gadanie w celu gadania żeby gadać (ogłupiając się i innych, marnując własny i czyjś czas), uczynienie osobistej podłości (zyskując nienawiść – wroga-ów), wywołanie wojny (powodując zubożenie własnego i czyjegoś społeczeństwa, nienawiść)) itp.

Nawiązując do tego tematu trzeba niestety wyjaśnić, iż są, i to powszechnie, osoby chore, psychopatyczne, anormalne (jawnie – wówczas wykorzystują socjotechnikę, instynkt stadny do poparcia, a przynajmniej osiągnięcia obojętności otoczenia na swoje ataki (wykorzystują też różne preteksty do uzasadnienia swoich działań, przypisania winy osobie atakowanej, np. z powodu jej inności, odmienności (gdyż np. nie chce zadawać się z osobami, z którymi przebywanie jej nie odpowiada, nie służy jej, nie wychodzi na zdrowie); bo nieodpowiada na atak – nie podziela zainteresowań psychopaty…/bo odpowiada na atak...), ale częściej w sposób ukrywany) - antyspołeczne (w tym chimery – osoby których mózg, umysł pracuje jakby dokładnie odwrotnie od normalnego) - których chore mózgi, umysły mają chore, anormalne (w najprzeróżniejszych kombinacjach, w tym proporcjach) - antyspołeczne - potrzeby niestety, i trzeba się z tym liczyć. Stąd dopatrywanie się racjonalnych przyczyn poczynań takich osób jest daremne; ich brak świadczy właśnie o tym, iż mamy do czynienia z taką osobą. Należy wówczas absolutnie ograniczyć, uniemożliwić możliwości destrukcyjnego oddziaływania na innych takich osób, w tym jawnie ostrzegać przed nią (by dać do myślenia takiej osobie, zastraszyć ją – by to ona się bała szkodzić innym; by to taka osoba zaczęła się leczyć, a nie musiały jej ofiary!)! Szczególnie narażone na taką agresję są osoby wrażliwe* – bo są to najłatwiejsze ofiary, które w dodatku b. łatwo i szybko można okaleczyć, uwrażliwić na swoje destrukcyjne działania i nękać. Stąd inni mogą być pozostawiani w spokoju, a nawet nie zdawać sobie sprawy, nie rozumieć sytuacji (no skoro innych się nie czepia, to widocznie osoba atakowana jest czemuś winna...), co skutkuje pozostawianiem na pastwę takiej osoby atakującemu, a nawet podejrzeniami choroby psychicznej u osoby wrażliwej, okaleczonej – atakowanej; skutkuje to też bezkarnością, i daje podwójną satysfakcje dręczycielowi!

* Kto to jest wrażliwiec. W skrócie i w uproszczeniu jest to osoba, która np. wielokrotnie bardziej, szybciej i silniej ulega stresowi. Taka osoba może też przez wiele lat nie rozumieć agresji (dopatrywać się, a niekiedy i otoczenie, u siebie tego przyczyn), braku wrażliwości u innych (niezdolności do empatii – zdolności do wczuwania się w sytuację innych). Jeśli ktoś taki ma jeszcze, a często tak, umysł analityczny - to już jest katastrofa! - bo będzie to bezwiednie, co przeszła, przechodzi, analizować na wszelkie możliwe sposoby, w tym w brew swym chęciom – a więc jeszcze samą siebie uwrażliwiać, dręczyć (i to niekiedy latami)!

 

Stanowimy psychosomatyczną  jedność – tzn., stan psychiczny wpływa na stan fizyczny i odwrotnie; stresy powodują nieprawidłowe funkcjonowanie organizmu, choroby, co jest źródłem kolejnego stresu (następuje sprzężenie zwrotne).

 

Każdy uraz psychiczny, (psycho-)fizyczny powoduje, pozostawia, skutki na całe życie (z autopsji:).

Np. wybicie zęba upośledza mimikę, proces przeżuwania, rozdrabniania pokarmu – obciąża pozostałe zęby, żołądek; powoduje uraz psychiczny, obniża poczucie własnej wartości, pewności siebie, obniża poziom atrakcyjności, powodzenia życiowego – a to wszystko z powodu „tylko” jednego zęba. Podobnie uderzenia np. w głowę, nerki itp. niosą różne negatywne skutki.

Jakaś potwarz, np. określenie kogoś mianem zboczeńca może przekreślić czyjeś życie. Że np. nie tylko wybrana ale większość, czy nawet żadna dziewczyna nie będzie chciała mieć z delikwentem do czynienia; otoczenia będzie nieufne, podejrzliwe (nie gadaj z zboczeńcem!, on jest zboczony!), przypatrywać się, szukać i niekiedy „znajdywać” potwierdzenie pogłoski. Ktoś po takich przejściach, nabyciu lęków, kompleksów, urazów również sam nie będzie miał nie tylko przebojowości, ale nawet odwagi wykazywać się inicjatywą względem płci przeciwnej – tak czy inaczej może zostać izolowany, sam się odsunąć od otoczenia. Co w efekcie może doprowadzić, zastępczo, do realizacji zboczeń. Więc na taką potwarz należy kategorycznie zareagować – chodzi o wszystkich! W niczyim interesie jest by przybywało ludzi z urazami, nieszczęśliwych („”zboczeńców)(tak w ogóle uważanie, określanie kogoś mianem zboczeńca np. tylko dlatego, iż proponuje seks osobie płci przeciwnej – jest właśnie patologią, chore i wymaga co najmniej edukacji z dziedziny seksualności, zboczeń seksualnych!; powoduje to też paraliżujący lęk u innych przed wykazywaniem się inicjatywą względem płci przeciwnej, by nie zyskać miana zboczeńca, co w efekcie, może właśnie do jakiejś dewiacji doprowadzić).

                                                                                           Pozdrowionka od „zboczeńca” z Brzegu, woj. opolskie, z szkoły podstawowej nr 4 (z halą sportową)

(jak ja się PANICZNIE BAŁEM!, przez całe dotychczasowe życie, przyznać skąd pochodzę (a byłem oto pytany ponad tysiąc razy (jakie to były wspaniałe doznania... gdy sobie dzięki tym pytankom o wszystkim przypominałem) – zawsze zmyślałem), oraz dla mamusi... od m.in., najprawdopodobniej, kilkuletniego, nocnego, partnera seksualnego „ idioty”, „kretyna”, „głupka”, „kopniętego”, „szurniętego” itp... (kolejny temat STRACH!)(teraz wreszcie nie ja się boję, wstydzę. Piszę o tym też dlatego, iż gdyby nie te przejścia, to zająłbym się m.in. polityką  już na początku lat 90.)

PS

Nigdy z żadną dziewczyną nie tylko z klasy, ale nawet z szkoły, a przez całe lata z całego trzydziestokilkudziesięciotysięcznego miasta nie miałem do czynienia. Najszybciej jak mogłem (w wieku 17 lat) wyjechałem z tego miasta (ostatni raz - z konieczności - tam byłem około 1992 roku), a jak musiałem się tam pojawiać to dostawałem białej gorączki!

Proszę o wskazanie chociaż jednego przypadku i chociażby w najmniejszym stopniu mojego zboczenia… (nawet nigdy żadnej dziewczynie nie zaproponowałem seksu (wtedy to chyba przyjechałby po mnie oddział zomowców, a gazety opisywałyby mnie przez kilka lat... – byłbym znany w całym kraju, a nie tylko w jednym mieście) – jeśli nawet to traktować jako zboczenie; po prostu ktoś obdarzył mnie taką potwarzą i poszło to w miasto. A ponieważ jestem osobą szczególną - więc i tak wszyscy na mnie zwracali uwagę, czyli m.in. niemal wszędzie, niemal zawsze, niemal non stop gapili się na mnie; byłem powszechnie znany z widzenia – to w tempie ekspresowym, na dużą skalę i trwale) a przecież latami byłem oglądany i traktowany jak zboczeniec... (nigdy nie zapomnę tych obserwujących mnie, obracających się w moją stronę ludzi, głów, ironicznych, szyderczych spojrzeń, tekstów („o zboczony/eniec idzie”...; ile razy schodziłem cały czerwony na bok, chowałem się do najbliższej bramy))!! Skutki - urazy - wywarły swoje piętno, pozostały mi na całe życie!! Ilu jeszcze takich „zboczeńców” stworzyli bezmyślni, durni, debilni, nikczemni ludzie (najczęściej, a może niemal wyłącznie katolicy – jest okazja do zrobienia krzywdy bliźniemu, to byłby grzech nieskorzystać)?! Czy ktokolwiek, kiedykolwiek odniósł z tego jakąkolwiek korzyść...

 

 

 

 


2. RACJONALIZM A RELIGIJNOŚĆ

 

Więcej o religii, organizacjach religijnych:

M.IN. O KATOLICKIEJ ORGANIZACJI RELIGIJNEJ:

  http://www.wolnyswiat.pl/15p4.html

 

RELIGIA A NAUKA

 http://www.wolnyswiat.pl/11h4.html

 

ARTYKUŁY (Religia a rozum, Religia a fakty)

 http://www.wolnyswiat.pl/11.html

 

Do przemyślenia. Org. forma materii – po prostu życie

 http://www.wolnyswiat.pl/11a.html

 

 

Filmy o religijności, organizacjach (tzw.) religijnych...

 http://www.youtube.com/watch?v=-1bDd-pceF4&feature=related

 http://www.youtube.com/watch?v=dAKdqc2AGOE&feature=feedrec_grec_index

 

 

Źródło wszelkiego zła? 1/10 [Dub. PL] [Alterkino.org]

 http://www.youtube.com/watch?v=wyFa-RTye3c

 

 

 

 

Tzw. wiara religijna nie przynosi nikomu i w żądnej postaci wolności, a wręcz przeciwnie więzi, ogranicza umysł, uzależnia, umożliwia tego ofiarami manipulowanie, sterowanie, wykorzystywanie, więc tylko i wyłącznie i jeszcze wszechstronnie pogrąża jednostki, społeczeństwa, narody, państwa!! Więc to nie jest coś, do czego należy dążyć, a w ręcz przeciwnie - należy przed tym przestrzegać, bronić, a już opanowanych wyzwalać, dopiero wtedy mogą być wolni!!

 

 

http://kaz47.nowyekran.pl/post/46689,moze-nam-orlow-nie-potrzeba

 

Fundamenty dla powodzenia Narodu: Nauka, Wiedza, Świadomość, Odpowiedzialność, Praca, Pozytywny Wkład/Postępowanie Racjonalne - Konstruktywizm!

 

 

 

 

Aby umysł pracował prawidłowo, to musi otrzymywać, w sposób normalny, odpowiednie informacje. A by się rozwijać, to dodatkowo wartościowe nowe informacje (m.in. działalność religijna nie spełnia żadnego z tych warunków, czego objawem jest m.in. akceptacja dowolnie złej rzeczywistości, bo taka jest wola bóstwa... I czekanie na pozytywne zmiany, które mają nastąpić, oczywiście, za sprawą bóstwa… A w tym celu trzeba się modlić, poddawać oddziaływaniu, wspierać organizacje religijne, i wciągać w to następnych... I tak od tysięcy lat ofiary religijności pokornie godzą się z rzeczywistością, czekają na działania bóstwa, i uczą tego innych... M.in. dlatego psychopaci i debile popierają organizacje religijne, religijność i używają sobie, dzięki temu, w najlepsze...).

PS

Stan osób proreligijnie okaleczonych można przyrównać do stanu osoby, która została wciągnięta do dołu przez inną osobę, także tam wciągniętą, a następnie po przejściu prania mózgu, że tylko siedzenie w dole, jego pogłębianie i wciąganie do niego następnych jest jedynie słuszne, a że nim głębiej, to tym trudniej się wydostać i tym ciemniej, to tym lepiej...

 

Niemal każde zdanie na temat religii wypowiedziane przez jej ofiary to absurd, nonsens, sprzeczność z jej założeniami.

Na przykładzie 2. skrzyżowanych listewek zwanych krzyżem...

Czy ktokolwiek broni komukolwiek okrzyżowania swojego lokum, swojej posesji, tak by zachować neutralność dla otoczenia – proszę bardzo i do woli (w każdej ilości i wielkości). Ale jakim prawem okrzyżowuje się msa wspólne, czyli po części czyjeś!

 

Proszę przedstawić prawne podstawy do zamieszczania symboli religijnych w placówkach państwowych?!

Proszę przedstawić religijne podstawy - zacytować Biblię - do wytwarzania, zamieszczania symboli religijnych nie tylko w placówkach państwowych, ale gdziekolwiek?!

 Nie czyń sobie podobizny Boga

 http://www.google.pl/search?q=nie+czy%C5%84+sobie+podobizny+Boga&ie=utf-8&oe=utf-8&aq=t&rls=org.mozilla:pl:official&client=firefox-a

 

 Nie wzywaj imienia Boga na daremno

 http://www.google.pl/search?q=nie+wzywaj+imienia+boga+na+daremno&ie=utf-8&oe=utf-8&aq=t&rls=org.mozilla:pl:official&client=firefox-a

 

Proszę przedstawić racjonalne podstawy do wytwarzania, zamieszczania symboli religijnych nie tylko w placówkach państwowych, ale gdziekolwiek?!

 

Więc czym - nasuwa się tu oczywiste/retoryczne pytanie - kieruje się większość ludzi, i na jakich podstawach podporządkowuje sobie innych...

 

 

Religijność jest także wymówką od aktywności, odpowiedzialności za siebie, innych (osoby świadomie czy nieświadomie destrukcyjne, psychopatyczne czują się i są przez takie osoby traktowane, jako usprawiedliwione za swoją bierność, a za proreligijną i w imię religijności destrukcję postrzegane są pozytywnie...).

Religijność jest także pretekstem do dzielenia ludzi, nie ze względu na ich obiektywną wartość, pozytywny wkład, potencjał, tylko według stopnia proreligijnego wypaczenia swojej psychiki, takiego stanu umysłu, tzn., nim ktoś jest w gorszym stanie, a więc nie jest zdolny do konstruktywnej działalności, za to nim bardziej jest proreligijnie i w imię religijności destrukcyjny, to tym pozytywniej jest postrzegany i traktowany...


Celem racjonalistów jest konstruktywizm. Jeśli religijność, Kościół katolicki zapewniałyby konstruktywność, to dzięki temu, wspólnie realizowalibyśmy pozytywne cele. Ponieważ religijność, Kościół katolicki niosą destrukcję, to staramy się zminimalizować ten negatywny wpływ. My się, innych bronimy przed działalnością kleru, to on walczy z wiedzą, nauką, niszczy potencjał ludzi, uzależnia, wyzyskuje, pogrąża! My wręcz przeciwnie.

Pamiętajcie: Antyklerykalizm to obrona - WALKA - przed-, z KLERYKALIZMEM, czyli zawłaszczaniem państwa, podporządkowywaniem społeczeństwa, jego kosztem, dla własnych (i pomocnych w tym celu klerykałów) korzyści!

Religijność instytucjonalna jest sprzeczna z Biblią, tym co głosił Jezus. Więc obowiązkiem prawdziwie wierzącego chrześcijanina jest demistyfikacja tej antybiblijnej organizacji, przed nią ostrzeganie, pomaganie jej ofiarom poprzez ich uświadamianie, bo ich stan, prosperita kleru wynika z niewiedzy ich ofiar, bezwzględności beneficjentów klerykalizmu, czyli kleru i ich pomagierów.

Chrystus: „Nie miejcie w trzosach swoich złota ani srebra, ani miedzi. Ani torby podróżnej, ani dwu sukien, ani sandałów, ani laski.” Itp... Jego ideałem była religijność wewnętrzna, obywająca się bez pośrednictwa instytucji i hierarchii kapłańskiej.

A co do „walki z Bogiem”. To jeszcze gorzej jak walczyć zapałką ze słońcem. Więc proszę się o swoje bóstwo nie obawiać... (oczywiście w religijnej konwencji)

Podobnie ma się sytuacja z walką z wiarą, Kościołem, krzyżem – co to, wszechwiedzące, wszechmocne, nieomylne bóstwo nie potrafiłoby, gdyby chciało, obronić >„”< swojej wiary, swojego Kościoła, krzyża. A skoro nie broni (a przecież podobno codziennie każe, nagradza tysiące ludzi), to oznacza, że to nie ma z nim nic wspólnego. Więc jakim prawem się mu sprzeciwiają omylni ludzie (co to, lepiej od niego wiedzą co należy robić/codziennie przekonują o jego działalności, wszechwiedzy, wszechmocy, nieomylności, zawierzają mu wszystko, a tu taka sprzeczność)...

 

Więc jakby nie patrzeć, racjonalnie czy religijnie, nie ma powodów do obaw.


Itd., itp., itp., itd...

 

Co do emocjonalnej krytyki racjonalizmu, konstruktywnych inicjatyw, takiej stygmatyzacji osób konstruktywnych, promowania religijności, zachęcania do modlenia się, itp. To za część tej destrukcji odpowiadają naganiacze, za profity, zawodowi destruktorzy odwodzący od analizowania ważnych dla Polaków spraw, działań na rzecz Narodu, konstruktywizmu, wynajdujący zajęcia dla swych ofiar (np. by się zajmowali obroną wiary, Kościoła, krzyża, opłacaniem, popieraniem obdarowywania nieruchomościami, gruntami kleru), osoby niezrównoważone psychicznie, psychopatyczne.

 

 

„Fakty i Mity” nr 13, 05.04.2007 r. BANKIERZY PANA BOGA 

KOŚCIÓŁ UBOGICH

Finanse polskiego kat. Kościoła nie podlegają żadnej kontroli społecznej bądź państwowej i są najpilniej strzeżoną tajemnicą. W państwie demokratycznym jest to absolutnie niedopuszczalne.

Nie sposób ułożyć równania, które pozwalałoby uzyskać w miarę precyzyjny wynik, bo zbyt wielka jest liczba niewiadomych „To setki strumieni pieniężnych, które w jednych miejscach się łączą, a w innych rozgałęziają, tworząc skomplikowaną sieć transferów” – zauważa profesor Michał Pietrzak, wybitny znawca problematyki wyznaniowej.

(...)

Od 1990 r. do chwili obecnej kościelnym osobom prawnym przekazano nieruchomościo łącznej powierzchni 97 tys. 123 ha. Ponadto kościelno-rządowe komisje regulacyjne zwróciły i przekazały na własność nieruchomości, również rolne, o łącznej powierzchni 57 tys. 633 ha. Wśród tych nieruchomości 701 to nieruchomości zabudowane” – ujawnił Sejmowi w kwietniu 2005 r. Tadeusz Matusiak, ówczesny podsekretarz stanu w Ministerstwie  Spraw Wewnętrznych i Administracji.

 

 

Szacuje się, iż równowartość tego, co katolicka organizacja religijna (kor) rocznie wyłudza od państwa - czyli okrężną drogą od nas - sięga 5 mld zł(!), a do tego trzeba dodać bezpośrednie wyłudzenia - od... swoich ofiar - szacowane na ponad 3 mld zł rocznie! GUS podaje , iż 60% (23 mln.) społeczeństwa żyje poniżej minimum socjalnego (z tego 5 mln. w skrajnej nędzy). [Chrystus: „Nie miejcie w trzosach swoich złota ani srebra, ani miedzi. Ani torby podróżnej, ani dwu sukien, ani sandałów, ani laski.” Itp... Jego ideałem była religijność wewnętrzna, obywająca się bez pośrednictwa instytucji i hierarchii kapłańskiej.]

Działalność kor nie ma podstaw w Biblii, a postępowanie państwa wobec tej org. w Konstytucji.

Wielu z państwa zastanawia się: dlaczego członkowie kor nie zaprzestają oszukiwania i wyzyskiwania ludzi. A ilu z was by zrezygnowało – gdyby pewnego (pięknego... ) dnia ludzie zaczęli do was przychodzić, całować po rękach i dawać pieniądze (bo np. ktoś zrobił kawał i dał ogłoszenie, że chronicie przed kosmitami i zapewniacie dobre z nimi układy), policja zadeklarowałaby ochronę, gdyby ktoś wam przeszkadzał w ratowaniu ludzkości???...

Ofiary kor twierdzą , iż pieniądze dają tej org. dobrowolnie... – ależ oczywiście, że tak, podobnie jak  inni uzależnieni dobrowolnie... płacą za narkotyki, tn, alkohol!

„To nie oni wam, tylko wy im, jesteście potrzebni”

 

Wzrost pozycji Kościoła i księdza zawsze dowodzi, że będzie nędza (Mikołaj Rej w XVI w.)...

 

 

„Tak mi/nam dopomóż Bóg”...

 

Wiedza drogą do mądrości, mądrość drogą do normalności, normalność drogą do szczęścia.

 

„FAKTY I MITY” nr 47, 29.11.2007 r. LISTY

NIE DOPOMÓGŁ

Kiedy ci, co ostatnio odeszli z wysokich stanowisk państwowych (premier, wiceprzewodniczący, ministrowie, posłowie), składali przysięgę, obejmując te stanowiska, dodawali zdanie: „Tak mi dopomóż Bóg”. Żadnemu z nich Bóg nie pomógł, mimo że chodzili do kościołów, klękali, całowali księży po rękach i przekazywali Kościołowi ogromne państwowe pieniądze. Odeszli szybko i w niesławie. (...)

R.S., Konin

 

[Latali do Watykanu, obradowali w Sejmie w obecności krzyża, modlili się w sejmowej kapliczce, nosili ze sobą biblię, itd. - red.]

 

 

Czy kiedykolwiek, komukolwiek, jakiekolwiek - NAPRAWDĘ - bóstwo w czymkolwiek pomogło... Więc, czy powoływacze mają religijne, moralne, racjonalne prawo, powód do powoływania się na bzdury...; kierowania się nimi...; odwodzić ludzi od samodzielności, myślenia, pełnego działania; konstruktywizmu...; ogłupiać; pogrążać ludzi?!

 

RELIGIJNE OGŁUPIANIE, UZALEŻNIANIE I WYKORZYSTYWANIE (powodujące, że ofiary zawierzają nie własnej inwencji, inwestycjom, przedsiębiorczości, pomysłowości, pracy - własnym siłom - tylko w płacenie org. religijnym, modłom, bóstwom! Generuje to też mnóstwo innych problemów, których pokrótce nie sposób opisać. Niech miarą tego będzie fakt, iż najbiedniejsze i obarczone największą przestępczością kraje, to kraje religijne. Stany Zjednoczone są najbardziej zadłużonym państwem świata (...)).

 

W normalnej sytuacji priorytetem jest wykorzystywanie możliwie jak największego potencjału intelektualnego, twórczego społeczeństwa (czyli m.in. nie podporządkowywanie się organizacjom religijnym, wypaczonym ideologiom, utopiom).

 

 

NIKT NIE MA PRAWA CZYNIĆ (również wtedy, gdy jemu ją uczyniono) KRZYWDY, stawać na drodze do rozwoju, doskonalenia!

Wspierajmy to, co NAPRAWDĘ przynosi, może przynieść korzyści

Nikt nie ma prawa ogłupiać, wypaczać umysł, uzależniać, okaleczać czyjejś psychiki; szkodzić; obniżać potencjał; pogrążać!

Dążmy do tego, by ludzie byli zdrowi, normalni, świadomi, dogłębnie, a więc rzeczywiście, etyczni, wybitni, a więc zdolni do samodzielnego całościowego analizowania, wnioskowania, czyli dzięki temu mądrzy, a w efekcie dobrzy (ogłupieni, zmanipulowani, o zaśmieconych, zatrutych umysłach, okaleczeni psychicznie, obłąkani, nienormalni, np. na tle religijnym NIGDY - co dowodzi i logika i praktyka - tacy nie będą)!

 

Zamiast niewiedzy, zatruwania umysłu, uszkadzania psychiki NAUKA, WIEDZA, zamiast instynktu stadnego ROZSĄDEK, zamiast bierności KONSTRUKTYWIZM, zamiast dawania złego przykładu DOBRY PRZYKŁAD; rozwój, współpraca.

PS

Proszę się RZETELNIE zastanowić czy religijność, modły przyniosły, mogą przynieść korzyści – historia już tysiące razy przez tysiące lat dała nam na to DOBITNĄ odpowiedź... Ale ludzie o proreligijnie wypaczonym umyśle, okaleczani psychicznie NIE PRZYJMUJĄ tego do wiadomości...

 

 

Ile tzw. religijnych osób jest obłąkanych (wystarczy popatrzeć na te twarze, zaobserwować formę wypowiedzi, posłuchać jej treści, mamrotania – czym ci ludzie się zajmują (a m.in. walką o 2. skrzyżowane listewki, by gdzieś stały, ciągle przypominały o tej organizacji, jej ofiarach, modleniem się (w tym do 2-ch skrzyżowanych listewek, obrazków (czyli produktów wytwórców)), czyli powtarzactwem, czyli uszkadzaniem swojej, innych psychiki, traceniem czasu, ogłupianiem; pogrążaniem się, i innych)...!

 

 

DO SPECJALISTÓW OD BÓSTW...

Do twierdzących, że wypowiadają się w imieniu bóstwa.

Proszę przedstawić pełnomocnictwo!

 

Do twierdzących, że nawiązują kontakt z bóstwem.

Proszę przedstawić tego dowody!

 

Do twierdzących, że mówią jedyną możliwą prawdę.

Proszę przedstawić tego, zgodnie z naukową metodologią, dowody!

 

Do twierdzących, że mają dowody istnienia, działania bóstwa.

Proszę je przedstawić (mi wystarczy, że pojawi się tutaj >  < kropka* (oczywiście nie za sprawą działania człowieka)).

*Mogą się oto modlić miliardy ludzi, przez, łącznie, miliardy godzin (cóż to za błahostka dla „stworzyciela” wszechświata. Ilu wojnom i innym potwornościom, mordom, torturom „w jego” imieniu, zapobiegłoby bóstwo, gdyby unaocznił swoje istnienie, ten największy dobroczyńca...).

– WYZYWAM WSZYSTKIE BÓSTWA NA SPRAWDZIAN: DAJCIE ŚWIADECTWO PRAWDZIE O WASZYM ISTNIENIU!!!

Nie ma kropki!!! To nie ma gadania o CIĘŻKICH, POGRĄŻAJĄCYCH BREDNIACH!!! KROPKA/.

PS

Jestem potężniejszy od wszystkich bóstw, bo ja potrafiłem postawić kropkę, a one NIE...

 

A skoro tego NIE MACIE (nie ma kropki), to nie trujcie, nie ogłupiajcie, nie demoralizujcie, nie wypaczajcie umysłów; nie uszkadzajcie psychiki; nie uczcie, nie wywołujcie naśladownictwa; tego nie rozpowszechniajcie, nie szkodźcie; nie pogrążajcie! Was tak potraktowano; nauczono, no to robicie to następnym, a ci kolejnym – ot i cała tajemnica tego procederu...!

 

 

Nie masz ci to jak nawiedzony motłoch...

 

"FAKTY I MITY" nr 6, 8-14, 2008 r. HISTORIA HISTERII

SALEM

Osiemdziesięcioletniego Gilesa Coreya rozciągnięto na ziemi i przywalono wielką deską, na której oprawcy systematycznie kładli głazy. Kwadrans po kwadransie, godzina po godzinie. „Jesteś pomocnikiem diabła. Podpisałeś cyrograf.

Przyznaj się!”...

...rozkazywali, a on tylko charczał i powtarzał w kółko trzy słowa: „Dołóżcie więcej kamieni”. Skonał po dwóch dobach, gdy piramida skalnych odłamków ważyła ponad półtorej tony. Ostatnią rzeczą, jaką starzec zobaczył, była Biblia w ręce kata i majaczące w oddali dachy osady Salem.

Nastał rok Pański 1692.

Oczywiście, że Szatan pomagał Coreyowi. Przecież nikt normalny, nawet młody i silny, nie wytrzymałby czegoś podobnego, a co dopiero niedołężny staruszek. Ale przecież to wcale nie jedyny, i nawet nie najważniejszy dowód obecności Złego – przynajmniej wówczas takie panowało przekonanie...

Ogólnie działo się bardzo źle i coraz gorzej. Nagle Anglia i Francja – dwa wielkie mocarstwa, do których należały kolonie w Nowym Świecie – wypowiedziały sobie wojnę, Indianie podstępnie atakowali osady, żywcem zdzierając z ludzi skalpy, zabijali dzieci, gwałcili kobiety, piraci zablokowali wybrzeża, a czarna ospa dosłownie dziesiątkowała osadników.

Oto boska kara za grzechy! Oto wspaniałe pole do popisu dla diabła.

Przyjście Szatana purytanie zapowiadali od lat. I wreszcie nadszedł...

Wielebny pastor Samuel Parris już od dawna przeczuwał jego obecność, więc nie tyle zdziwił się, co przeraził, gdy niespodziewanie wróciwszy do domu, zastał swoje córki i ich koleżanki skupione wokół stołu, przy którym niewolnica Tituba, niedawno przywieziona z Barbadosu, odprawiała magię. Na blacie porozrzucane były muszle i kamyczki oświetlane przez chybotliwy płomień świecy.

Już wcześniej przyłapał to kolorowe ścierwo na podobnych praktykach.

Już wcześniej tęgim laniem i miesięcznym postem próbował służącej wybić bezbożne wróżby z głowy, ale widać nie poskutkowało. Ale teraz było znacznie gorzej. Natychmiast po tym, jak wkroczył do izby, dwie dziewczynki: dziewięcioletnia córka wielebnego Elisabeth i jedenastoletnia Abigail Williams (jej kuzynka) wpadły w dziwaczne konwulsje.

Młodsza, wyjąc nieludzko, rzuciła Biblią o ścianę, starsza zaczęła wić się w spazmach na podłodze i oddała mocz. Jeśli pastor mógł mieć jeszcze przez chwilę cień wątpliwości, że dzieci – chcąc uniknąć kary – udają chorobę (już się to im wcześniej zdarzało), to nabrał całkowitej pewności co do opętania, gdy siedem pozostałych dziewczynek chwilę później poszło w ślady swoich przyjaciółek, szlochając, bredząc coś od rzeczy, rozdrapując paznokciami skórę i rwąc sobie włosy z głowy. Tak przynajmniej wynika z jego relacji... Dziś psychiatra nazwałby to zbiorową histerią sugestywną, ale wezwany na okoliczność miejscowy lekarz William Griggs (jego córka była wśród dziewiątki badanych) postawił diagnozę:

OPĘTANIE!

Władze kolonii nie zwykły dyskutować z powagą nauki, więc orzeczenie doktora uznały za niepodważalne.

Jeszcze tego samego dnia rozpoczęto urzędowe poszukiwanie osób mających z Szatanem konszachty i rzucających uroki na niewiniątka. Nie pomógł nawet sceptycyzm jednego z mieszkańców Salem, niejakiego Johna Pactora, który zauważył, że nawiedzenie i napady histerii mijają natychmiast, gdy dziewczynkom zagrozi się pasem...

Na początek próbowano metod łagodnych. Zgodnie ze starym przepisem mąkę jęczmienną rozrobiono moczem opętanych dzieci i tak przyrządzonym ciastem nakarmiono psa.

Nie poskutkowało. Diabeł ani myślał przenieść swoją moc na zwierzę i wnijść w nie. Przeciwnie, atakował coraz to innych mieszkańców miasteczka.

Uwięziona, pobita i poddana ostremu przesłuchaniu Tituba na przemian to łkała, to zaklinała się, że jest niewinna, ale... Ale pod wpływem tortur zaczęła coś sobie w końcu przypominać.

To mianowicie, że nie ona absolutnie, ale inni mieszkańcy Salem są wyznawcami i poplecznikami diabła.

Sama widziała ich nocne, upiorne zjawy, jednak teraz nie potrafi żadnej zidentyfi kować.

Ona nie, ale dziewiątka dziewczynek umiała to zrobić bez trudu. Dzień po dniu, wraz z postępem śledztwa, wskazywały (za podszeptem dorosłych) coraz to innych ludzi parających się czarną magią i szkodzących sąsiadom. Na razie były to osoby od dawna wyobcowane ze społeczności:

żebraczka Sarah Good, kaleka rozwódka Sarah Osborne oraz Martha Corey, która nie dość, że wydała na świat bękarta, to w dodatku czarnego jak smoła.

Przesłuchiwana Good wyśmiała oskarżenia, twierdząc, że to bzdury, że nie ma nic wspólnego z diabłem ani nikomu nie szkodziła, ale straciła pewność siebie, gdy wezwane do sali sądowej dziewczęta na jej widok znów zaczęły wić się w konwulsjach.

Czy trzeba było lepszego dowodu?

Nie, więc żebraczka, prosząc o litość, padła na kolana, po czym... wskazała kolejnych winnych diabelskiej magii. Zarządzono aresztowania na szeroką skalę. Zamknięci w ciemnych ziemiankach ludzie, głodzeni i bici, jeden po drugim przyznawali się do winy, a ich oskarżenia krzyżowały się lawinowo. Przy okazji ten i ów załatwiał sąsiedzkie spory i zapieczone nienawiści. Na przykład wdowa Sarah Holt oświadczyła sędziom, iż nie ma najmniejszych wątpliwości, iż czarownicą jest Rebecca Nurse, ponieważ jej mąż zmarł natychmiast po tym, jak z Nurse się pokłócił. To wystarczyło.

Kompletnie niedołężną staruszkę pod szafot przyniesiono wraz z łóżkiem i powieszono razem z siostrą.

Też, oczywiście, czarownicą.

Według prawa Nowej Anglii, cały majątek skazanych przechodził na własność lokalnej społeczności i był wśród niej sprawiedliwie dzielony, więc sporo takich, co to nie ulegli diabłu i cyrografu nie podpisali, znacznie się wzbogaciło.

Ale szaleństwo zataczało coraz szersze kręgi i nie było już niemal tygodnia, aby „sprawiedliwi” mieszkańcy Salem nie mieli okazji uczestniczyć w egzekucjach szatańskich konfratrów.

Szatan też nie próżnował. Oto ustami jednej z czarownic stojących na szafocie wykrzyczał w kierunku sędziego: „Morderco, udusisz się własną krwią”. Rzeczywiście, czynnie asystujący przy egzekucji oprawca wkrótce doznał krwotoku przewodu pokarmowego, krew dostała się do płuc i... To tylko potroiło histerię purytanów i zaowocowało kolejnymi oskarżeniami.

W końcu miejscowy wiceszeryf John Willard, przerażony już kompletnie niekontrolowanym rozwojem wypadków (sam wcześniej dokonał kilkudziesięciu aresztowań czarownic), oświadczył publicznie, że to już nie jest sprawiedliwość, ale zbiorowy mord i obłęd. Dodał jeszcze, że dla wspólnoty lepiej i bezpieczniej byłoby wcześniej powiesić dziewczyny, a nie wskazywanych przez nie kolejnych ludzi. Tym stwierdzeniem wydał na siebie wyrok. Gdy zorientował się, jak straszny błąd popełnił, próbował uciec, ale został złapany i oskarżony przez kilkanaście osób o czary (w tym przez całą dziewiątkę dzieci).

Wszyscy oni zeznawali pod przysięgą, kładąc uroczyście rękę na Biblii.

2 sierpnia odbył się proces Willarda. 19 sierpnia zawisł na szubienicy.

Podobny los spotkał pastora George’a Burroughsa, który jeszcze niedawno w miejscowym kościółku (wraz z pastorem Parrisem, tym, od którego wszystko się zaczęło) wygłaszał kazania. Otóż Burroughs od samego początku starał się powstrzymać makabryczną falę oskarżeń i śmierci. W końcu podczas płomiennej przemowy po niedzielnym nabożeństwie oświadczył: „Ludzie, zaklinam was, opamiętajcie się! Nie ma ani nigdy nie było na świecie żadnych czarowników i czarownic.

Żadna z oskarżanych przez was osób nie zawarła paktu z Szatanem po to, aby was dręczyć. To wszystko są bzdury i obraza Boga!”. 19 sierpnia całe Salem przyszło zobaczyć jego egzekucję.

Nawet kobiety z dziećmi na rękach pospieszyły oglądać kaźń bożego sługi, który stał się sługą diabła.

I wszyscy osłupieli zdumieni, gdy pastor – już ze sznurem na szyi – rozpoczął głośne odmawianie modlitwy. Jeśli w serce tego i owego zakradła się w tym momencie jakaś wątpliwość, to rozwiał ją szeryf, oświadczając, że ustami skazańca przemawia sam Belzebub.

W końcu w Salem zaczęło brakować czarownic i czarowników, więc dziewczynki przerzuciły swoją aktywność na inne okoliczne osady i miasteczka. Na Andover i na Boston. Aby ułatwić im zadanie, wymyślono nową, taśmową procedurę odnajdowania sług diabła. Podejrzani stawali w szeregu, a dziewczęta przechadzały się przed nimi. Gdy nagle przed kimś popadały w konwulsje, jego wina stawała się bezdyskusyjna.

Jednak po czterdziestym z kolei nakazie aresztowania sędzia z Andover – Dudley Bradstreet – uznał, że musi położyć kres histerii. „Nie będę więcej wydawał wyroków w tej sprawie” – oświadczył i... wydał wyrok na siebie. Jeszcze tego samego dnia musiał się salwować ucieczką przed fanatycznym tłumem, który natychmiast oskarżył go o czarnoksięstwo.

Bradstreeta nie odnaleziono, za to znaleziono jego psa. Zwierzę publicznie powieszono na szubienicy miejskiego rynku.

 

W roku Pańskim 1692 w Salem i okolicy udało się odnaleźć, aresztować, oskarżyć o czary i o podpisanie cyrografu własną krwią ponad 150 osób. 170 innym, przeczuwającym najgorsze, udało się zbiec. Wykonano 19 wyroków śmierci. Przez powieszenie lub zmiażdżenie kamieniami (jak w przypadku opisywanego na wstępie Gilesa Coreya). Kilka osób zamęczono w aresztach w trakcie przesłuchań.

 

Miasteczko Salem położone na wschodnim wybrzeżu USA ma dziś nieco ponad 40 tysięcy mieszkańców.

Co ósmy z nich należy do ofi cjalnego Kościoła Czarownic i Czarowników.

Samochody policyjne mają wizerunek wiedźmy na maskach, State College nosi nazwę Szkoły Czarnoksięstwa, a uniwersytecka drużyna futbolowa to The Witches (Czarownice).

Toczy ona zażarte mecze na Gallows Hill, czyli dokładnie w miejscu, gdzie w roku 1692 publicznie tracono sprzymierzeńców diabła. Do Salem, szczególnie w okolicach święta Halloween, zjeżdżają setki tysięcy turystów z całego świata. Teraz czary to dla mieszkańców Salem wielka atrakcja.

A diabeł nie śpi! A diabeł zaciera ręce! Od ponad trzystu lat.

Marek Szenborn

 

"FAKTY I MITY" nr 23, 12.06.2008 r.

POSZLI Z DYMEM

Wściekły tłum spalił żywcem 11 osób, w tym 8 starszych kobiet, posądzonych o czary. Rzecz nie działa się w XVI wieku, lecz w wieku XXI w Kenii. „Czarowników” wyciągano z domów, krępowano i palono. W zachodniej Kenii zamordowano w ciągu ostatnich dwóch dekad kilkadziesiąt osób. Władze karzą za takie samosądy, ale siła wiary w gusła i ich zgubne skutki jest silniejsza od respektu przed prawem. | AC

 

 

Ø      RELIGIJNOŚĆ/ATEIZM

Religijność wynika z tzw. wiary, ateizm – z wiedzy (to odnośnie nonsensu: „religii ateistycznej”, kolejnej, ogłupiającej religijnej bredni do wierzenia).

Czy dyskusja z osobą ogłupioną, zastraszoną, z wypranym mózgiem, z blokadami umysłowymi: nie przyjmującą do wiadomości wyników badać, faktów, wiedzy, logicznych wniosków; umysłem zaprogramowanym na ignorowanie wszystkiego co zaprzecza wpojonym tezom (wypaczone interpretowanie wszystkiego tak, by z góry potwierdzało założenie), a więc osobą alogiczną, okaleczoną, upośledzoną  umysłowo, w dodatku nie posiadającą, i bojącą się jej, elementarnej akademickiej wiedzy ma sens, może z niej coś rozsądnego wyniknąć...; przecież z góry wiadomo, iż nie będzie żadnych merytorycznych argumentów – bo ich nie ma i być nie może (stąd miliony torturowanych i mordowanych ofiar katolickiej org. religijnej)(dlatego trzeba słuchać tylko to, co mówią specjaliści od spraw wierzeniowych i WIERZYĆ w to co każą, a nie MYŚLEĆ, zdobywać wszechstronną wiedzę,- wiedzieć).

Oto, do czego prowadzą religijne brednie – miliony ludzi, przez, łącznie, miliardy godzin, zajmują się bzdurami (wszystko dowodzi że istnieją krasnoludki/Budda/Allach/smok wawelski itp., itd... A co nie dowodzi, też dowodzi...)...! Nie dajcie się ogłupiać!

 

Ateiści opierają się na wynikach naukowych badań, wiedzy, dedukcji, logice (rachunku prawdopodobieństwa) – normalnym, pełnym myśleniu, rozwoju. Tzw. wierzący – na instynkcie stadnym, tradycji, podporządkowywaniu się, pozwalaniu na pranie swojego mózgu, okaleczaniu umysłu, ograniczaniu zdolności intelektualnych, tzw. autorytetach (jeszcze większych ogłupiaczach, którzy, za zasługi..,. awansowali), ignorancji (w tym nawet wiedzy o swojej religii).

Ateizm jest prospołeczny. Religijność – antyludzka, antyspołeczna, bo przyczynia się do ciemnoty, nietolerancji, nienawiści, agresji, biedy, nieszczęść; podporządkowywania sobie i wykorzystywania ludzi, społeczeństw, państw przez kasty pasożytów, ludzi wypaczonych nikczemnych; ogłupionych.

Więc dlaczego propaguje się, chroni tzw. uczucia religijne zamiast promować ateizm – czyli rozwój rozumu, myślenie, wiedzę; rozsądek, działania prospołeczne, proludzkie, by sprzyjać rozwojowi? Dlatego, że na ateizmie nie da się tak łatwo, krótkowzrocznie, egoistycznie, bezkarnie i szybko zarobić, egoistycznie, destrukcyjnie prosperowć; dlatego, że ludzkość, generalnie, myśli i postępuje emocjonalnie, a nie racjonalnie (nawet, oprócz, że nie rozumie, to boi się racjonalizmu zamiast obecnej sytuacji...); dlatego, że ludzkość nie jest odpowiednio edukowana, więc nie ma nawet wyrobionych odpowiednich zdolności, odpowiedniego potencjału, więc jest podatna na działania emocjonalne, stadne, co jest jak najbardziej wykorzystywane przez ludzi, którzy powinni być na marginesie, a nie piedestale.

PS

Jak rozkręcić duży, czyli jedynie słuszną odmianę, religijny interes w skrócie:

Otóż, w tym celu trzeba wyrżnąć i ograbić konkurencję oraz ateistów, ludzi myślących, niezależnych, nieposłusznych, niepodporządkowanych, a następnie nawoływać do miłości, pokoju itd, i wtedy już można pobierać za to legalny charcz od pozostałych przy życiu...

 

 http://www.facebook.com/ 

Andrzej Rodan ostrzega w Nowym Roku: Czarna Armia z Watykanu okupuje kraj; stacjonuje u nas 28 933 księży, 4845 alumnów diecezjalnych, 5780 księży zakonnych oraz 24 843 siostry zakonne. 16 (marszałków) jest w randze biskupa metropolity (czyli szefa kilku diecezji), 45 (generałów) w randze ordynariusza (szef jednej diecezji), 69 (pułkowników) pełni funkcję biskupa pomocniczego. Pokemony atakują! Ziomale, co Wy na to?!

Ile to to nakradło, żre, ilu ludziom psychicznie i ekonomicznie, bezpośrednio i pośrednio zaszkodziło!

 

 

Religijne brednie mają za zadanie zapobiegać dociekaniu istoty rzeczy, myśleniu, analizowaniu, badaniu, by uzależnić, podporządkować sobie ludzi przez psychopatów jako znawców, kapłanów, pośredników bóstwa, by ludzi pogrążać; zapobiec powstaniu umysłów o większych zdolnościach, wyższym poziomie świadomości; by polepszyć swoją sytuację kosztem pogrążanych; by czerpać z tego profity.

 

 

"FAKTY I MITY" nr 27, 10.07.2008 r.: No i jeszcze jeden kłopot - nigdy nie słyszałem, aby problemy z diabłem mieli ludzie niewierzący. Oni nie bywają opętani ani dręczeni. Diabelskie tortury i pułapki męczą zawsze ludzi w jakimś stopniu religijnych. Ale się narobiło...

Marek Krak

 

 www.o2.pl | Wtorek [23.06.2009, 15:31] 2 źródła

POLSKA WIĘZI NAJWIĘCEJ LUDZI W EUROPIE

Więcej niż w dwa razy bardziej zaludnionych Niemczech.

W polskich zakładach wyroki odsiaduje ponad 90 tys. osób, podczas gdy w ponad dwukrotnie ludniejszych Niemczech tylko 73 tys. - wynika z danych Eurostatu.

W 2007 roku w naszym kraju (38 mln mieszkańców) za kratkami siedziało ponad 90 tys. osób. W Wielkiej Brytanii (61 mln mieszkańców) wyroki odsiadywało 88 tys, a - porównywalna z Polską - Hiszpania trzymała w więzieniach 67 tys. osób.

Polska zajęła czwarte miejsce w Europie, pod względem liczby osadzonych na 100 tys. obywateli. Pierwsze miejsce przypadło Estonii, drugie Łotwie, a trzecie Litwie.

W całej UE, odbywało karę w tym czasie 600 tys. osób, a w USA 2,4 mln - informuje TVN 24. | JS

[Ale za to jest najbardziej katolicka (i trzeba to zwiększać, w tym ilość pieniędzy dla kleru, liczbę kościołów i... więzień)... – red.]

 

„FAKTY I MITY” nr 26, 03.07.2008 r.: Z licznych sondaży przeprowadzonych wśród pensjonariuszy zakładów karnych w RParafialnej wynika, że są to w 99,9 procentach katolicy.

[Dziękujemy Ci nieomylny Ojcze Święty, Nauczycielu ludzkości, moralny Autorytecie, duchowy Przywódco itp., itd.; Kościołowi za umoralnianie społeczeństwa; politykom, państwowym urzędnikom itp. za pasienie naszymi pieniędzmi pasterzy; środkom przekazu za szerzenie katolickiej ideologii; itp. (Unia Europejska, Świat, oprócz podziwu, chyba pękają z zazdrości...) – red.]

 

„FAKTY I MITY” nr 25, 06.2008 r. ŻYCIE PO RELIGII

CO DLA IDIOTÓW?

(...) im bardziej człowiek jest inteligentny, tym mniej wierzący. (...) wśród członków elitarnego Royal Society zaledwie 3,5 proc. uczonych wierzy w Boga, podczas gdy brytyjska średnia to 68,5 proc. wierzących. Podobnie jest w USA, gdzie zaledwie 7 proc. członków Amerykańskiej Narodowej Akademii Nauk to ludzie wierzący. (...)

Marek Krak

 

 

„FAKTY I MITY” nr 6, 14.02.2008 r.

10 STWIERDZEŃ BEZBOŻNYCH

1. Stanowczo odrzucasz istnienie tysięcy bogów czczonych przez inne religie, ale czujesz się oburzony, gdy ktoś odrzuca istnienie twojego boga.

 

2. Czujesz się obrażony i odczłowieczony, gdy naukowcy stwierdzają, że człowiek pochodzi od zwierząt, ale nie masz problemu z biblijnym twierdzeniem, że człowiek został stworzony z prochu.

 

3. Śmieszą cię politeiści, ale wierzysz w Boga w trzech osobach.

 

4. Pąsowiejesz, słysząc o okrucieństwach przypisywanych Allachowi, ale nawet okiem nie mrugniesz, słysząc o tym jak to Bóg chrześcijan zabił wszystkie dzieci w Egipcie (Księga Wyjścia) i zarządził wycięcie w pień całych grup etnicznych (Księga Jozuego), włącznie z kobietami, dziećmi i drzewami.

 

5. Śmieszy cię hinduizm, w którym ludzie mogą być bogami, i mity greckie, w których bogowie spali z kobietami, ale wierzysz, że Duch Święty zapłodnił Maryję, która potem urodziła człowieka boga, który został zabity, zmartwychwstał i wstąpił w niebiosa.

 

6. Gotów jesteś spędzić całe życie, szukając małych dziur w naukowych twierdzeniach na temat wieku Ziemi (kilka miliardów lat), ale wierzysz na słowo w daty zapisane przez kilku gości z epoki brązu, co sobie siedzieli w namiocie i wymyślili, że Ziemia ma pewnie dopiero kilka tysięcy lat.

 

7. Wierzysz niezbicie, że cała populacja tej planety, z wyjątkiem tych, którzy wierzą w to samo co ty, będzie smażyć się w piekle po wieki. Mimo to uważasz, że twoja religia jest „tolerancyjna” i „miłosierna”.

 

8. Podczas gdy cała współczesna nauka, historia, geologia, biologia i fizyka nie zdołały cię przekonać, że Boga nie ma, paplanina jakiegoś niedouczonego pacana, to wszystko, czego ci potrzeba, żeby uwierzyć w jego istnienie.

 

9. 0,001 proc „wysłuchanych modlitw” to dla ciebie wielka opatrzność boża, a nie przypadek. Uważasz, że modlitwy skutkują.

 

10. Wiesz o Biblii, chrześcijaństwie i historii Kościoła dużo mniej niż agnostycy czy ateiści – a mimo to, to siebie nadal nazywasz się chrześcijaninem.

 

Wyłowił z sieci LK

 

 

W ODPOWIEDZI NA TEZĘ ZAWARTĄ W LIŚCIE CZYTELNIKA („UWAGA, ATEIŚCI!”„FiM” nr 34, 31.08.2006 r.)

ODNOŚNIE OCZYWISTEGO KREACJONIZMU Z UWAGI NA MAŁE PRAWDOPODOBIEŃSTWO... NATURALNEGO PROCESU

Niekiedy dobrym orężem na takie myślicielki... jest ich własna broń

Mam 3 krótkie pytania:

1. Z czego i jak powstał stwórca?

2. Z czego i jak stworzył świat?

3. Jakie jest tego prawdopodobieństwo?

 

Dodam jeszcze, że stwórca sam ustanowiłby prawa fizyki i warunki zaistnienia życia (więc nie byłoby żadnych ograniczeń, a właśnie ich istnienie dowodzi naturalności więc i przypadkowości procesu). Oprócz tego proszę wziąć pod uwagę, iż w wszechświecie jest co najmniej 200 miliardów galaktyk, a w każdej z nich może być 200 miliardów gwiazd, z których znaczna część jest obiegana przez planety (znaleziono już ich setki, mimo iż można wykryć tylko najbliższe), a wszystko to trwa miliardy lat, więc ilość kombinacji jest niemal nieskończona. A pierwsze formy życia, które pojawiły się ok. 4 mld lat temu, nie miały genetycznie obcych wrogów, stąd mogły być b. prymitywne. Więc proszę nie sugerować się ich obecną złożonością  po milionach (miliardach?) lat ewolucji (początkowy proces ewolucji był minimalny i arcyprosty, w tym możliwe było, gdyż nie było jeszcze barier, niemal dowolne mieszanie się i łączenie organizmów, ich składników, ale z biegiem milionów pokoleń, lat nabrał tempa i wyrafinowania; rozpoczęła się konkurencja, eliminacja, wyścig).

 

ALBO SĄ DOWODY ALBO ICH NIE MA!

"Nie da się eksperymentalnie udowodnić istnienie boga" (Trzeba, jak zwykle, uwierzyć - doprowadzić się, dzięki ogłupiaczom-trucicielom, ich zaleceniom, do stanu ogłupienia-obłąkania - a następnie uznać ten stan za dowód łaski - istnienia - bóstwa… W ten sposób można „udowodnić” istnienie wszystkich bóstw, wszystkiego...) – Oto kolejny argument-sposób na kontynuowanie swojej działalności przez pasożytniczych ogłupiaczy. Zaprzeczając jednocześnie podstawowym tezom swojej organizacji, której członkowie twierdzą, że ich bóstwo dało już tysiące dowodów swojego istnienia. A ja domagam się naukowego udokumentowania tylko jednego takiego przypadku...

11. RELIGIA A NAUKA:

http://www.wolnyswiat.pl/11h4.html

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek [02.12.2010, 10:15]

OTO PRAWDZIWA LICZBA GWIAZD WE WSZECHŚWIECIE.

Przyprawia o zawrót głowy.

Gwiazd we wszechświecie jest trzy razy więcej niż dotychczas sądzono - twierdzą amerykańscy astronomowie z Yale University w Connecticut.

Według nowych ustaleń wcześniej po prostu nie zauważano olbrzymiej liczby czerwonych karłów - pisze bonnercountydailybee.com

Ostatecznie więc liczbę gwiazd szacuje się na od 100 do 300 sekstylionów.

To wynik badań krańców wszechświata - okolic galaktyk eliptycznych oddalonych o 50-300 milionów lat świetlnych od Ziemi. Nie byłyby one możliwe bez bardzo silnego teleskopu w Keck Observatory na Hawajach.

Okazało się tylko na krańcach kosmosu jest 20 razy więcej czerwonych karłów niż w naszej galaktyce. Są słabo widoczne, bo emitują bardzo nikłe światło - pisze

thestar.com . | MK

 

Oto prawdziwa liczba gwiazd we wszechświecie. Nie uwierzysz

Fot. sxc.hu

 

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Piątek [29.10.2010, 09:54]

NIE JESTEŚMY SAMI! WOKÓŁ CO 4. GWIAZDY KRĄŻY BLIŹNIAK ZIEMI

Na wielu z nich może rozwijać się życie.

Naukowcy twierdzą, że we wszechświecie aż roi się od planet podobnych do Ziemi. Tylko w naszej galaktyce mogą ich być miliardy - informuje "The Daily Mail".

Przez ostatnie 10 lat naukowcy odkryli prawie 500 planet poza naszym Układem Słonecznym.

Na każde 100 gwiazd podobnych do naszego Słońca mamy jedną lub dwie planety podobne do Jowisza, sześć podobnych do Neptuna i 12 planet pięcio- lub nawet dziesięciokrotnie przekraczających masę Ziemi - twierdzi dr Andrew Howard z Uniwersytetu Kalifornijskiego.

Wyjaśnia, że odkrywamy tylko największe planety i położone najbliżej gwiazdy - bo ich grawitacja ma wpływ na jej ruch. Jednak jest przekonany, że planety mniejsze - o masie podobnej do Ziemi występują o wiele częściej - krążą wokół co czwartej gwiazdy.

Na wielu z tych planet mogą panować życiodajne warunki: nie jest ani zbyt gorąco, ani zbyt zimno, jest na nich woda.

Zdaniem Howarda tylko w naszej galaktyce mogą być miliardy bliźniaków Ziemi, w całym wszechświecie zaś biliony bilionów. | WB

 

[Czas palenia na stosie kosmicznych heretyków się zbliża! No chyba że od razu przygotują złoto dla sług bożych... – red.]

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Niedziela [20.02.2011, 22:45]

JUŻ WIADOMO, ILE PLANET LICZY NASZA GALAKTYKA

Już wiadomo, że w Drodze Mlecznej jest ich co najmniej 50 miliardów - donosi "The Daily Mail".

Wiadomo też, że ok. 500 mln z nich leży w Stefie Złotowłosej, gdzie nie jest ani za ciepło, ani za zimno, a więc panują warunki pozwalające na istnienie życia.

10,5 proc. tych obiektów ma wielkość zbliżoną do Ziemi, 20,8 proc. do Neptuna, a 5,2 proc. do Jowisza. | AJ

 

 www.twojapogoda.pl | 26-03-2011, 04:24

2 MILIARDY PLANET PODOBNYCH DO ZIEMI?

Na podstawie odkryć poczynionych za pomocą Teleskopu Kosmicznego Keplera i ich dokładnej analizy astronomowie zwiększyli liczbę potencjalnie zdatnych do zamieszkania przez ludzi planet w samej naszej galaktyce do 2 miliardów.

 

Ostatnim razem na podstawie analizy małego tylko wycinku danych mówiło się o 500 milionach podobnych do Ziemi planet. Teraz po obliczeniach przeprowadzonych przez naukowców z NASA Jet Propulsion Laboratory liczba ta została zwiększona do 2 miliardów.

 

Zapewne zastanawiacie się jak to wyliczono? Na podstawie odkrytych do tej pory przez Keplera egzoplanet badacze wyliczyli, że od 1,4 do 2,7 procenta wszystkich gwiazd o właściwościach podobnych do Słońca posiada w swoim systemie planetę zdatną do zamieszkania przez ludzi, to jest taką, której masa waha się od 0,8 do dwukrotnej masy Ziemi i znajduje się na orbicie zapewniającej właściwą dla organizmów żywych temperaturę.

 

Takich planet powinno być więc w naszej galaktyce, Drodze Mlecznej, około 2 miliardów. 100 gwiazd o właściwościach zbliżonych do naszego Słońca znajduje się w odległości kilkunastu lub kilkudziesięciu lat świetlnych, a więc przynajmniej dwie z nich powinny posiadać planety, które moglibyśmy skolonizować.

 

Naukowcy są bardzo podekscytowani takimi odkryciami. w końcu obliczenia dotyczyły tylko naszej galaktyki, a łącznie galaktyk we Wszechświecie mamy ponad 50 miliardów.

 

W dodatku obliczenia dotyczą wyłącznie gwiazd podobnych do Słońca, a przecież nie tylko one mogą posiadać planety, na których mogło wykształcić się życie, dość prawdopodobne jest, że takie gwiazdy jak czerwone karły mogą równie dobrze zapewnić odpowiednie warunki.

 www.twojapogoda.pl

 

 http://www.astrouw.edu.pl/index.php/planstat.html

Zespół astronomów, w skład którego wchodzą naukowcy z międzynarodowego projektu PLANET oraz z prowadzonego w Obserwatorium Astronomicznym Uniwersytetu Warszawskiego pod kierunkiem prof. dr. hab. Andrzeja Udalskiego wielkoskalowego przeglądu nieba OGLE (Optical Gravitational Lensing Experiment), przedstawił wyniki badań mających na celu oszacowanie jak powszechne jest występowanie pozasłonecznych układów planetarnych wśród gwiazd Drogi Mlecznej. Sześcioletnie obserwacje dziesiątków milionów gwiazd za pomocą techniki mikrosoczewkowania grawitacyjnego wskazują, że obecność planet krążących wokół innych gwiazd jest regułą. Praca informująca o odkryciu ukazała się w prestiżowym tygodniku naukowym Nature12 stycznia 2012 r.

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Piątek 14.10.2011, 08:16

TO WULKANY DAŁY NAM ŻYCIE

Bez nich nie mielibyśmy czym oddychać.

Atmosfera Ziemi zawdzięcza wulkanom wielką ilość tlenu, który umożliwił rozwój życia – informuje "Rzeczpospolita".

To wniosek z badań francuskich naukowców z Institut des Sciences de la Terre w Orleanie, którzy uważają, że kiedy 2,5 mld temu z praoceanu wyłoniły się lądy, pierwotna atmosfera przestała składać się tylko z metanu i dwutlenku węgla.

Dzięki erupcjom wulkanicznym do atmosfery dostały się gazy z dwutlenkami siarki, z których uwalniał się właśnie tlen. Z kolei jony siarki rozpuszczalne w wodzie umożliwiły rozwój cyjanobakterii.

Rezultatem było natlenianie atmosfery i wody na wielką skalę oraz rozwój prymitywnych organizmów - wyjaśnia gazeta.

Dr Fabrice Gaillard uważa, że podobne procesy mogły zachodzić też na innych planetach, co może wyjaśniać zagadkę obecności w ich atmosferach tlenu. | AJ

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek 06.10.2011, 07:08

TAK POWSTAŁO ŻYCIE NA ZIEMI. DZIĘKI KOMETOM

Przyniosły wodę.

Kometa Hartleya zawiera wodę w składzie przypominającą wodę naszych oceanów. To może dowodzić, że woda została przyniesiona na Ziemię właśnie przez komety - donosi BBC.

Teleskopowi Herschela udało się zmierzyć na komecie Hartleya ilość deuteru, izotopu wodoru. Okazało się, że zawiera ona o połowę mniej tego izotopu niż dotychczas badane komety. Podobną ilość deuteru zawierają oceany.

Po raz pierwszy odkryliśmy tę zależność. To może zupełnie zmienić teorię na temat powstania życia na Ziemi. Według obecnej teorii wodę na naszą planetę przyniosły asteroidy. Jednak teraz już wiemy, że to właśnie komety przenoszą większe ilości wody niż kosmiczne skały - mówi Ted Bergin z Uniwersytetu Michigan.

Na początku Ziemia była suchą i skalistą planetą. Naukowcy przypuszczają, że woda pojawiła się na niej po zderzeniu z kometą.

Uczeni chcą teraz sprawdzić skład innych komet, by potwierdzić swoją teorię. | BB

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Wtorek 16.02.2010, 17:01

TEN METEORYT POWIE NAM SKĄD SIĘ WZIĘŁO ŻYCIE

Powstał zanim narodził się Układ Słoneczny.

Meteoryt Murchinsona spadł w Australi w 1969 roku. Od tego czasu nieustannie badają go naukowcy. Postęp w nauce sprawia, że wiemy o nim coraz więcej. Naukowcy twierdzą, że zawiera on miliony związków węgla i substancji organicznych, z których mogło powstać życie - informuje bbc.co.uk.

Dwa lata temu naukowcy holenderscy, brytyjscy i amerykańscy odkryli w nim pozaziemskie aminokwasy białkowe, które stały się podstawą dla teorii, że życie na Ziemię przybyło z kosmosu.

Teraz, po raz pierwszy, naukowcy wykorzystali do badań meteorytu spektrometrię masową wysokiej rozdzielczości. Nie szukali też konkretnych związków, lecz starali się policzyć, ile ich jest.

Jesteśmy naprawdę bardzo podekscytowani. Kiedy po raz pierwszy badałem meteoryt i zobaczyłem jego złożoność, byłem zdumiony - stwierdził Philippe Schmitt-Kopplin z Institute for Ecological Chemistry w Niemczech.

Naukowcy policzyli już 14 tys. różnych związków wchodzących w jego skład. Ich zdaniem mogą ich być jednak miliony.

To świadczy o tym, że złożoność chemiczna powstającego Układu Słonecznego była o wiele większa niż ta, która występuje na Ziemi - twierdzą naukowcy.

Zdaniem naukowców meteoryt powstał zanim uformowało się Słońce, ok. 4,65 miliarda lat temu. Zbierał więc materiał krążący w pierwotnej chmurze materii, z której ukształtował się Układ Słoneczny.

Dr Schmitt-Kopplin ma nadzieję, że wyniki ich prac pozwolą ustalić skąd wzięło się życie na Ziemi.

Myślę, że wiele osób prowadzących badania w tej dziedzinie mając dostęp do wyników naszych badań może wysnuwać dalsze hipotezy i jedną z ich potwierdzić. Skąd się wzięliśmy i co się działo wcześniej? Wszyscy zadajemy sobie to pytanie - mówi bbc.co.uk dr Schmitt-Kopplin. | WB

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Wtorek 01.03.2011, 14:08

TO JUŻ PEWNE: BEZ ASTEROID NIE BYŁOBY ŻYCIA NA ZIEMI

Dostarczyły wodę, cząsteczki aminokwasów i amoniak.

Asteroidy, które uderzały w Ziemię przed miliardami lat, były kosmicznymi posłańcami, którzy dostarczali na naszą planetę wszystkie niezbędne substancje potrzebne do życia, począwszy od wody, a skończywszy na "cegiełkach życia" prostych aminokwasach.

Dostarczyły także jeden z budulców tych cegiełek - amoniak - informuje scientificamerican.com.

Naukowcy z Arizona State University zdobyli kolejny dowód na to, że kosmiczny gruz dostarczył na naszą planetę biologicznych prekursorów. W meteorycie znalezionym na Antarktydzie - GRA 95229 - odnaleźli amoniak.

Amoniak to jeden ze składników tzw. zupy pierwotnej, z której miało narodzić się życie. Stanowi on źródło azotu, który jest kluczowym składnikiem wielu biomolekuł, w tym DNA i aminokwasów.

Sandra Pizzarello wraz kolegami z uniwersytetu, podgrzała fragment GRA 95229 i poddała go wysokiemu ciśnieniu. W ten sposób naukowcy starali się odtworzyć warunki, jakim został poddany kosmiczny okruch w chwili zderzenia z Ziemią.

Okazało się, że meteoryt zaczął wydzielać z siebie amoniak. To zdaniem Pizzarello dowód, że "kosmiczny rodzic" meteorytu - asteroida, z której pochodził musiała być go pełna w chwili zderzenia z Ziemią.

Z ostatnich badań geochemicznych wynika, że wczesna atmosfera Ziemi nie zawierała amoniaku, musiał on więc pochodzić z zewnątrz, by rozwinęło się życie. To badanie to potwierdza - stwierdziła Pizzarello. | WB

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Poniedziałek 24.10.2011, 18:20

TO TUTAJ POWSTAŁO ŻYCIE NA ZIEMI. WSKAZALI MIEJSCE

Tylko tam były idealne warunki.

Wulkany błotne w Isua, w południowo-zachodniej Grenlandii to miejsce, gdzie mogło powstać życie na Ziemi - informuje physorg.com.

Orzekł tak międzynarodowy zespół naukowców z Laboratoire de Geologie de Lyon, który wyjaśnia w swoim raporcie, że prawie 4 mld lat temu właśnie grenlandzkie wulkany wyrzuciły na powierzchnię Ziemi minerały niezbędne do rozwoju organizmów żywych. Chodzi o serpentynity odkryte właśnie w formacjach skalnych sprzed 3,8 mld lat.

To one pozwoliły na stabilizację aminokwasów w kwaśnym środowisku w pobliżu źródeł hydrotermalnych.

Wcześniej nie było to możliwe mimo dużej ilości wodoru, metanu i amoniaku, które również potrzebne były do powstania prymitywnych form życia - wyjaśnia portal. | AJ

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek [14.04.2011, 06:42]

TU ZACZĘŁO SIĘ ŻYCIE NA ZIEMI. PRZEŁOMOWE ODKRYCIE

Tak rozpoczęła się ewolucja?

W skałach nieopodal jeziora Torridon znajdującego się w północno-zachodniej Szkocji odnaleziono skamieliny wielokomórkowych organizmów. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że mają o 500 mln lat więcej niż powinny- informuje rp.pl.

To prawdziwa sensacja. Do tej pory sadzono, że życie i ewolucja rozpoczęły się na Ziemi około 3 mld lat temu - w oceanach. A pierwsza roślinność rozpoczęła pokrywać powierzchnię lądów około 500 mln lat temu. Znalezisko z okolic szkockiego jeziora świadczy jednak o tym, że stało się to miliard lat temu.

Na dodatek, znalezione organizmy nie były prostymi mikrobami, lecz wielokomórkowymi organizmami, które rozmnażały się płciowo. Miały rozwinięte struktury komórkowe, tj. jądro, mitochondria i chloroplasty.

Zdolność do rozmnażania płciowego daje organizmom możliwość uzyskiwania większej różnorodności potomstwa, a to oznacza, że organizmy mogą szybko ewoluować.

Według uczonych z Oksfordu i angielskiego Uniwersytetu Sheffield oraz Boston College, którzy dokonali tego odkrycia, to właśnie owe organizmy znad szkockiego jeziora mogły dać początek całej roślinności na naszej planecie. | WB

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek 24.11.2011, 20:48 ostatnia aktualizacja: 22 godziny temu

NASZ WSPÓLNY PRZODEK BYŁ WIELKI JAK OCEAN

To była gigantyczna forma życia.

Wszyscy mieliśmy jednego przodka. Z najnowszej teorii wynika, że był gigantyczny. Ta forma życia 3 miliardy lat temu zajmowała cały ziemski ocean - informuje dailymail.co.uk.

Nasz praprzodek nazwany został przez naukowców LUCA (the last universal common ancestor). To od niego pochodzą znane nam organizmy. Wszyscy mamy w sobie cząstkę jego kodu DNA.

Jak on jednak wyglądał? Jak wyłonił się z wielkiej "chemicznej zupy", która zapoczątkowała życie na naszej planecie? Gustavo Caetano-Anolles z University of Illinois twierdzi, że cały ziemski ocean stał się ogromną formą życia:  "sklepem z materiałem genetycznym".

Jego zdaniem LUCA w niczym nie przypominał znanych nam organizmów. Był po prostu zbiorem cząsteczek, które wymieniały się między sobą informacją genetyczną i białkami, by przetrwać.

To była walka o przetrwanie. Cząsteczki współpracowały ze sobą, nie konkurowały. Tworzyły jeden ogromny organizm. To była pierwotna forma życia - twierdzi naukowiec.

Ten megaorganizm rozpadł się jednak 2,9 miliarda lat temu. Dlaczego? Bo niektóre z jego "komórek" zgromadziły dość informacji, by samodzielnie przetrwać. Nauczyły się produkować wszystko to, co było im potrzebne do przetrwania. Gigantyczna forma życia "podzieliła" się na trzy grupy: bakterie, archea i eukarioty. | WB

 

www.onet.pl | 22.08.2011 r. RC / dailymail.co.uk

NAUKOWCY ODKRYLI NAJSTARSZE FORMY ŻYCIA

Eksperci dowodzą, że odnaleziono najstarsze, skamieniałe formy życia. Odkrycia dokonali brytyjscy i australijscy badacze w regionie Pilbara w zachodniej Australii. Skamieniałe bakterie liczą sobie prawie trzy i pół miliarda lat - donosi dailymail.co.uk.

Bakteria żyła w gorącym środowisku wulkanicznym, w którym nie było tlenu - twierdzą badacze.

- We wczesnym etapie rozwoju Ziemi, kiedy tlen był jeszcze rzadki, życie znalazło inny sposób na przetrwanie - przekonuje dr David Wacey z Uniwersytetu Zachodniej Australii, który przewodniczył grupie badaczy.

- Umiejętność oddychania związkami siarki jest jednym z najwcześniejszych stadiów rozwoju życia na naszej planecie - dodaje naukowiec.

Skamieniałości zostały odkryte na jednej z najstarszych plaż świata. Zdaniem badaczy, jeśli odkrycie się potwierdzi, bardziej prawdopodobne stanie się znalezienie życia na Marsie - informuje dailymail.co.uk. | (PG)

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Wtorek 09.08.2011, 18:12

ZIEMSKIE DNA JEST Z KOSMOSU. SĄ DOWODY

Niektóre składniki łańcucha DNA powstały w przestrzeni kosmicznej i zostały przyniesione na Ziemię przez meteoryty. Takiego niezwykłego odkrycia dokonali naukowcy z NASA.

Elementy, które wchodzą w skład DNA były już znajdowane w kosmicznych skałach, które wylądowały na naszej planecie. Jednak do tej pory uczeni myśleli, że były to zwykłe zabrudzenia pochodzące z Ziemi.

Teraz dokładnie zbadano blok lodu z Antarktydy oraz glebę z Australii, na które spadły meteoryty. Okazało się, że w próbkach nie było związków, które odkryto w pozaziemskich obiektach. Nie ma więc mowy o zabrudzeniu  - donosi foxnews.com.

Oprócz tego w meteorytach naukowcy odkryli śladowe ilości trzech cząstek związanych z kwasami nukleinowymi, wchodzącymi w skład DNA.

Te cząstki to puryna, 2,6-diaminopuryna oraz 6,8-diaminopuryna. Przy czym dwie ostatnie mają taką samą strukturę jak te nukleinowe ale bardzo rzadko występują w ziemskiej biologii.  To zdaniem naukowców kolejny dowód na to, że nie powstały na Ziemi - informuje foxnews.com.

Dodatkowo pracownicy NASA zauważyli, że odkryte w meteorytach związki - zarówno organiczne jak i nieorganiczne  - powstały w wyniku niebiologicznych reakcji.

W laboratorium udało nam się uzyskać identyczny zestaw nukleinowy używając cyjanowodoru, amoniaku i wody. To pozwala nam sądzić, że odkryte przez nas elementy DNA powstały w asteroidach - twierdzi szef zespołu naukowców Michael Callahan. | BB

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Niedziela 18.09.2011, 11:19

TAJEMNICZY "DRUGI KOD" W DNA. TO TAK SIĘ ROZWIJAMY

Nie wszystko mamy zapisane w genach.

To nie geny odpowiadają za reakcję organizmu na gwałtowne zmiany środowiska – donosi msn.com.

Naukowcy z Salk Institute for Biological Studies dowodzą, że to dodatkowe biochemiczne instrukcje ukryte w kodzie DNA mogą przyspieszać rozwój i ewolucję organizmów.

Eksperyment przeprowadzono na jednym gatunku roślin o nazwie Arabidopsis thaliana (to odpowiednik szczurów laboratoryjnych w świecie roślin). Okazało się, że reakcja rośliny na zmiany środowiska - np. przez rozmiar kwiatów - w ogóle nie wynika z jej genów.

Naukowcy twierdzą, że ten odpowiedzialny za szybką adaptację pozagenetyczny mechanizm może dotyczyć też innych innych organizmów, w tym ludzi.

Nie wszystko jest zapisane w genach. Ten ukryty kod DNA jest bardzo elastyczny i szybko reagujący na zewnętrzne warunki. To może też wpływać na to jak się rozwijamy – mówi prof. Joseph Ecker. | AJ

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Wtorek 06.09.2011, 12:33

NASI PRZODKOWIE BYLI DUŻO MĄDRZEJSI NIŻ MYŚLISZ

Technologiczna rewolucja sprzed milionów lat.

Homo erectus, prekursor człowieka współczesnego, używał kamiennych narzędzi 300 tys. lat wcześniej, niż wynikało to z dotychczasowych ustaleń – pisze "Nature".

Z ostatnich badań wynika, że gdy 1,8 mln lat temu w Dmanisi Homo erectus ciągle jeszcze używał prymitywnych pięściaków, na terenie dzisiejszej Kenii były już w użyciu kamienne siekiery i groty.

To duży skok technologiczny. Ale nadal nie wiemy dlaczego Homo erectus nie zabrał tych narzędzi do Azji - powiedział Dennis Kent z Rutgers University.

Homo erectus pojawił się około 2 mln lat temu. Rozprzestrzenił się w Azji i Afryce. Zniknął około 70 tys. lat temu.

Badania prowadzono w Kenii, w pobliżu jeziora Turkana w Wielkiej Dolinie Ryftowej, która była kolebką wielu wczesnych gatunków należących do człowiekowatych.

Jak dotąd najstarsze narzędzia aszelskie znaleziono w Etiopii (wiek ok. 1,4 mln lat p.n.e.) i w Indiach (1,5-1 mln lat p.n.e.). | TM

 

 

 

 

Z wieloma osobami logiczna dysputa jest stratą czasu, gdyż oni wszystko interpretują tak, by potwierdzało to z góry założoną tezę (np. jeśli ktoś wieży w krasnoludki, to dla niego nadgryziony chleb przez mysz będzie dowodem ich istnienia nawet wtedy gdy tą mysz złapie – bo to tak naprawdę krasnoludek który zamienił się w myszkę (a zdolność do takiej cudownej przemiany dodatkowo zwiększa podziw, uznanie dla krasnoludków i dowodzi ich nadprzyrodzonych możliwości)...

Proszę się też zastanowić np. ilu ludzi tysiąc lat temu uwierzyłoby chociaż w 1% współczesnych wynalazków – że będziemy je mieli i w dodatku sami je wymyślimy i zrobimy bez pomocy bóstwa (jak oszacowano by prawdopodobieństwo [Jeśli prawdopodobieństwo jakiegoś zdarzenia oszacowane jest np.: raz na miliard lat, to może się to zdarzyć za chwilę, albo nigdy, albo np. 10 razy – praktycznie.])...

Tu większym problemem jest ludzka psychika i jej ograniczenia. I właściwie na tym polu powinna odbywać się dyskusja. – red.

PS

PROSZĘ SIĘ ZASTANOWIĆ.

By kogoś przekonać do oczywistego, logicznego wniosku (że np. 10 + 10 = 20), nie trzeba używać nieznanych, niezrozumiałych, tajemniczo brzmiących wyrażeń, argumentów, teorii, krzyczeć, straszyć, prać mózgu, wywierać stadnych presji, powoływać na tzw. autorytety (jeszcze większych, zasłużonych... ogłupiaczy),  ubierać się w odróżniający, robiący wrażenie, strój, stawiać robiących wrażenie budowli itp. Ale jest to konieczne gdy chcemy kogoś przekonać do innego wyniku...

Lub jeszcze inaczej.

Wykonujący sztuczki iluzjonista to człowiek – jest to nieprawdopodobne (bo nie wiemy jak je robi, a co niewytłumaczalne oznacza nadprzyrodzone).../to czarodziej – wielce prawdopodobne...

Członkowie katolickiej org. religijnej to zwykli ludzie parający się oszukiwaniem innych dla własnych korzyści – jest to nieprawdopodobne (gdyż mają kontakt, bo tak twierdzą, z bóstwem).../to kapłani – wielce prawdopodobne...

– Oto logika... tzw. wierzących...

 

 

„FAKTY I MITY” nr 40, 07.10.2004 r. LISTY

BOGA NIE MA

To, że na świecie nie istnieje żaden

Bóg ani nawet filozoficzny absolut

itp., stale udowadniają coraz

to nowe odkrycia naukowe, począwszy

od oświecenia, kiedy odkryto

epokową zasadę zachowania masy

i energii. Z zasady tej wynika niepodważalny

fakt, że wszelka masa

i energia, czyli materia tworząca

nasz świat (i kosmos) „zachowuje

się” w ten sposób, że nigdy i nigdzie

nie zanika ani nigdy i nigdzie

nie powstaje z niczego. Ulega tylko

ciągłym przekształceniom w tworzeniu,

nowych form istnienia zgodnie

z poznaną później teorią ewolucji

i teorią względności w myśl

znanego wzoru E=mc2. Zgodnie

z tym, wszystko, co wokół nas powstaje

i powstało, tak w świecie organicznym,

jak nieorganicznym, powstało

tylko z przekształcenia czegoś,

co istniało już wcześniej, a to

z kolei powstało również z czegoś

wcześniejszego i tak dalej – w nieskończoność.

Nawet tzw. Wielki

Wybuch, który według religijnych

astronomów miał być „początkiem

wszechświata”, nie powstał z niczego,

tylko z materii istniejącej już

przed tym wybuchem, bo nie może

przecież wybuchnąć coś, co jeszcze

nie istnieje.

Otaczający nas kosmos nie ma

więc początku ani końca w bezwzględnej

przestrzeni i czasie, a w

związku z tym nie było tzw. początku

świata, nigdy nie nastąpi też

tzw. koniec świata, którym straszą

ciągle wszystkie religie i sekty.

A skoro kosmos jest nieskończonością,

to jako taki nie mógł być też

nigdy stworzony. Nikt, kto potrafi

logicznie myśleć, nie jest w stanie

wyobrazić sobie, że może być stworzone

coś bez początku i końca

w niekończącej się czasoprzestrzeni.

A jeśli tak, to nigdy też nie istniał

i nie istnieje żaden „Stwórca”,

czyli żaden „Wszechmogący

Bóg” ani żaden inny demiurg.

Czytelnik

[Poza tym, że wszechświat, jego czas istnienia i rozmiary wydają się być nieskończone. Z drugiej strony, czy bardziej logiczne by było gdyby nic nie istniało? – red.]

 

 

„POLITYKA” nr 1, 07.01.2006 r.

Steven Pinker, słynny amerykański psycholog, w rozmowie z Anetą Brzezicką i Marcinem Rotkiewiczem

ZAPISANE W MÓZGU

(...) A co z religią? Jak mogła wyewoluować, skoro według pana, nie dawała naszym przodkom korzyści adaptacyjnych?

Religia może być produktem ubocznym umysłu, tzn. takich jego funkcji jak przypisywanie myśli i uczuć innym osobom. Człowiek potrafi wyciągać wnioski na temat stanu umysłów innych ludzi, nawet jeśli nie widzi tych osób. A stąd już tylko mały krok do przypisywania zdolności myślenia rzeczom, które nas otaczają. Ponadto istnieje w nas skłonność do dostrzegania projektu – jeśli patrzymy np. na zegarek, to myślimy, że musiał go zaprojektować i wykonać jakiś konstruktor. Podobnie, gdy patrzymy na przyrodę, jesteśmy skłonni twierdzić, że stanowi ona dzieło jeszcze większego konstruktora. (...)

 

 

Ø      RELIGIJNOŚĆ WYNIKA NIE Z WIEDZY, TYLKO Z EMOCJI.

Czy ktoś kto zna tylko baśnie, legendy, opowieści i mity (i to jeszcze tylko w jednym temacie) jest dobrze poinformowany, wiarygodny, i powinien zajmować się edukacją innych...

Ludzie stają się religijni z niewiedzy (dezinformacji). Czyli ludzie rzetelnie poinformowani nie są religijni i w związku z tym postępują racjonalnie.

Naukowcy nie powołują się na siły z którymi mają do czynienia, iż są z nimi w kontakcie, tylko racjonalnie interpretują zjawiska.

Kiedyś religia była sposobem na wytłumaczenie niezrozumiałych, nieznanych zjawisk, reakcją na wytłumaczenie swojej świadomości, inności w świecie przyrody, swojego bytu (umysł wpadł w własną pułapkę – osiągnął samoświadomość ale bez możliwości tego wytłumaczenia). Obecne osiągnięcia, wiedza m.in. w dziedzinie chemii, fizyki, geologii, archeologii, astronomii, biologii (neurologii, psychologii) pozwala ludziom rozumnym, którzy chcą taką wiedzę posiąść, na wytłumaczenie, poznanie istoty tych praw. Więc poprzednie, zastępcze, wytłumaczenie traci rację bytu.

PS

Wiara (w tym samoograniczenie się, stagnacja – zakładanie że wszystko już jest wiadome, nieomylności) jest przeciwieństwem nauki (w tym badania, poznawania, uczenia się na błędach – rozwoju), więc nie może być dla niej msa m.in. w szkole!

Joanna Senyszyn: „Wszak, gdzie zaczyna się wiara, tam kończy się rozum”.

Steven Pinker: „Wiara i religia nie są alternatywnymi sposobami docierania do wiedzy, obok rozumu i nauki. Wiara różni się od rozumu tak jak astrologia od astronomii czy alchemia od chemii. Astrologia była ważną dziedziną w starożytności. Nie da się zrozumieć dramatów Szekspira, jeśli się nie wie, co to jest astrologia. Ale tylko do tego jest ona potrzebna. Podobnie jest z wiarą. Ostro sprzeciwiam się więc zrównywaniu jej z rozumem. Nie ma ona żadnych zdroworozsądkowych podstaw”.

 

 

Ø      Wypowiedzi powinny być jasne i przejrzyste jeśliby miały być zrozumiałe przez jak najszersze grono odbiorców. Proszę oceniać ludzi po czynach, efektach, a nie deklaracjach!

Na szacunek zasługują osoby w wyniku konstruktywnych działań do których się przyczynili, a nie z uwagi na zajmowaną pozycję, deklaracje, osiągnięty wiek. Podobnie jest z oceną  powstań, stanu wojennego, demokracji, katolicyzmu itp. Proszę ocenić ich efekty, co przeważa: korzyści, czy negatywne skutki, i na tej podstawie oceniać (bo coś może być np. teoretycznie złe, ale praktycznie może dać korzyści).

 

 

Ø      Wierzący nie mają własnych poglądów, one są im wpajane, nie mają więc możliwości samorozwoju, obiektywnego odbioru i oceny rzeczywistości.

„FAKTY I MITY” nr 49, 13.12.2007 r. LISTY

CUDA NA KIJU

W swoim artykule Bolesław Parma pisze między innymi: „Z ewangelii wynika, że Jezus dokonał wielu cudów, które w wystarczającym stopniu uwierzytelniły Jego mesjańską misję, a tylko niewielu tak naprawdę uwierzyło”. Panie Parma, jak tak sobie obserwuję ten Kościół rzymskokatolicki, to wydaje mi się, że ci, którzy nie uwierzyli, mieli rację.

Jeśli chodzi o cuda, to kiedyś oglądałem w telewizji Davida Copperfielda – cuda niesamowite i udowodnione!

Wiesław Szymczak

[To święty człowiek! W dodatku jego święte imię »David« jest oczywistą wskazówką Najwyższego. Czas rozpalić stosy dla głupców, którzy tego nie rozumieją i uparcie trwają w niewierze – błędzie!; dla ich dobra oczywiście. A propos. Oczywiście ich wszystkie dobra mają być, jak zwykle, co oczywiste, na chwałę Chrystusa, tradycja, przekazane dla przenajświętszego Kościoła. – red.]

 

 

Ø      Na czym bazuje kor – co jest podstawą ich funkcjonowania: na banialukach (w tym wpajanym strachu przed tym co ma nastąpić po śmierci (tak jakby - patrząc na to, ogólnie, od strony religijnej - mieli o tym jakieś pojęcie, jakikolwiek na to wpływ – gdzie można składać ew. reklamacje...), ale jakoś sami tego się nie boją...) i emocjonalnym (nie racjonalnym, w tym strachu) podejściu do nich, które jest przekazywane z pokolenia na pokolenie; na instynkcie stadnym i wynikłym stąd naśladownictwie; na tzw. autorytetach - również opierających się na instynkcie stadnym -, ofiary tej org. uważają, że skoro tylu dorosłych ludzi tym, i tak poważnie, się zajmuje, w tym media, są słuchani, poważani, w tym przez przedstawicieli władzy, nauki, polityków itp., tzn. że na to zasługują, wszystko jest prawdą... Kolejnym b. ważnym czynnikiem jest bierność, bezmyślność, ludzi o wyższym poziomie świadomości – w znacznym stopniu wolnych, samodzielnie, niezależnie i racjonalnie myślących, a jednak ulegających instynktowi stadnemu – presji innych, większości i w efekcie nie mających odwagi być aktywnymi i pomagać innym m.in. obnażając, krytykując organizacje religijne, oswabadzając jednostki, społeczeństwa od ich destrukcyjnego wpływu, ograniczając go, dając alternatywę dla ogłupiania, wykorzystywania – destrukcji. A trzeba to robić cały czas - uświadamiać - profilaktycznie - gdyż osoby egoistyczne, destrukcyjne tylko czyhają na okazję – niedoskonałość prawa, zaniechania, bezmyślność, bierność, obojętność, konformizm, koniunkturalność, lękliwość jednostek, społeczeństwa - sprzyjające warunki - by się wybić z przeciętności kosztem innych (oczywiście z godnie z zasadą, iż organizacja o najsilniejszym lokalnie wpływie będzie najskuteczniejsza w tym celu – czyli słuszna (...)...).

PS1

Jedynym sposobem na życie wieczne, w pamięci ludzkiej, jest dokonanie rzeczy wielkich, wspaniałych, zasługujących na uznanie, szacunek.

PS2

JAKA POWINNA BYĆ REAKCJA NA AKTYWNOŚĆ LUDZI SZKODLIWYCH...! KTO POWINIEN BYĆ AKTYWNY…

Czyli nie umykanie z analizą i, w tym jawną, oceną tego co czynią np. organizacje, tylko ich RACJONALNA ANALIZA (…), A NASTĘPNIE JAWNA OCENA (na co dzień)! – TO JEST WŁAŚNIE OKAZYWANIE SZACUNKU - UŚWIADAMIANIE - ODTRUWANIE, OSWABADZANIE - DBANIE, POMAGANIE - DLA CZYJEGOŚ ZDROWIA FIZYCZNEGO, PSYCHICZNEGO, INTELIGENCJI! – RATOWANIE, DZIAŁANIE PROSPOŁECZNE, I ZASŁUGUJE NA NAJWYŻSZE UZNANIE!

 

 

Ø       SENS ŻYCIA.

Jeśli sensem życia jest robienie rzeczy wielkich, wspaniałych, dalekowzrocznie pożytecznych, to otrzymuje się ogromny, napędzający nas motor; uznanie, satysfakcję, odczuwa dumę, że jest się kimś b. potrzebnym, ważnym, pełnimy kluczową rolę. Jest to też inwestycja w życzliwość innych, prestiż, wsparcie dla nas, własne powodzenie, stworzenie lepszych warunków, w tym dla siebie.

Można też odwrócić pytanie: Czy brak życia miałby sens...

 

www.ateista.pl

04.03.2008

Vacarius

Sens życia to walka o przetrwanie genu.

I o to cały sens życia. To zdanie mówi wszystko o sensie życia.

Takie proste rozwiązanie najtrudniejszego filozoficznego problemu.

 

 

Ø      Sprzeczność.

Jak można negować oszustów z kor, ale ich wymysły, dzięki którym funkcjonują, już nie...

PS

David Hume: „Jeśli Bóg chce ustrzec nas przed złem i nie może, to znaczy, że nie jest Wszechmocny. Jeśli może i nie chce, to znaczy, że nie jest Dobry. A jeśli chce i może, to dlaczego, i skąd, jest zło?”.

 

 

Ø      Podobno o zmarłych nie należy mówić źle. Podłożem, tej niekonsekwencji, jest zabobon – strach przed zmarłymi. Czy śmierć, myśląc w kategoriach racjonalnych, jest jakąś zasługą (poza, m.in. dalej wymienionymi, kreaturami:)?! A o Hitlerze, Stalinie i innych krwawych dyktatorach itp. zasłużonych..., wcześniej hołubionych, kreaturach!?

 

 

Ø      Wojtyła m.in. po to został mianowany papieżem, by ułatwić rozgrabienie naszego kraju przez kler! Co za wstyd tak dać się ogłupić, co za hańba go czcić, co za zdrada pozwolić na grabieże!

Wojtyłomania.

Czy ktoś, kto przewodził, promował najpodlejszą, najpazerniejszą, bazującą na kłamstwach, przeinaczeniach, wymysłach, ogłupianiu, uzależnianiu, utrzymującą się z wyłudzeń, pogrążającą intelektualnie, ekonomicznie narody od wieków, bazującą na ludzkim nieszczęściu, której poprzednicy, założyciele, mają na koncie największe w dziejach ludzkości potworności, może być wzorem, autorytetem (dla członków kor być może, dla społeczeństwa na pewno nie)!?... (do czego może doprowadzić propaganda, instynkt stadny...)

Wojtyła zawsze tylko i wyłącznie dbał o interesy swojej organizacji (mniejsza o efekty)(jeśli komunizm nie był mu na rękę, to tylko z tego powodu).

PS

Trzeba wziąć pod uwagę i to, że Wojtyła mógł recytować czyjeś, a nie swoje myśli (abstrahując od ich treści i tego skutków)...

Są tacy, którzy zostawiają  po sobie dorobek intelektualny, inni materialny, ale są i tacy po których zostają, tylko przez jakiś czas..., pomniki.

Niektórych się słucha, a innych tylko cytuje i całuje po pierścieniach...

 

 

Ø      Utrapienia czynią ludzi religijnymi. Źródłem największych cierpień i nieszczęść (od blisko 2 tys. lat) jest bezpośrednio i pośrednio kor!!

PS1

DZIWNY JEST TEN RELIGIJNY ŚWIAT...

Czyż to nie dziwne iż religijni głosiciele, działacze sami nie postępują według głoszonych przez siebie zasad (dbają za to o jak najwyższy poziom WYŁĄCZNIE SWOJEGO doczesnego życia) tylko zalecają  je innym (nie unikają grzechów, dobre uczynki... czynią tylko gębą; nie zależy im na pójściu do nieba; mało tego, wcale im się tam nie spieszy (za to niektórzy wysyłają tam innych...))...

PS2

Ja dzielę ludzi na dobrych i złych, mądrych i głupich, pożytecznych i szkodliwych. Organizacje religijne uczą innych podziałów. W życiu zaznałem b. wiele, w tym bestialstwa, zła, a czyniły mi to osoby manifestujące religijność(no bo przecież im ksiądz (- niezgodnie z biblią -) odpuści grzechy, wystarczy tylko zapłacić...). To, że obecnie funkcyjni członkowie katolickiej organizacji religijnej już nie mordują i nie torturują nieposłusznych im ludzi i nie grabią podczas wojennych najazdów zwanych ewangelizacją, czy nawracaniem..., to zasługa ich przeciwników, zwanych bluźniercami, heretykami, itp., a obecnie ateistami. Aczkolwiek są osobnicy, którzy, jeśli tylko mają okazję, to dalej się znęcają nad takimi osobami...

PS3

Mnie absolutnie nie trzeba jeszcze bardziej zniechęcać do tej religii, organizacji...!!

 

Ø      Ciekawostką  jest fakt, iż tzw. wierzących inne bóstwa, ofiary org. religijnych śmieszą, drwią z nich, pogardzają nimi, dziwią się im, że wieżą w takie bzdury-wymysły, a własne bóstwo i współofiary, wierzenia - stan - traktują absolutnie (w tym niekiedy śmiertelnie...!!!) poważnie. Nie zdają sobie sprawy z analogii... – własnej sytuacji; w tym z faktu, iż kieruje nimi instynkt stadny. Ale najważniejsze jest to, iż tak naprawdę tzw. wierzący wcale nie są wierzącymi. Ale o tym w następnym ne.

PS1

Oczywiście obnoszący się z swoją wiarą, jej symbolami np. katolicy, muzułmanie będą się zapierali iż SWOJEJ JEDYNIE PRAWDZIWEJ RELIGII NIGDY SIĘ NIE WYPRĄ! – Naturalnie nie zdają sobie sprawy, że gdyby się urodzili w przeciwnych obozach to twierdziliby to samo...

„FAKTY i MITY” nr 50, 20.12.2007 r.: Nic dziwnego, skoro wyznań chrześcijańskich jest – jak podaje podręcznik – 20 800! A katolicyzm przez większość spośród 20 799 pozostałych nie jest traktowany (z uwagi na jawne sprzeczności z Biblią) nawet jak chrześcijaństwo.

PS2

Gdyby bóg istniał, to każdy by o tym wiedział, a Kościół byłby ostatnią organizacją mającą coś z tym wspólnego. Prawda, wiedza byłaby do niego drogą (a tak się składa, że nie jest, dlatego kor tak zaciekle walczyła i walczy z nią, eliminując, w tym mordując niejednokrotnie najwartościowszych ludzi) i nikt nigdy nikogo nie musiałby o tym przekonywać...(!!!) co było i jest pretekstem i powodem tylu nieszczęść, okrucieństw, zbrodni i potworności – po prostu nie istniałoby takie pojęcie. Tak jak nie ma wierzących czy niewierzących w grawitację, powietrze czy Ziemię.

 

 

Ø       To w co ty wierzysz (przecież każdy musi w coś wierzyć)?! – To pytanie b. często zadają tzw. wierzący tzw. ateistom. To tak jakby alkoholicy, nikotynowcy, narkomani pytali się abstynentów: A ty od czego jesteś uzależniony – czym się trujesz (przecież każdy musi być od czegoś uzależniony – czymś się truć)?...

 

 

Ø       Co jakiś czas czytam, iż dyskusja o bóstwie jest niedorzeczna bo nikt nie udowodnił zarówno jego istnienia jak i nieistnienia.

Trzeba do tego dodać tysiące innych WYMYSŁÓW LUDZKICH: bóstw, postaci (m.in. krasnoludki, czarownicy-e) bo przecież z nimi sytuacja ma się tak samo... W związku z tym należałoby je traktować równorzędnie...; uszanować czyjeś uczucia...

Na kolejny absurd, o tym, iż ludzi dzielimy na wierzących w bóstwo i wierzących w jego nieistnienie, dam kolejny przykład takiego rozumowania...: otóż ludzi dzielimy też na wierzących w krasnoludki (np. dzieci) i wierzących w ich nieistnienie...

 

 

Ø       Tzw. ateiści różnią się od tzw. wierzących tym, iż wszędzie mają te same racjonalne poglądy, w przeciwieństwie do wierzących, którzy mają takie, jakie są zgodne z lokalną, jedynie słuszną - prawdziwą - religią (a jest ich ponad dwieście) w przeciwieństwie do pozostałych, głupich i fałszywych...

 

 

Ø      TAK, JAK ZAŻYWACZE TN, NARKOTYKÓW, ALKOHOLU DORABIAJĄ SOBIE IDEOLOGIĘ DO SWOJEGO STANU, POSTĘPOWANIA – TAK SAMO ROBIĄ TO UZALEŻNIENI OD RELIGII (KTÓRA JEST UCIECZKĄ OD RYZYKOWNEGO, RACJONALNEGO MYŚLENIA I UŁATWIA POGODZENIE SIĘ Z SYTUACJĄ). I JEDNI I DRUDZY, W TYM TACY I TACY JEDNOCZEŚNIE, WCIĄGAJĄ TEŻ, ŚWIADOMIE I MIMOWOLNIE, W TO BAGNO NASTĘPNYCH.

Trzeba w coś wierzyć. Tak: w racjonalność, w tym rzeczywistość, własną inwencję, siły, zdolności – w siebie, swoje ograniczone, ale na ogół spore - rzadko w znacznej części odkryte i wykorzystane - możliwości; twórcze działanie (w tym w zdobytą, z wiarygodnych źródeł, wiedzę – ale w rozsądnym zakresie), rozsądną współpracę (ufać innym należy w ograniczonym zakresie). Zamiast w zatruwające, wypaczające i zubażające życie brednie, oferowane przez innych, nimi, zatrutych, oraz perfidnych, oszustów – pasożytniczych wyłudzaczy, wykorzystywaczy! A zamiast religijnym trzeba być rozsądnym, racjonalnym – mądrym. I takich należy ludzi cenić.

PS1

Religijność ofiar org. religijnych nigdy nie była dla nich celem samym w sobie, a jedynie środkiem do osiągnięcia własnych korzyści.

Jeżeli jedni dążą takie rzeczy szacunkiem, milczą na ich temat, to inni wezmą  przykład i taka postawa przyczynia się do kontynuacji takiej sytuacji!! Ci, którzy to widzą mają etyczny obowiązek pomóc pozostałym.

Społeczeństwa składają się z przeróżnych jednostek, osób pełniących różne funkcje (np. policja powinna chronić przed bezprawiem, a nie je szanować, czy tolerować, sądy karać tych, którzy działają na szkodę innych, media rzetelnie informować, w tym przestrzegać a nie zamilczać, oszukiwać, być koniunkturalne, politycy m.in. tworzyć prawo sprzyjające współpracy, rozwojowi, bezpieczeństwu itp., a nie np. organizacjom relig.).

PS2

Nie oddałbym swoich zdolności do trzeźwego postrzegania świata ZA ŻADNE SKARBY ŚWIATA (nawet gdyby wszyscy najbogatsi ludzie na ziemi chcieli mi oddać cały swój majątek)!!! Dają mi one GŁĘBOKĄ satysfakcję i wolałbym być najbiedniejszym człowiekiem na świecie niż okaleczonym religijnie kaleką!!!

 

 

Ø       Religijność okalecza, wypacza umysł tok myślenia a w efekcie postępowania! Tak powstają chore wnioski i cele życiowe. Dochodzi do patologicznych relacji międzyludzkich – postrzeganie, ocena rzeczywistości - życie - jest wypaczane! Religijność to w zasadzie choroba psychiczna (obłęd) destrukcyjnie wpływająca na jej ofiarę i otoczenie i jest zaraźliwa (podobnie jak destrukcyjne programy komputerowe dla komputerów). Następuje otumanienie, oślepienie umysłowe tego ofiar, które nie widzą, czy też widzą tylko to, co chcą widzieć – interpretacja wszystkiego jest tylko jedna: potwierdzająca religijne założenia, w tym w brew oczywistym faktom temu przeczącym (nawet niszczy się takie dowody i morduje stanowiących zagrożenie dla takich teorii ludzi).

 

Skąd się bierze religijny obłęd, fanatyzm. Bo tacy ludzie uważają, iż nim są w gorszym stanie, tym lepiej – więc należy to pogłębiać...; dali się, sami się okaleczyli, tym lepiej, bo bóstwo ich za to nagrodzi/obdarzyło łaską... i trzeba być wdzięcznym, posłusznym Jemu/tym, którzy się do tego przyczynili, wybrańcom – bo On tak widocznie chciał. Więc oczywiste jest, iż wszelkie myśli i działanie takich ludzi są  jedynie słuszne! A sprzeciwianie się im jest sprzeciwianiem się Najwyższemu – bluźnierstwem, grzechem i zasługuje na karę!... Oczywistym jest też, że „nie obdarzeni” są  gorsi, nieszczęśliwi - i nawet o tym niewiedzą... - i potrzebują  pomocy dla ich dobra.../,zasługują na współczucie/,pogardę/,nienawiść (bo widocznie są  przez bóstwo wykluczeni-ukarani) – karę (biorąc przykład z bóstwa)...

Do tego wszystkiego trzeba dodać unikanie przez takich ludzi racjonalnych odtrutek – absolutnie nie chcą niczego innego czytać, słuchać poza religijną trucizną i ew. rzeczami neutralnymi w tym temacie; co też sprzyja niedoinformowaniu, niezdolności do bardziej złożonego myślenia, rozumienia – ciemnocie (a ta z kolei sprzyja naśladowaniu innych, wykonywaniu poleceń bez rozumienia ich powodu, skutków; wykorzystywaniu takich ludzi przez egoistów, cwaniaków – osoby zdegenerowane).

Modlenie się to nic innego jak wmawianie sobie (kodowanie w umyśle) istnienie danego bóstwa - więc i jego wpływu na wszystko, w tym na swoje życie - przypisywanie zdarzeniom ponadnaturalnych przyczyn, i wtedy pomyślne – jako nagroda, a niepomyślne – jako kara zdarzenia są dowodem jego istnienia... Jest to pozbywanie się zdolności do racjonalnego, zdroworozsądkowego myślenia. Wówczas, naturalną koleją rzeczy, pojawienie się kogoś (np. tzw. kapłana) czy nawet myśli (np. o zbrodni o podłożu religijnym) oznacza, że to bóstwo tak widocznie chce, a bóstwu sprzeciwiać się nie można... I za posłuszność jego woli nagrodzi, a za nieposłuszeństwo ukaże. Więc za wszystko odpowiedzialne staje się bóstwo – wykonawca „jego woli” ma czyste sumienie i jest dumny z tego co zrobił. Stąd zdolność takich ludzi do wszystkiego każdych, w tym dowolnie absurdalnych, aspołecznych działań, byleby tylko kapłanowi (bóstwu) się przypodobać.

Najlepszą modlitwą dla bóstwa mogłoby być prawe, konstruktywne, normalne życie, a nie bełkotanie w kółko (miliardy razy) wymyślonych przez ludzi zdrowasiek itp., bo byłoby to też b. nudne i niezdrowe również dla niego.

PS

Zarażający okazują się „lekarzami”, choroba „stanem wyższym”, zdrowi, „potrzebującymi leczenia chorymi”, źródła choroby „lekiem”, a obrona, leczenie „obrażaniem uczuć”, „bluźnierstwem”, absurdy „tajemnicą najwyższego” itp.! Choroby trzeba leczyć, a zarażających izolować, karać!

Gdyby bóstwo istniało i w dodatku pozytywnie reagowało na modły, to nie byłoby m.in. tylu religijnych mordów w średniowieczu, obozów zagłady w czasie II wojny światowej, itp. A przede wszystkim doskonałe bóstwo stworzyłoby doskonały świat, w tym ludzi bez wad.

 

 

Ø       Członkowie kor argumentują, chwalą się, iż ich religia trwa już 2 tys. lat (skoro tak długo to widocznie słusznie... No cóż, że Ziemia jest płaska uważano jeszcze dłużej i czy jest to powód do dumy, argument przemawiający za słusznością tej tezy...). To straszne, że ta patologia trwa tak długo i powinno dać to do myślenia... (to świadczy o ludzkości w dwójnasób...), być przestrogą; tu nie mse na triumf tylko żal, współczucie, poczucie winy i odpowiednie działania!

 

 

Ø       CZY JAKIEKOLWIEK BÓSTWO ISTNIEJE – OSTATECZNE ROZSTRZYGNIĘCIE.

Otóż proponuję zrobić następujący eksperyment (za jednym razem będzie wiadomo czy jakiekolwiek bóstwo istnieje, a jeśli, to które): Proszę przygotować solidną, stalową skrzynię i włożyć do niej kartkę i długopis, a następnie niech najwyżsi rangą przedstawiciele wszystkich religii zamkną ją - każdy na swoją kłódkę - po czym niech przystąpią do błagań, modłów i co tylko chcą (wraz z wszystkimi innymi wyznawcami – czyli miliardy ludzi!), by ich bóstwo tam cokolwiek napisało. Z tym że jest jeden warunek: modły muszą się zakończyć zanim skrzynię i kłódki zeżre rdza…

PS

By zmobilizować do tego eksperymentu ogłaszam iż - w razie sukcesu - zwycięska religia natychmiast staje się Jedyną na Ziemi (nie będzie też ateistów), a ich najwyżsi rangą przedstawiciele Panami Świata! Jeśli jednak nie będzie chętnych, to napiszę krótko do wszystkich religijnych ogłupiaczy, trucicieli, wykorzystywaczy, wyłudzaczy, pasożytów, nierobów itp.!: WON OD LUDZI ZDEGENEROWANE, BEZWZGLĘDNE GNOJE!!! A może kogoś, coś obraziłem? Tak, to proszę b. przeprowadzić takie same (codziennie zalecane, bo/jakże skuteczne) modły w intencji ukarania mnie prze bóstwo. Jeśli jednak tego nie zrobi, to się mu nie sprzeciwiajcie… i PRECZ!!! Absolutnie nie mam nic przeciwko temu, aby członkowie, wyznawcy jakiejkolwiek religii otrzymywali wszystko to, czego pragną pod warunkiem, iż to wymodlą, otrzymają od bóstwa! Jeśli jednak sami karzą, wywierają presję, szantażują, korzystają z normalnych sądów, domagają szczególnych praw itp., to się demaskują/sprzeciwiają wszechmogącemu, a więc wszechwiedzącemu, arcysprawiedliwemu itp. bóstwu!...

PS1

Czy można wierzyć w coś, czego istnienia ABSOLUTNIE NIKT I W ŻADEN SPOSÓB nie jest w stanie udowodnić, mało tego WSZYSTKO: postępowanie członków org. religijnych, ich ofiar, codzienna rzeczywistość... absolutnie przeczą interwencji, istnieniu jakichkolwiek bóstw!!; czy należy bezmyślnie, ślepo naśladować innych, podporządkowywać się ogłupionym, okaleczonym ogłupiaczom, bezwzględnym, pazernym kreaturom, tylko dlatego że ktoś coś i dawno temu wymyślił; że uległo temu wielu innych...

 

"FAKTY I MITY" nr 45, 22.11.2007 r. ŻYCIE PO RELIGII

NIEWIARA PO POLSKU

(...) Wyjaśnijmy to teraz raz na zawsze: ciężar dowodzenia czegokolwiek w sporze o Boga leży wyłącznie po stronie ludzi wierzących, bo to oni twierdzą, że istnieje coś, czego nie widać, nie słychać ani nie czuć. To nie ateiści są w kłopocie, to nie oni muszą się tłumaczyć. Zadaniem wierzących jest dowieść, że to, czego nie można w żaden sposób uchwycić zmysłami i metodami naukowej obserwacji, jest rzeczywiste. (...)

Marek Krak

[Bo inaczej ogłupieni i doprowadzeni do obłędu chorzy psychicznie; cwaniacy, oszuści, ogłupiacze i inne gnoje dalej będą wymyślać i deklarować co tylko chcą (a wymyślono już do tej pory setki bóstw, do tego dodajmy kolejne setki deklaracji o wizjach i innych kontaktach z nimi, itp.), i niech ich oponenci udowodnią że jest inaczej!... A skoro nie są w stanie (co dowodzi jakie te bóstwa są wszechmocne...), to dawać kasiorę!... – red.

PS2

Aaa, bym zapomniał, ukazała mi się Matka Boska i powiedziała żebym zaczął zbierać pieniądze na budowę Schodów Do Nieba bo koniec świata się zbliża. PROSZĘ PAŃSTWA, BEZ PANIKI!, banki są czynne do 17-18-tej, 5-6 dni w tygodniu, WSZYSCY ZDĄŻĄ WPŁACIĆ (zostawcie sobie coś na jedzenie)...]

 

 

Ø       POLACY I... WIEDZA, ŚWIADOMOŚĆ.

Jedną z dominujących cech Polaków jest naiwność/brak rozsądku, niski poziom świadomości; egoistyczna, bezwzględna zachłanność jako rekompensata nieudacznictwa (bo niekompetencja szybko się ujawni, więc trzeba się nachapać póki się da)(a ogromne trudności podczas (prób) uczciwego dochodzenia do czegoś demoralizują; osiągnięcia czegoś konstruktywnego, mizerne efekty zniechęcają; Bo i tak będzie tylko to, co komu pisane (jak koryto, to widocznie Bóg/Los tak chciał)). Stąd apatia, a przy sprzyjających okolicznościach rzut na kasę...; Brak chęci do prospołecznej działalności, współpracy – bo to konkurencja do i tak za małego koryta...; bo to robienie na innych (inni nie chcą robić na mnie, to dlaczego ja mam robić na innych – błędne koło); po co się nad czymś zastanawiać, zdobywać wiedzę skoro religia już dawno dała odpowiedzi na wszelkie pytania; po co wykazywać się inicjatywą skoro i tak to Opatrzność o wszystkim decyduje; wszelka władza pochodzi od Boga (czyli: dzięki kor – dla kor). Więc ci, którzy się na Niego nie powołują odpadają (co to ma za znaczenie że powołujący się to często, nie mający żadnych innych argumentów, ogłupieni nawiedzeńcy, nieudacznicy, koniunkturaliści, cwaniacy, oszuści, złodzieje, kanalie i inne kreatury – nikt nie jest doskonały, za to są z mojego religijnego stada (skoro to z religijnego stada dochodzą do władzy to warto być religijnym – sam mogę, bądź ktoś bliski awansować, zyskać prestiż w środowisku, dojść do władzy (a przecież kiepeły do tego nie mamy żadnej – więc w innych okolicznościach nie mielibyśmy na to szans – czyli bycie religijnym się opłaca) i będą chronione nasze interesy – więc trzeba pielęgnować religijność, być wdzięcznym tego propagatorom (kolejne błędne koło/układ – wzajemna zależność, wspieranie się tych, którzy powinni być na marginesie, ale dzięki religii dominują – jedni jako mesjasze, a drudzy opatrznościowi mężowie narodu); widocznie tak ma być; inni też by kradli).

Przykładem mogą być interesy... z dobroczynnym... zachodem, zarówno za czasów poprzedniego jak i obecnego ustroju (w tym uważanie że Unii Europejskiej chodzi oto by dawać nam pieniądze... (nam chodzi o kasę, a im nie... (ale to naiwni głupcy)))(czyli naiwne pokładanie nadziei w komercyjnym kapitalizmie, więc, praktycznie, konsumpcjonizmie, współrządzeniu ludzi bogatych, najczęściej pazernych, krótkowzrocznych, egoistycznych, promujących powolnych sobie – w celu osiągania własnych korzyści (do władzy dochodzi się dzięki pieniądzom i dla pieniędzy); demokracji - czyli, praktycznie, wykorzystywaniu manipulowanych, bezmyślnych, o niskim poziomie wiedzy, świadomości, ulegających instynktowi stadnemu mas – by dać im złudę wpływania na swój los, i że sami są sobie winni, bo kto wybrał ustrój, rządzących... - jako leku na większość bolączek).

A generalnie uważanie że wszystkim chodzi o własny interes, tylko wyjątek stanowią ci, którzy zadają się z Polakami... (członkom kor też chodzi o niebo, a nie o forsę – czego dowodzą na co dzień...) A zawdzięczamy to ogłupiającej religii, org. religijnej – prowokującej myślenie emocjonalne (m.in. życzeniowe, na tym przykładzie: chcę żeby był, w dodatku nasz, lokalny Boziek (chociaż WSZYSTKO TEMU ABSOLUTNIE PRZECZY!)(bo skoro jestem osobą religijną, to nie chcę wyjść na głupca (lepiej by nimi okazywali się pozostali)), a członkowie org. relig. Jego pośrednikami, i żeby można było za ich pośrednictwem wszystko załatwić (opłacić)(bo osobiście to nie chce mi się wykonywać żadnych tych religijnych bzdur (NIKOMU SIĘ NIE CHCE, członkom kor też – trzeba im słono zapłacić żeby COŚ ZROBILI, W DODATKU NA POKAZ)...); by członkowie danej org. byli pożyteczni, dobrzy, uczciwi (a ABSOLUTNIE NIE SĄ!)) zamiast racjonalnego.

PS

Żeby czerpać korzyści trzeba najpierw trafnie zainwestować (np. w osobę która podejmuje ważne decyzje). Żeby trafnie zainwestować trzeba najpierw posiąść odpowiednią wiedzę (np. czytając wartościowe pisma (nie czytającej reszcie może to, poprzez telewizję, umożliwić odpowiednia osoba u władzy. Jednak, praktycznie, trzeba najpierw bazować na tej pierwszej grupie i jej aktywności w propagowaniu inf., wiedzy)).

Mądry Polak po szkodzie.../Polak przed szkodzą i po szkodzie głupi (Jan Kochanowski w XVI w.)...

Co Państwo sądzą o ciągłym mówieniu o życiu duchowym a następnie wyłudzaniu za to pieniędzy, zajmowaniu się biznesem i uciechami... (ciekawe do ilu Polaków to dotrze... – znaczna część zamiast rozumowego czy logicznie z doświadczenia wynikającego wniosku, wyciągnie wniosek tradycyjny...)

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Niedziela [05.09.2010, 20:05]

W BOGA WIERZĄ TYLKO LUDZIE BIEDNI? TAKŻE W POLSCE

Tylko w jednym kraju jest inaczej.

Choć dla całego świata znaczenie religii w dniu codziennym przybiera średnią (mediana) wartość 84 proc., to już na poziomie poszczególnych państw różnice są potężne.

Im kraj biedniejszy tym znaczenie religii dla społeczeństwa jest większe. Jedynym wyjątkiem od tej twardej reguły są Stany Zjednoczone - donosi gallup.com.

Badanie opinii 114 państw dokonane właśnie przez instytut Gallupa pokazało, że 8 z 10 najbardziej religijnych państw ma PKB na głowę mieszkańca poniżej 5 tys. dolarów.

Wśród 10 najbardziej laickich państw, aż sześć ma PKB powyżej 25 tys. dolarów.

Proporcjonalnie, gdy PKB rośnie, znaczenie religii maleje.I tak gdy PKB na głowę wynosi między 2 a 5 tys. dolarów, znaczenie podkreśla 92 proc. społeczeństwa - zauważa Gallup.

Między 5 tys. a 12,5 tys. spada do 82 proc., między 12,5 a 25 tys. wynosi 70 proc. a gdy PKB wynosi ponad 25 tys. dolarów na głowę obywatela, znaczenie religii podkreśla mniej niż połowa społeczeństwa.

Jednym odstępstwem są Stany Zjednoczone z PKB na poziomie 44 tys. dolarów i znaczeniem religii podkreślanym przez dwie trzecie obywateli - dodaje serwis.

Polska znajduje się w swojej proporcji biedy do religijności między Cyprem a Armenią. PKB na głowę Polaka wynosi niecałe 9 tys. dolarów, a znaczenie religii podkreśla trzech na czterech obywateli. | JS

 

[Ciekawe, jaka jest zależność między ciemnotą a religijnością... – red.]

 

 

* „FAKTY I MITY” nr 23, 12.06.2008 r.: Co ciekawe, aż 40 procent Amerykanów uważa za moralnie niedopuszczalne noszenie naturalnych futer ze względu na niepotrzebne zadawanie cierpień zwierzętom. Dla Kościoła jest to kwestia moralnie obojętna, bo on nie interesuje się losem istot pozbawionych „duszy nieśmiertelnej” oraz kont bankowych i portfeli.

Marek Krak

 

* „FAKTY I MITY” nr 15, 19.04.2007 r.: Według sondażu przeprowadzonego przez „Newsweek”, zaledwie 18,6 proc. polskich katolików zna dziesięć przykazań Bożych.

I co z tego? Ważne, że większość daje na tacę i kocha papieża.

 

„FAKTY I MITY” nr 30, 02.08.2007 r.: Na 90 procent katolików tylko ok. 2 procent zna katolickie credo i prawdy własnej wiary.

 

www.o2.pl / www. sfora.pl | 1 źródło Wtorek [28.09.2010, 19:22]

WIERZĄCY NIE MAJĄ POJĘCIA O RELIGII. TO ŚLEPA WIARA

Więcej wiedzą ateiści i agnostycy.

Chcesz się czegoś dowiedzieć o religii, to porozmawiaj z ateistą - taki wniosek wynika z ostatnich badań przeprowadzonych przez Pew Research Center. Luki w wiedzy wśród niektórych wierzących nadają nowe znaczenie terminowi "ślepa wiara" - komentuje latimes.com.

Przykład? Większość ankietowanych protestantów nie potrafiło wskazać Marcina Lutra jako siły napędowej reformacji protestanckiej.

Katolicy? Nie byli lepsi. 4 na 10 nie potrafiło odpowiedzieć na pytania dotyczące jednej z najważniejszych ceremonii podczas mszy: błędnie twierdzili, że chleb i wino symbolizują jedynie ciało i krew Jezusa Chrystusa...

Ateiści i agnostycy z reguły odpowiadali na pytania bezbłędnie...

Skąd ta wiedza na tematy religijne u osób niewierzących lub wątpiących w istnienie Boga?

Amerykańscy ateiści i agnostycy wyrośli w religijnej tradycji, często zrezygnowali z wiary świadomie, po wielu latach badań i dociekań - komentuje wyniki badań Alan Cooperman, dyrektor badań w Pew Research Center.

Dodatkowo, jak twierdzi Cooperman, większość z nich to wykształceni ludzie, którzy uważają, że "wypada wiedzieć".

Co jednak ciekawe, wykształceni ateiści i agnostycy pokonali w wiedzy na temat wiary także wykształconych wierzących... | WB

 

[A odnośnie wiary w demokrację, to podobnie kompetentni są wyborcy... - red.]

 

"FAKTY I MITY" nr 31, 09.09.2007 r.: Niemal 72 procent respondentów CBOS opowiada się za nauką religii w szkołach publicznych. Żadnej religii w szkole nie życzy sobie 24 procent Polaków (4 proc. nie ma zdania). Komentatorzy mediów nie kryli zdumienia: „Aż tak wysoki odsetek?!”.

Odpowiadamy: Oto przykład klerykalnej manipulacji! Otóż nikt nie dodał, że – według tego samiutkiego sondażu – 57 procent spośród rzeczonych 72 proc. chce, aby w szkole na tzw. religii uczyć o... różnych religiach i wyznaniach. Wyraźnie zaznaczyli, że nie chcą religii katolickiej, tylko religioznawstwa! W kraju, gdzie 92,2 proc. obywateli deklaruje się jako katolicy, zaledwie 20 procent godzi się na własną religię w szkole! To świadczy o totalnej porażce Kościoła, którą usłużne media przekuły w zwycięstwo.

 

Były ksiądz, a obecnie redaktor naczelny tygodnika „Fakty i Mity” szacuje, iż co najmniej 90% członków kor to byli wierzący, bądź od początku biznesmeni.

 

 

"FAKTY I MITY" nr 47, 29.11.2007 r. A TO POLSKA WŁAŚNIE

IDEOLOGIA NIENAWIŚCI

(...) Tylko kto przyniósł do Polski korupcję? Kto handlował odpustami, urzędami kościelnymi, odpuszczał grzechy za pieniądze, kto fałszował dokumenty donacyjne? Korupcję do Polski przyniósł Kościół katolicki.

(...) Aktywny udział w tegorocznej kampanii wziął Kościół. Nie dajmy się oszukać okrągłym słowom listu biskupów, w którym wzywali do udziału w wyborach, niby nie wskazując, na kogo głosować. Odczytywano go w kościołach wiernym, a później pleban z ambony głosił, że nie mówi, na kogo głosować, ale powinni to być ludzie „prawi i sprawiedliwi”. Radyjo, imperium zła bezdzietnego ojca, uprawiało jawną PiS-owską propagandę, za co dostało 15 milionów na ogrzewanie rydzykowego „uniwersytetu”.

(...) Zresztą poparcie Kościoła to tylko towar do kupienia. Kupowanie jest zaś bez sensu, bo Kościół zdradzi każdego, gdy tylko zgłosi się następny, który za poparcie z ambony zaoferuje mu więcej. Tak działa odwieczna i niezawodna kościelna maszynka wyłudzania pieniędzy i majątku narodowego. Niemal perpetuum mobile. Czy to nie jest korupcja?!

Platforma ma tylko dwie możliwości: albo poparcie Kościoła nadal kupować, albo tę potworną kościelną korupcyjną machinę okradania państwa zatrzymać. Zrobił to w katolickiej Hiszpanii, ojczyźnie inkwizycji, premier Zapatero. Ograniczył przywileje Kościoła, opodatkował jego działalność gospodarczą, a teraz zabiera się do wycofania religii ze szkół. Po ponad trzech latach rządów, mimo wysiłków Kościoła, premier cieszy się niesłabnącym poparciem społecznym.

Polacy już teraz w większości odrzucają ideologię PiS-u i popierającego go Kościoła. Notowania PiS-u spadają w oczach. Jedną z przyczyn są wieści o kolejnych milionach z naszych podatków dla imperium zła bezdzietnego ojca i szerokim wpuszczeniu kapelanów do urzędów celnych i policji. Rację miał ksiądz Tischner, mówiąc, że Polacy to naród antyklerykałów, którzy, nie wiedzieć czemu, co niedziela chodzą do kościoła. Badania wykazują, że chodzi coraz mniej. Natomiast nie ma dnia, aby kilkudziesięciu Polaków nie wypisało się z grona katolików; uczniowie z gimnazjów i liceów porzucają naukę religii. Toteż likwidacja przywilejów Kościoła i wprowadzenie podatku wyznaniowego spotkałyby się z powszechnym poparciem społecznym. Sondaże pokazują, że takie są oczekiwania 74 proc. Polaków! Tyle samo nie akceptuje wtrącania się Kościoła do polityki.

(...) Aby obiecany przez Tuska „cud gospodarczy” się ziścił, trzeba przerwać grabież miliardów z kasy państwa przez Kościół i tę rzekę pieniędzy skierować na rozwój Polski. To go przyspieszy najmniej o 2–3 proc. Sondaże i doświadczenia hiszpańskie dowodzą, że takie są oczekiwania społeczne. (...)

Lux Veritatis

 

 

 

 

Wzrost pozycji Kościoła i księdza zawsze dowodzi, że będzie nędza (Mikołaj Rej w XVI w.)...

 

 

„Schizofrenik wierzy w to, co »widzi« – katolik wierzy w to, co zobaczył schizol; schizofrenik się leczy, katolik zaraża” (z sieci)

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Niedziela [30.05.2010, 13:06]

ŻYCIE PO ŻYCIU NIE ISTNIEJE

Rozwiązanie zagadki życia i śmierci.

Przyzywające jasne światło, wrażenie unoszenia się nad własnym ciałem... Takie relacje często składają pacjenci, którzy przeżyli śmierć kliniczną.

Naukowcy twierdzą, że może to być efekt impulsu elektrycznego mózgu - informuje "The Daily Mail".

Zespół naukowców z Uniwersytetu George'a Washingtona w Waszyngtonie, kierowany przez dr. Lakhmira Chawlę, używał elektroencefalografu (EEG) u ciężko chorych, by mierzyć poziom bólu i zapewnić im odpowiednią dawkę środków uśmierzających cierpienie.

Okazało się, że tuż przed śmiercią ich mózg przez moment - od 30 sekund do 3 minut - wykazywał ogromną aktywność, podobną do tej u osób przytomnych.

Uważamy, że doznania określane mianem życia po życiu mogą być spowodowane wzrostem energii elektrycznej wyzwalanej przez mózg, gdy zabraknie mu tlenu - stwierdził dr Chawla.

Jego zdaniem, gdy przepływ krwi zwalnia i spada poziom tlenu komórki mózgu "odpalają" ostatni impuls. Rozpoczyna się w jednej części mózgu i rozprzestrzenia kaskadowo. To może powodować intensywne psychiczne przeżycia. | WB

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | 5 źródeł Sobota [13.02.2010, 18:41]

RELIGIJNE WIZJE TO... SKUTKI USZKODZENIA MÓZGU

Naukowcy twierdzą, że tak.

Nasza wiara i duchowość mają źródło w mózgu. O tym naukowcy wiedzą od dawna. Jednak do tej pory nie byli w stanie stwierdzić, jak powstają w naszym umyśle mistyczne doznania oraz skąd biorą się głębokie, często połączone z wizjami, doznania religijne.

Okazało się, że powoduje je uszkodzenie mózgu - informuje sciencedaily.com.

Naukowcy z Uniwersytetu w Udine badali chorych z rakiem mózgu - przed i po operacji. Zadawali im pytania dotyczące ich odczuć metafizycznych, wrażenia oderwania się, wiary w istotę nadprzyrodzoną.

Następnie dokładnie analizowali miejsce, w którym znajdował się guz. Okazało się, że u osób, które miały uszkodzony przez nowotwór tylny płat ciemieniowy lewej już prawej półkuli mózgu wzrastało odczuwanie doznań metafizycznych.

Uszkodzenie tych rejonów powodowało niezwykle szybkie zmiany osobowości związane z odczuciami transcendencji. Zatem dysfunkcja tych rejonów może mieć wpływ na również na nasze duchowe i religijne postawy i odczucia - uważa dr Franco Fabbro z Uniwersytetu w Udine.

Jego zdaniem to odkrycie pozwoli lepiej diagnozować różne schorzenia psychiczne, a także poprzez stymulację aktywności tych rejonów mózgu, może pomóc leczyć niektóre zaburzenia osobowości. | WB

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Wtorek 13.09.2011, 19:54

JUŻ WIADOMO, CO ZOBACZYSZ PO ŚMIERCI

Naukowcy rozwiązali zagadkę.

Tunel pojawia się wówczas, kiedy krew i tlen przestają dopływać do gałki ocznej. Zdarza się to zarówno umierającym, jak i pozostającym w stanie szoku, na przykład pod wpływem strachu - donosi polskieradio.pl.

To wniosek z jednego z kilku opublikowanych niedawno brytyjskich badań nad zjawiskami towarzyszącymi umieraniu.

Uczucie opuszczania ciała przez duszę, podróż w kierunku światła i przejście do rzeczywistości, gdzie panuje miłość i zrozumienie powtarzają się niezależnie od kultury i miejsca urodzenia danej osoby, a podobne relacje znajdujemy w tekstach pisanych pochodzących nawet ze starożytnej Grecji - dodaje portal.

Nauka wyjaśniła już wszystkie. Szczególnie że wielu pacjentów myślących, że umiera, faktycznie cierpi na nietypowe schorzenia.

"Spotykanie zmarłych" wywołuje u osób z Parkinsonem złe funkcjonowania dopaminy, kluczowego neuroprzekaźnika.

Przekonanie, że się umiera lub właśnie umarło, to zjawisko dotyczące m.in. pacjentów z zespołem Cotarda lub "chodzącego ciała" (okazjonalnie towarzyszących depresji, sklerozie lub traumie; chorzy uważają, że są martwi i domagają się pogrzebu) - tłumaczy polskieradio.pl.

Źródłem takich odczuć jest wadliwe działanie kory mózgowej. Charakterystyczne dla niego jest poczucie "obcości" bodźców, które się przydarzają ciału.

Uczucie wyjścia z ciała zdarza się podczas lunatykowania lub nagłego przerwania snu. Ew. może to być paraliż senny, czyli poczucie zewnętrznej rzeczywistości, powiązane z paraliżem wszystkich mięśni - zauważa serwis.

"Unoszenie się" czuły każde dwie na pięć chorujących na paraliż senny osób. Doświadczają go także osoby biorące narkotyk - ketaminę. | JS

 

 

O UZDRAWIANIU SPOŁECZNEGO RAKA, CZYLI CZŁONKÓW M.IN. KATOLICKIEJ ORG. RELIGIJNEJ...

To ofiary takich org. trzeba leczyć z religijnego zatrucia, i generalnie chronić przed tą trucizną; wypaczającą życie patologią! Wówczas - siłą rzeczy - zniknie i jej źródło (nie brakuje rzeczywiście prospołecznie działających organizacji, osób, a jedynie dla nich środków i warunków do pełnej działalności...; Gdy znikną religijni pseudodobroczyńcy, wreszcie będzie można racjonalnie działać na dużą szerszą skalę (m.in. też dlatego, że ew. wypaczenia będą traktowane normalnie...))

Ci ludzie, ta organizacja, NIGDY NIE MIAŁA NA CELU CZYJEGOKOLWIEK DOBRA, POZA SWOIM OCZYWIŚCIE (aczkolwiek występuje tu pewna sprzeczność – a mianowicie swoim postępowaniem jednocześnie sobie szkodzą...) – CO DOBITNIE WYKAZUJĄ OD WIEKÓW (pseudoreligijny - bo sprzeczny z tym na co ta org. się powołuje (paradoks – bo w obydwu wypadkach byłoby absurdalnie, źle) - kontekst ich działalności ma za zadanie WYŁĄCZNIE IM TO UŁATWIAĆ, I NIC WIĘCEJ!!)

PS

Więc proszę przestać się dziwić tym osobnikom (złodziejom, oszustom, kłamcom, mordercom, dewiantom seksualnym itp.), i oczekiwać rzeczywistych prospołecznych działań – bo to absurd, i to w dwójnasób, gdyż sama istota tej działalności nie służy bo nie może służyć ludzkości!; próby uzdrawiania tej chorej tkanki społecznej to wspieranie, propagowanie zatruwającej, wypaczającej ludziom życie, pogrążającej ludzkość utopi! Tak więc obnażanie tej działalności, organizacji, jej członków jest obroną konieczną!

 

 

 www.o2.pl / www.sfora.pl | Poniedziałek 08.08.2011, 19:24 ostatnia aktualizacja: 15 godzin temu

WĘGRY DELEGALIZUJĄ KOŚCIOŁY. ZA WIELE PRZEKRĘTÓW

Sprzeciw w liście otwartym do UE.

Nowa ustawa pozbawi oficjalnego statusu ponad 340 wspólnot wyznaniowych na Węgrzech. Zostanie tylko 14.

Od 1 stycznia 2012 roku bez rejestracji pozostaną metodyści, buddyści, hinduiści, zielonoświątkowcy, adwentyści, muzułmanie, Armia Zbawienia i Świadkowie Jehowy - wylicza "Rzeczpospolita".

Jeżeli wyrejestrowany związek wyznaniowy będzie znów chciał działać legalnie, musi wystąpić o ponowną rejestrację. Wiąże się to z koniecznością spełnienia szeregu warunków, m.in. istnienia przez co najmniej 20 lat w zorganizowanej postaci.

Ostateczny głos o rejestracji Kościoła należy do parlamentarzystów. Decydować będzie większość 2/3 głosów.

Rząd tłumaczy, że dotąd zbyt wiele organizacji próbowało czerpać korzyści gospodarcze ze swego statusu Kościoła - zauważa gazeta.

List protestacyjny w tej sprawie do UE i Rady Europy wystosowali węgierscy pisarze i obrońcy praw człowieka. Podpisali go czołowi dysydenci, w tym pisarze Gyoergy Konrad i Gyoergi Dalos, filozof Tamas Gaspar Miklos i liberalny polityk Gabor Demszky. | JS

 

 www.o2.pl / www.sfora.pl | Wtorek 13.09.2011, 16:10

PAPIEŻ ODPOWIE ZA ZBRODNIE PRZECIWKO LUDZKOŚCI?

Pozew już trafił do sądu.

Skarga przeciwko Benedyktowi XVI trafiła do Międzynarodowego Trybunału Karnego. Złożyła ją grupa SNAP zrzeszająca ofiary przemocy seksualnej ze strony księży. Do tego stowarzyszenia należą osoby z całego świata.

Członkowie SNAP oskarżają papieża o to, że jest bezpośrednio odpowiedzialny za przestępstwa seksualne księży popełnione na całym świecie. Jako zwierzchnik Kościoła powinien zostać ukarany za przestępstwa popełnione przez duchownych, którzy mu podlegają - donosi france24.com.

Oprócz papieża członkowie organizacji chcą, by przed Trybunałem w Hadze stanęli jeszcze trzej inni wysocy rangą księża. Jednak nie podano ich nazwisk.

Do skargi SNAP dołączył ok. 200 stron dokumentów, które zawierają policyjne raporty i dowody przeciwko księżom, którzy wykorzystywali seksualnie dzieci - informuje france24.com.

Liczba skarg wnoszonych do sądów na całym świecie przeciwko katolickim księżom rośnie w lawinowym tempie. Jednak nigdy dotąd nikt nie zdecydował się zaskarżyć papieża.

Szacuje się, że w Europie oraz w Stanach Zjednoczonych ofiarami przemocy seksualnej ze strony duchownych padły tysiące dzieci. | BB

 

 

 

 

 

 


3. RÓŻNE

 

Ø      Czy moralność jest to coś doskonałego, w tym niezawodnego? Czy to nie za jej sprawą np. rodzą się i są utrzymywane przy życiu chore, nieszczęśliwe dzieci, z których powodu cierpią i ponoszą inne negatywne konsekwencje również inni?! Czyż to nie z jej powodu ludzie staży, zniedołężniali, nieuleczalnie hoży, cierpiący, nieszczęśliwi kontynuują taką wegetację jak długo się da, w tym również z negatywnymi konsekwencjami dla innych?! Czy to nie za jej sprawą zezwala się na rozplenianie wypaczających, zatruwających życie, pogrążających społeczeństwa religii, by ich propagatorzy (i poplecznicy) mogli żyć w nieróbstwie, poważaniu i dobrobycie kosztem pozostałych?! Czyż to nie ona, w konsekwencji, przyczynia się do dewiacji seksualnych?! Czy to nie pod jej przykrywką ważne funkcje pełnią osoby niekompetentne, a kompetentne są z braku spełniania takich norm dyskwalifikowane?! Czyż to nie ona narzuca irracjonalne normy społeczne jak chociażby okazywanie szacunku starszym* (...), rodzicom i ich słuchanie (– więzienia i zakłady psychiatryczne są ich pełne)?! – Czyż to nie „ona” powoduje płytkie, emocjonalne podejście do tych problemów i uważa że racjonalne jest niemoralne?!...

PS

* Wyobraźmy sobie że jest dwóch aspołecznych, nikczemnych osobników, którzy w takim samym stopniu robią ludziom krzywdę (lub pośrednio krzywdę, bo byli szkodliwi, niepożyteczni, np. produkując, sprzedając trucizny, „śmieci”, ogłupiając), z tym że jeden żyje 45 lat, a drugi 90. Rozumiem, że temu drugiemu należy się większy szacunek...

 

Każdy ma do spłacenia kredyt za urodzenie nas i opiekę nad nami DO SPŁACENIA SWOIM, BĄDŹ PRZYBRANYM DZIECIOM, SPOŁECZEŃSTWU – TO JEST INWESTYCJA, a nie swoim rodzicom, którzy spłacili własny dług.

Często szermuje się argumentem, iż osoby kalekie też niekiedy osiągają sukces (są szczęśliwe). Otóż to: NIEKIEDY, a więc jak rzadko w stosunku do pozostałych?! Jakie też są  proporcje korzyści do niekorzyści?! Czy już zaspokoiliśmy chociaż podstawowe potrzeby ludzi zdrowych, młodych, pożytecznych

– zadbaliśmy o przyszłość?!...

 

 

Ø      Są różni trwacze, w tym krytykanci-aktywiści (niektórzy populiści) – tzn. krytykują stan obecny, ale aktywnie go wspierają, by się nie zmieniał, bo to byłoby np. niemoralne, niezgodne z religią (interesami członków org. religijnych), podważałoby autorytety (zagrażało tym, którzy są przy takim czy innym żłobie), bo i tak niemożna nic zmienić (a jakaś zmiana mogłaby spowodować koniec świata) itp... – Każdy pretekst jest dobry, by dalej trwać i krytykować, czym wzbudzają szacunek i uznanie zarówno ze strony krytykowanych reformatorów-udawaczy, jak i przez nich poszkodowanych...

 

 

Ø       Jednym z wskaźników normalności, zdrowych relacji międzyludzkich, wolności, jest prawo do indywidualizmu, posiadania, wykazywania, osobowości niezależnej: w rodzinie, szkole, pracy, msu zamieszkania. Czyli możliwość m.in. nie nawiązywania niepożądanych kontaktów, nie zawierania niechcianych znajomości, nie utrzymywania nieudanych znajomości (z kim się zadajesz takim się stajesz), nie brania udziału w rytuałach, zwyczajach itp. - czyli możliwość funkcjonowania w społeczeństwie, bez przymuszania się do niechcianych działań - bez negatywnych reperkusji. Czyli obowiązuje tutaj prawo wzajemności: ja nie zabraniam tobie (i nie każę ci się z czegokolwiek tłumaczyć, np. dlaczego to robisz) – więc i ty nie przymuszaj mnie.

Każdy ma prawo do wyboru stylu życia, ochrony swych walorów, wolności od napastliwości, osądów, do nietykalności, rozwoju, postępowania zgodnie z swoimi ideałami, przekonaniami, interesem – jeśli postępuje się przynajmniej neutralnie, nie szkodzi innym.

PS

Wymuszanie znajomości to jest stosowanie półniewolnictwa.

To nie mse pobytu powinno być wyznacznikiem z kim się zadajemy, jak żyjemy, tylko m.in. nasze chęci i np. oczekiwane cechy charakteru. Inaczej jest to pole do destrukcyjnych działań osób chamskich, złośliwych, prymitywnych, napastliwych, psychopatycznych, niedorozwiniętych, chorych umysłowo, debilnych itp., a osoba poszkodowana jest w znacznej mierze bezbronna i jeszcze krytykowana, szykanowana, zamiast być broniona, za nie realizowanie norm obyczajowych...

Trzeba też zakończyć zwyczaj wymuszonego poznawania się, przedstawiania, z znajomymi znajomych podczas przypadkowych spotkań. Niedopuszczalne jest też podawanie jakichkolwiek danych osobowo-adresowych, bez zgody właściciela tych danych.

 

Ustalmy żelazną zasadę, że jakiekolwiek dane osobowe, adresowe podaje WYŁĄCZNIE ICH WŁAŚCICIEL, I TYLKO Z WŁASNEJ, W ŻADEN SPOSÓB NIEWYMUSZONEJ, INICJATYWY!

 

 

 


SEKS

 

Ewolucyjne wykształcone gadulstwo u kobiet ma na celu edukację dzieci, a nie gadanie z facetami, wymuszanie, uczenie ich gadulstwa, zajmowania się, wyrażania emocji; irytowanie, ogłupianie; szkodzenie, pogrążanie.

 

Oczekujmy od partnerów tego, co potrafią i chcą zaoferować.

 

W seksie chodzi oto, analogicznie jak ze snem, głodem, pragnieniem, by go zaspokoić, i o tym, jak długo nie będzie potrzebny, zapomnieć, a nie ciągle się o to starać, tym zajmować, ogłupiać, stresować itp.

 

Jesteśmy ludźmi, więc proszę mieć na ludzką miarę oczekiwania (no, chyba że ktoś potrafi np. nie zaspokajać potrzeby snu przez np. tydzień, pragnienia przez np. 2 tygodnie, głodu przez miesiąc...).

 

Pociąg seksualny do płci przeciwnej jest nie tylko normalny, pożądany, ale i konieczny (jeśli gadulstwo kogoś nie tylko nie podnieca, ale i irytuje, to nie ma sensu tego oczekiwać, wymagać)! To jego brak jest objawem zaburzeń.

 

Część dzieci, znaczna część młodzieży, młodych mężczyzn odczuwa b. silne napięcie seksualne, trzeba więc pomóc im wyładowywać je w sposób normalny, naturalny, tak, by ani im, ani otoczeniu nie czyniło to krzywdy.

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek 06.10.2011, 21:31

O KIM MYŚLI FACET PODCZAS MASTURBACJI

Co piąty robi to codziennie.

Ponad połowa facetów (54 proc.) bez skrupułów przyznaje, że bywa podniecona kilka razy dziennie. Nic dziwnego, że 20 proc. z nich codziennie się onanizuje - informuje metro.us.

Jak wynika z badania, które dziennik "Metro" przeprowadził wśród swoich czytelników w 100 miastach w Europie, Północnej i Południowej Ameryce oraz Azji, kobiety w tej dziedzinie pozostają daleko w tyle: zaledwie 17 proc. twierdzi, że odczuwa podniecenie kilka razy dziennie. Tyle samo twierdzi, że podnieca się raz w tygodniu, 40 proc. - raz na kilka dni.

Nic dziwnego zatem, że o wiele rzadziej się onanizują. Zaledwie 5 proc. przyznaje, że robi to codziennie, 27 proc. - raz w tygodniu, 19 proc. - raz w miesiącu, 18 proc. - kilka razy w roku.

Do codziennej masturbacji przyznaje się co piąty mężczyzna. 18 proc. z nich zapewnia jednak, że myśli wtedy o swojej aktualnej partnerce (11 proc. marzy o swojej byłej, 10 proc. i gwiazdce porno).

Nieustanne bycie podnieconym ma jednak i inne skutki - informuje metro.us. - 53 proc. mężczyzn przyznało, że uprawiało seks z partnerką, która zupełnie się im nie podobała.

Kobiety w tym względzie są o wiele bardziej wymagające - szczególnie Holenderki. Aż 86 proc. z nich nigdy nie poszłoby do łóżka z brzydalem. W USA zdecydowało się na to jedynie 26 proc. kobiet. | WB

 

 

TO NIE JEST NORMALNE, ŻE PRZEDSTAWICIELE TEGO SAMEGO GATUNKU ZAMIESZKUJĄCY ZIEMIĘ OD TYSIĘCY LAT NAJCZĘŚCIEJ NIE MOGĄ, BEZ NEGATYWNYCH REPERKUSJI, ZAPROPONOWAĆ SEKSU - NATURALNEJ, OCZYWISTEJ POTRZEBY (JAK GŁÓD, SEN) - CO POWODUJE CAŁY SZEREG NEGATYWNYCH REPERKUSJI (że np. z jednej strony ściany masturbuje się/kopuluje z psem dziewczyna, a z drugiej masturbuje się/uprawia zastępczo homoseksualizm chłopak).

– I znowu kłania się katolicka organizacja religijna (pomysł, by seks zastępować, i to w dodatku w towarzystwie przyzwoitki, gadaniem powstał w średniowieczu). Efektem takiej presji, „zakazu”, jest powstawanie wrażenia, iż mężczyznom oto nie chodzi, skoro nie proponują, tylko oto, o co kobietom, czyli o gadanie. Więc są do tego stworzone odpowiednie msa* i ideologie-utopie, w tym o takim samym traktowaniu, nie traktowaniu kobiet przedmiotowo – do zaspokajania potrzeb seksualnych mężczyzn (zawsze - na szczęście - służyły i chodzi tylko o sensowne do tego podejście)(to mężczyźni mają służyć do zaspokajania potrzeb kobiet – gadulstwa...), że postępowanie szczere, uczciwe jest wulgarne, zboczone, złe (dbanie o zdrowie psychiczne i fizyczne jest niemoralne...; moralne jest ogłupianie się bezsensowną gadaniną, tracenie czasu i oszukiwanie...; przyczynianie się do stresów, masturbacji, gwałtów, zastępczego homoseksualizmu, zboczeń, prostytucji...), o wyższości gadania nad seksem itp. A w związku z tym wszystkim tyle skutków ubocznych – które mówią same za siebie (m.in. kobiety szukają, prowokują, mężczyzn by powiedzieli im to, co chcą usłyszeć (w tym okazywali zainteresowanie gadulstwem), więc, praktycznie, uczciwi są eliminowani, a następnie mają pretensje że zostały, na własne życzenie, oszukane)...

 

Ludzie rozsądni, w swoich działaniach chcą osiągnąć i to jak najefektywniej (najszybciej) określony cel. Najczęstszym (a często wyłącznie jedynym; nie zawsze w pełni uświadomionym) celem mężczyzn jest wyładowanie napięcia seksualnego, czego domagają się spuchnięte od spermy jądra (seks jest konieczny dla zachowania zdrowia fizycznego i psychicznego u przedstawicieli obu płci; jest naturalną i niezbędną czynnością). Nie chodzi też oto, by naturalne, partnerskie, zaspokajanie tej potrzeby trzeba było przypłacać poziomem inteligencji, stratą czasu, frustracją (w tym nieuświadomioną; odreagowywaną alkoholem, na innych ludziach, a prędzej czy później na osobie ją wywołującą, zdrowiem psychicznym) – spowodowane wymuszonym gadulstwem (realizacją konwenansów, spełnianiem absurdalnych, w tym względzie, norm społecznych, zwyczajem, tradycją); by nie trzeba było uczyć się, specjalizować w gadulstwie, jak najskuteczniejszym oszukiwaniu, upijaniu itp. potencjalnej partnerki; by nie przyczyniać się do powstawania negatywnych reperkusji takiego postępowania (...).

 

Każdy ma do spełnienia swoją rolę, zależnie od potrzeb, możliwości, przydatności, warunków. Chodzi tylko oto, by też był tego świadomy – o umożliwienie osiągnięcia mu tego, odnalezienia celu, sensu postępowania, życia, w tym zgodnie z wewnętrznymi potrzebami, możliwościami (w tym stanu zdrowia, atrakcyjności, walorami), predyspozycjami, zamiast realizowaniem np. moralnych utopii (w tym „uszczęśliwiania” nimi i unieszczęśliwiania tych, którzy ich nie realizują – wbrew aktualnemu trendowi) – co tak naprawdę nie leży w niczyim interesie; jak również realizacja płytkich, egoistycznych zachcianek, dewiacji itp.

Kobiety o wiele silniej ulegają instynktowi stadnemu, bo tak ukształtowała je ewolucja – są słabsze, mniej zaradne, gdy są w ciąży są w znacznej mierze zależne od innych, by zająć się potomstwem potrzebują wsparcia, więc by zwiększyć szanse przetrwania natura wzmocniła u nich ten instynkt. Stąd u nich jest zwiększona podatność do ulegania obowiązującym normom, zasadom, zwyczajom itp. Więc jeśli normą  jest aseksualne zachowanie, to tak właśnie będą się zachowywać. Więc proponuję normalne, naturalne, podejście do tej potrzeby z godnie z instynktem, naturą, biologią.

PS

Presja pomiędzy spełnianiem oficjalnych moralnych wymogów, norm obyczajowych a realizacją swoich normalnych - naturalnych - potrzeb seksualnych - wzajemna sprzeczność - powoduje wewnętrzne rozdarcie – irytację, frustrację, kłopoty zdrowotne (psychiczne i fizyczne); konflikty w układach partnerskich – bo tak źle i tak niedobrze, co dotyczy również i mężczyzn i w ogóle wzajemnych oczekiwań względem partnera (najlepiej by był(a) wyuzdaną, mającą bogate doświadczenie nimfomanką a jednocześnie nietykalną cnotą…).

Szanujmy swój czas, inteligencję, zdrowie psychiczne i fizyczne.

Obecnie próby, czasem z sukcesem, partnerskiego zaspokojenia seksu wiążą się z stratą czasu, upokorzeniem, irytacją, frustracją, urazami itp.

Czy dzięki tym gatkom ktoś stał się mądrzejszy (czy porozumiewanie się powinno służyć do przekazywania bełkotu, być formą spędzania czasu, przetrawiania życia; czy życie powinno toczyć się w wokół zabiegów zmierzających do naturalnego zaspokojenia oczywistej, naturalnej potrzeby... – czy warto degenerować się do poziomu gadacza (czy mamy tak mało rozwijających możliwości, pożytecznych zajęć; tak dużo zbędnego czasu...))...

 

 

TEST Z PODPOWIEDZIAMI, CZEGO MOŻE CHCIEĆ FACET Z SPUCHNIĘTYMI JĄDRAMI:

1. Potańczyć.

2. Pogadać.

3. Posiedzieć na ławeczce.

4. Pospacerować.

5. Opróżnić je..., a następnie zająć się innymi sprawami.

 

 

"WPROST" Numer: 9/2010 (1413)

SEKS OD KOŁYSKI

Dotychczas dominował pogląd, że między wiekiem przedszkolnym a dojrzewaniem istnieje aseksualny okres utajenia. Nowe badania seksualności dzieci i młodzieży rzucają jednak nowe światło na to, co się dzieje przed okresem dojrzewania.

Dość powszechne jest przekonanie, że dzieci są z natury aseksualne. Choć w okresie przedszkolnym zadają pytania dotyczące odmienności płci czy tego, jak przyszły na świat, wydawało się, że nie towarzyszą temu seksualne doznania. Dlatego rodziców zawsze szokuje, gdy dzieci pobudzają własne narządy płciowe. Najczęściej zakłada się, że dochodzi do tego z przyczyn chorobowych, na przykład swędzącej infekcji. Nawet gdy obserwowano przy tym reakcje seksualne, na przykład orgazm, to były one traktowane jak bliżej nieokreślona przypadkowa przyjemność, bez kontekstu seksualnego. Zakładano, że seks pojawia się dopiero w okresie dojrzewania i jest aktywowany burzą hormonalną, zmianami ciała i reakcjami na nie otoczenia.

 

Tymczasem pierwsze reakcje seksualne pojawiają się już w bardzo młodym wieku. Orgazm (prawdziwy!) może być przeżywany już w szóstym miesiącu życia, a zachowania masturbacyjne obserwuje się w 15.-16. miesiącu życia dziecka. Do wywoływania orgazmu skłania odkrycie, że jest on przyjemny. Najczęściej staje się to przypadkiem, w trakcie dotykania się, pocierania o łóżko, zaciskania ud itp. U znerwicowanych dzieci może to stać się metodą neutralizacji lęków i sposobem na uspokojenie. Zarówno orgazmy, jak i zachowania masturbacyjne nie są czymś nadzwyczajnym w tym wieku i niepotrzebnie budzą niepokój u rodziców. Problem pojawia się, gdy przybierają charakter zachowań natrętnych.

 

W dzisiejszych czasach rodzice i wychowawcy są przewrażliwieni na punkcie molestowania seksualnego dzieci. Nic zatem dziwnego, że ujawniana przez dzieci ciekawość, twórczość o tematyce erotycznej (rysunki nagiego ciała, narządów płciowych) czy masturbacja budzą podejrzenie, że dziecko było molestowane. Niejeden rodzic był z tego powodu podejrzewany o seksualne wykorzystywanie dziecka. Obecnie zwyczaj masowania przez matkę, ciotkę czy babcię członka małego chłopca (istniejący od dawna na południu Europy) byłby traktowany jako molestowanie. Tymczasem to działanie miało na celu powiększanie członka jako istotnej cechy męskości.

 

A co z okresem utajenia? Okazało się, że pociąg erotyczny u wielu dzieci pojawia się już w dziesiątym roku życia. Podobnie jest z podnieceniem – choć u dziewcząt rozwija się ono nieco później, średnio w wieku 10,8 lat. Pierwsze fantazje erotyczne zaczynają się pojawiać w wieku 11 lat. Pierwsze zakochanie spotyka się już u 8-9-latków. Na pierwszą randkę idą dzieci w 14.-15. roku życia. Nocne erekcje, badane dzięki zastosowaniu specjalnej aparatury pomiarowej, zaobserwowano u chłopców już 2-3 lata przed okresem dojrzewania, a ich maksymalne natężenie przypada na 13. rok życia. Przed 10. rokiem życia orgazm przeżyło 13,5 proc. chłopców i 10,8 proc. dziewcząt – wynika z badań opublikowanych w 2009 r. przez jednego z najbardziej znanych seksuologów, prof. Johna Bancrofta z Wielkiej Brytanii. Część dzieci i młodzieży już od wczesnych lat życia silniej reaguje na bodźce seksualne niż ich rówieśnicy. Prawdopodobnie ma to podłoże genetyczne.

 

Ujawnienie seksualności przed okresem dojrzewania budzi u rodziców zaskoczenie, lęk i przekonanie, że to patologia. Nie ma tygodnia, aby w moim gabinecie nie pojawiła się zatroskana matka z dzieckiem (częściej synem) przed pokwitaniem, które masturbuje się, rysuje „dziwne rzeczy", nawiązuje znajomości w internecie i prowadzi korespondencję o seksualnej treści. Najczęściej jest to traktowane jako dowód uwiedzenia przez pedofila, objaw zaburzeń hormonalnych lub psychicznych. Seksualność dzieci w wieku przedpokwitaniowym rzeczywiście może być wykorzystywana przez pedofilów w internecie. Gdyby jednak rodzice i wychowawcy byli świadomi seksualności swoich małych dzieci, mogliby chronić je przed wykorzystaniem.

Autor: Zbigniew Lew-Starowicz

 

 

Każde dziecko ma prawo i powinno zaspokajać swoje naturalne - wynikłe z własnych potrzeb: ciekawość erotyczną, potrzeby seksualne, bez jakiegokolwiek wtrącania się, poza uświadomieniem o higienie, chorobach, dewiacjach, dorosłych! Tego utrudnianie, uniemożliwianie przynosi tylko i wyłącznie negatywne skutki, i to na całe życie, a więc i dla otoczenia takich osób!

 

 

„FAKTY I MITY” nr 6, 14.02.2008 r.

DZIEWICTWO ALBO ZDROWIE

Religia, zwłaszcza katolicka, jest cerberem dziewictwa. Podczas szkolnych indoktrynacji wyznaniowych uczniów w Polsce instruuje się o konieczności zachowania „czystości” aż po kościelny ślub.

W USA z budżetu państwa przeznacza się setki milionów dolarów na wychowanie seksualne propagujące abstynencje płciową do chwili zamążpójścia lub ożenku. Wolni od religijnych fiksacji lekarze i seksuolodzy zdają sobie sprawę z bałamutności tych przykazań, ale w krajach takich jak nasz wolą przezornie milczeć, by nie ściągać na siebie gniewu i retorsji Kościoła. W stanach właśnie zakończono rozległy program badawczy, którego wyniki zostaną opublikowane w styczniowym wydaniu „American Journal of Public Health”. Są dość jednoznaczne i dobitne: im później nastąpi utrata dziewictwa, tym większe ryzyko problemów seksualnych. To konkluzje naukowców z Columbia University i New York Psychiatric Institute.

Osoby, które zainicjowały życie seksualne w wieku od 21 do 23 lat, doświadczają częściej zaburzeń seksualnych niż ich rówieśnicy, którzy zgrzeszyli wcześniej. Komplikacje dotyczą zwłaszcza przedwczesnego wytrysku, niemożności osiągnięcia podniecenia i orgazmu. Z klinicznego punktu widzenia stykamy się z wieloma późnymi dziewicami, które mają wielkie trudności z satysfakcjonującym pożyciem seksualnym w ramach stałego związku. Powodem, najogólniej mówiąc, jest powstrzymywana na siłę burza hormonów. | TN

 

[Niech, łącznie, setki milionów „szczęśliwców (w tym również zastępczych masturbatorów, homoseksualistów, zoofilów itp.)” podziękuje swoim czy/i innych nauczycielom (którzy, w znacznej części, sami w tym czasie zajmowali się orgiami seksualnymi)... – red.]

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Środa 09.11.2011, 21:22

LEKARZE PRZERAŻENI. TU CO TRZECI FACET UPRAWIA SEKS ZE ZWIERZĘTAMI

Ich ofiarami padają nawet kury.

Aż 35 proc. mężczyzn z dziewiczych terenów Brazylii przyznaje się do uprawiania seksu ze zwierzętami. Są to krowy, klacze, świnie, a nawet kury.

To szokujące wyniki badań urologów, którzy sprawdzali dlaczego w tych regionach tak wielu mężczyzn choruje na raka prącia - donosi "The Daily Mail".

Naukowcy odkryli, że wśród zoofilów ryzyko wystąpienia tego nowotworu jest dwa razy wyższe. Brazylijscy mężczyźni uprawiający seks z zwierzętami częściej zapadają też na choroby przenoszone drogą płciową.

Przerażające jest to, że 21 proc. zoofilów przyznaje, że stosuje te praktyki dłużej niż 5 lat. Część uprawia seks ze zwierzętami nawet codziennie - mówi dr Stjnio de Cassio Zequi, urolog z Sao Paulo.

Dodaje, że takie kontakty powodują mikro-urazy w tkankach prącia, a wydzieliny zwierząt są toksyczne dla ludzi. | AJ

 

[To ma mse na całym świecie, bez wyjątku. Jedyna różnica jest w skali. – red.]

 

 

„ANGORA” nr 48, 02.12.2001 r.

RZĄDY ABSURDU

(...) W książce wydanej jeszcze za „komuny” sp. Aleksander Bocheński, wybitny (niestety, nieliberalny) konserwatysta, przypomniał tyrana Syrakuz, Dionizosa. By nie mieć w państwie kłopotów, wydał on zarządzenie, by młodzieńcom nieustannie towarzyszyły dziewczęta – tak by nie mogli głębiej przemyśleć, o co tu chodzi. Pomogło: mógł rządzić bez przeszkód. (...)

Janusz Korwin-Mikke

 

www.o2.pl | Niedziela [31.05.2009, 17:49] 1 źródło

ROZMOWA Z KOBIETĄ OGŁUPIA MĘŻCZYZNĘ

Najbardziej, gdy jest ona atrakcyjna.

Nie ważne, czy jest kawalerem, czy ma żonę. Gdy mężczyzna rozmawia z atrakcyjną kobietą nie myśli o niczym innym. Jego mózg nie jest w stanie zająć się niczym innym - twierdzą naukowcy z Radboud University of Nijmegen w Holandii.

 

Jak twierdzą, nawet rozmowa z brzydką kobietą obniża zdolności w zakresie matematyki i gier słownych. A gdy jest płeć piękna jest wyjątkowo atrakcyjna, to mężczyzna głupieje jeszcze bardziej.

 

Jak doszli do tego holenderscy naukowcy? Kazali rozmawiać mężczyznom z nieznajomymi przedstawicielami obu płci. Badani przed i po rozmowie musieli rozwiązywać m.in. arytmetyczne zadania.

 

Okazało się, ze gdy mężczyźni rozmawiali między sobą nie tracili swoich umiejętności intelektualnych. Działo się tak tylko po rozmowie z kobietami. Zdolności tych ostatnich w ogóle się nie pogarszały - mówią Holendrzy.

 

Jak tłumaczą, badania pokazują, że wszelkie interakcje z kobietami mężczyźni postrzegają jako seksualne dopasowywanie. Dlatego chcą za wszelką cenę zaimponować płci przeciwnej. | JK

 

 

 

 

Umysł normalnego mężczyzny nie jest w stanie i nie powinien osiągać intelektualnych wzlotów, się na to nastawiać, programować, na widok atrakcyjnej »partnerki«, tylko zająć przygotowaniami do czego innego... Tego negowanie, wymaganie czegoś innego uszkadza psychikę, przebieg, funkcjonowanie tego naturalnego procesu (to tak, jakby oczekiwać od kogoś głodnego, że na widok atrakcyjnego dania, ma się zająć np. matematycznymi obliczeniami, i że jeszcze ma mu się to podobać, i dobrze wpłynąć na funkcjonowanie jego organizmu...).

 

Zdaję sobie w pełni sprawę z swoich twórczych, intelektualnych zdolności, a zawdzięczam je w znacznej mierze temu, iż nie tracę czasu - nie mam zaprogramowanego umysłu - na gadulstwo. Ilu talentom nie dano się nie tylko rozwinąć, ale nawet ujawnić... Proponuję więc stawiać na jakość, a nie ilość przekazu.

* Proszę mi wyjaśnić, jaki ma sens i co to za przyjemność siedzieć w lokalu w spalinach nikotynowych, wśród obcych ludzi, ich gwaru i innych dźwięków (np. ciamkania i strzelania gumą do żucia, mlaskania), głuchnąć od jazgotu muzycznego (nie mając nawet wpływu na jego rodzaj), zarażać się mikrobami np. z szklanek (w czasie okresu grypowego drogą kropelkową – grypą); tracić zdrowie, czas, pieniądze; programować swój umysł na gadulstwo – gadać (wydawać dźwięki w celu wydawania dźwięków)?!

 

 

25% dorosłych mężczyzn i większość nastolatków się masturbuje.

 

www.o2.pl / www. sfora.pl | Poniedziałek [20.09.2010, 21:34]

TO WŁAŚNIE ONI MASTURBUJĄ SIĘ NAJCZĘŚCIEJ

Prawie dwie trzecie - przy pomocy porno.

Aż 94 procent Latynosów masturbowało się chociaż raz, a 39 - robi to co najmniej raz w tygodniu. To prawdopodobnie najczęściej onanizująca się nacja na świecie - wynika z badań Grupo de América de Diarios.

Tylko sześć procent powiedziało, że nie zrobiło tego nigdy. Najwięcej było ich w Urugwaju - 11 procent - donosi serwis "Latin in America".

Tygodniowo najwięcej onanistów jest w Kostaryce - 45 proc. Z kolei w Meksyku, w ciągu 7 dni, masturbuje się 35 procent mieszkańców. 18 proc. robi to codziennie, a 11 proc. co miesiąc.

Badania objęły mieszkańców prawie całej Ameryki Południowej i Środkowej, m.in. Argentyny, Brazylii, Chile, Kolumbię, Meksyku, Kostaryki i Ekwadoru.

Wynika z nich również, że co najmniej 63 procent Latynosów zdradziło swoje partnerki, dwie trzecie - lubi tradycyjne pozycje podczas seksu. Prawie tyle samo ma doświadczenia z pornografią - informuj serwis "Latin in America".

Seks z miłością wiązało 49 proc. badanych. | MK

 

 

„WPROST” z 04.08.2002 r.: „W Polsce działa 14 tys. agencji towarzyskich - 4 tys. legalnych i prawie 10 tys. nielegalnych. Pracuje w nich około 300 tys. kobiet (okazjonalnie kolejne 200 tys.). Biznes związany z prostytucją  obraca 20 mld rocznie - to prawie tyle, ile z budżetu wydajemy na edukację.”

 

„WPROST” nr 28 (1281), 2007 r. MC SEKS POLSKA

(...) 17 proc. jest lub było nosicielkami chorób wenerycznych. Te same badania wykazują, że tylko co czwarta prostytutka choć raz w życiu badała się na obecność wirusa HIV. (...)

Prostytucja nie jest oczywiście "bezbolesna". Z badań prof. Izdebskiego wynika, że leki uspokajające zażywa 37 proc. badanych prostytutek, po amfetaminę sięga 35 proc., po marihuanę - 30 proc., a po kokainę - 20 proc. Ponad połowa pracuje pod wpływem alkoholu. Choć muszą się znieczulać, nie rezygnują. Tygodniowo zarabiają nawet 5 -7 tys. zł. W kasie w supermarkecie zarobiłyby tyle przez 10 miesięcy. Dlatego starania polityków o zmniejszenie liczby domów publicznych są bezskuteczne. Jedyne, co się w ostatnich latach zmieniło, to wymagania klientów. Ale chętnych, by je spełnić, nie brakuje.

Iga Nyc, Kalina Kawalec, współpraca Magdalena Rychter

 

 www.onet.pl

28.02.2008, 09:53

„ŻYCIE WARSZAWY”: CO TRZECIA TIRÓWKA MOŻE MIEĆ HIV– Najgorzej, że większość przebadanych dziewczyn zupełnie nie zmartwiła się wynikiem testu – mówi prof. Mariusz Jędrzejko z warszawskiej fundacji Pedagogium, która rozpoczęła pilotażowe badania. – Za chwilę obsługiwały kolejnych mężczyzn – dodaje.

 

"FAKTY I MITY" nr 26, 03.07.2008 r.: 26 proc. nowojorczyków zarażonych jest herpesem genitalnym. To przenoszona drogą płciową nieuleczalna choroba, objawiająca się bolesnymi wrzodami na narządach płciowych. Dwukrotnie zwiększa ryzyko zarażenia się wirusem HIV. Więcej chorych jest wśród kobiet, alarmujący jest odsetek zarażonych murzynów - 49 proc. Ale nie tylko to. Dane statystyczne pokazują, że w Nowym Jorku jest znacznie więcej chorych na choroby weneryczne: kiłę, rzeżączkę i inne.

 

 www.o2.pl / www.sfora.pl | Środa 18.01.2012, 20:10

AŻ TYLU LUDZI ZAJMUJE SIĘ PROSTYTUCJĄ NA ŚWIECIE

Nawet dzieci muszą sprzedawać swoje ciała.

Prostytucja jest ogromnym biznesem o globalnym zasięgu, a „najstarszym zwodem świata" trudni się prawie 42 mln osób - informuje pb.pl.

Z raportu Fundacji Scelles wynika, że 80 proc. osób z tej grupy to kobiety. Aż 75 proc. sprzedających swoje ciała ma mniej niż 25 lat.

90 proc. osób trudniących się prostytucją pracuje dla sutenerów lub w agencjach. W Europie ok. 2 mln kobiet to imigrantki - ofiary gangów, które handlują ludźmi - dodaje prawda.ru.

Eksperci alarmują, że największym problemem na świecie jest przymuszanie do prostytucji dzieci. | AJ

 

Więcej:

19. CHOROBY ZAKAŹNE, BRAK HIGIENY:

 http://www.wolnyswiat.pl/19h1.html 

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Poniedziałek [03.05.2010, 22:33]

DZIECIAKI MYŚLĄ TYLKO O SEKSIE

Tylko naiwni rodzice myślą, że ich potomstwo jest święte.

Są za to święcie przekonani, że to dzieci innych są oszalałe na punkcie seksu. Łącznie z tym, że gotowe są gwałcić ich pociechy - donosi MSNBC.

Badania o życiu erotycznym nastolatków i jego postrzeganiu przez pokolenie rodziców przeprowadzono na stanowym uniwersytecie Karoliny Północnej.

Iluzja nie mogłaby być większa, bo w tylko w USA w roku 2006 aż ponad 435 tys. dziewczyn pomiędzy 16 a 19 rokiem życia zostało matkami - wylicza stacja.

W grupie wiekowej 10 do 14 lat było w tym samym okresie blisko 6,5 tys. porodów.

Niestety to zaślepienie wobec własnych dzieci niesie za sobą przykre konsekwencje - zauważają naukowcy.

Błędne postrzeganie swojego dziecka jako naiwnej istoty, która jest niezdolna do aktywności seksualnej, ale jest nią zagrożona ze strony kolegów i koleżanek, prowadzi do upowszechniania i wzmacniania złych stereotypów.

Rodzice są przekonani, że każdy chłopak myśli tylko, jak dobrać się do majtek córeczki, a każda dziewczyna kombinuje jak przez ciążę usidlić syna - tłumaczy portal.

Co więcej, może prowadzić do nieprawdziwych oskarżeń, szczególnie w przypadku jeżeli w ciążę zachodzi nieletnia osoba. | JS

 

 

37% mężczyzn i 11% kobiet myśli o seksie co pół godziny wg. badań Instytutu Kinseya.

Dla 40% mężczyzn źródłem poczucia szczęścia jest seks.

Jak wykazały badania genetyczne, kobiety mają o 50% większe predyspozycje do gadulstwa.

Jak się okazuje ok. 50 % mężczyzn nie słucha swoich partnerek.

Badania jednoznacznie potwierdzają, iż atrakcyjność seksualna już od pierwszego momentu nieodwołalnie spada (naturalnie są wyjątkowe sytuacje np. ktoś otyły wyrobił sobie sportową sylwetkę, wykonał korektę plastyczną twarzy, był w strasznym stanie fizycznym, psychicznym i zregenerował się).

 

A oto test (który wielokrotnie polecałem nudziarom uważającym, iż chłopcom chce się gadać): proszę zaproponować kandydatowi do gadania - co woli - wykwintną kolację i wyłącznie gadanie, czy głodowanie połączone z milczeniem w trakcie seksu (najlepiej się pytać w dni niepłodne)... Alternatywnym testem jest kategoryczne oświadczenie - zgodnie z prawdą - adoratorowi, iż seks kiedykolwiek jest ABSOLUTNIE WYKLUCZONY! Ciekawe jak długo będzie zainteresowany kontynuowaniem znajomości (czyli piepszeniem o wszystkim i o niczym w celu piepszenia o wszystkim i o niczym (bo przecież wiadomo że w tym celu różnimy się płcią; że w tym celu chłopak interesuje się dziewczyną))...

 

Ideał partnerki seksualnej dla mężczyzny: niemowa, bezpłodna nimfomanka…

Ideał partnera dla kobiety: bogaty przekazywacz pieniędzy i wytrwały kłapacz dziobem i słuchacz kłapania...

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Piątek 13.01.2012, 08:13

TYLE BĘDZIECIE ZE SOBĄ ROZMAWIAĆ PO ŚLUBIE

Ważniejszy jest internet.

Co czwarte małżeństwo nie rozmawia ze sobą dłużej niż 10 minut dziennie - informuje "The Daily Mail".

4 proc. ankietowanych Brytyjczyków twierdzi, że całkowicie ignoruje partnera w domu po powrocie z pracy.

Co czwarty nie pamięta, kiedy jadł obiad czy kolację razem z rodziną. 40 proc. nie widzi zresztą w tym żadnego problemu.

Dwie trzecie uczestników twierdzi, że wieczorem woli samotnie spędzać czas na portalach społecznościowych takich jak Twitter i Facebook - dodaje dziennik. | AJ

 

 

www.o2.pl / http://www.makbet.pl/artykul/1655/kobieta-jest-przedmiotem | 20.07.2009, 00:00

PO PROSTU ŻYCIE

Kobieta jest przedmiotem?

Taki wniosek można wysnuć po zapoznaniu się z opublikowanymi niedawno badaniami amerykańskiej psycholog, Susan Fiske. Okazuje się bowiem, że kiedy mężczyzna patrzy na roznegliżowaną kobietę, uaktywniają się w jego mózgu te same obszary, które pracują w czasie majsterkowania.

 

Empatia czy wzwód

U niektórych badanych mężczyzn podczas oglądania zdjęć kobiet w bikini przestawały aktywizować się te części kory mózgowej, które są odpowiedzialne za emocje i empatię. Mówiąc prostym językiem: kiedy facet gapi się na nagą babkę, przestaje myśleć o niej jak o człowieku. Tylko czy aby dojść do takiej konkluzji, potrzebne były długotrwałe badania jakichś psychologów z Ameryki? Przecież wie to każdy, kto choć raz próbował poderwać dziewczynę na plaży.

 

Relacja pomiędzy kobietą a mężczyzną, która ma zakończyć się ostrym łóżkowym finałem, nie może być inna niż przedmiotowa - tak to wszystko zostało sprytnie ułożone przez naturę. Wyobraźmy sobie sytuację, w której facet ma zamiar przelecieć babkę i zamiast dążyć uparcie do tego celu, zaczyna jej coś opowiadać o empatii i psychologii. To oczywiście może mieć miejsce na jakimś tam etapie znajomości, ale na pewno nie na tym, kiedy kobieta jest już w bikini. Poza tym opowiadanie takich szklanych historii może całkowicie zniechęcić potencjalną partnerkę i sprawić, że nigdy już nie potraktuje ona poważnie mężczyzny podchodzącego do seksu w tak niepoważny sposób. Kobiety doskonale wiedzą, czego chcą od nich faceci nachalnie zaglądający im za dekolt, i w 90 przypadkach na 100 owe chętki akceptują. Jeśli więc nagle okaże się, że z obiecującej przygody wychodzi pogadanka o empatii, potrafią być bardzo nieprzyjemne, a nawet agresywne.

 

Pewnie nie spodoba się to feministkom, ale trzeba to wreszcie stwierdzić: kobiety wiedzą, że są traktowane jak przedmioty i jak przedmioty używane, ale wcale nie czują się przez to gorsze i nie zniechęcają się do seksu. Jedyne, co może je do tego zniechęcić, to przesadna celebracja spraw prostych i oczywistych, a seks właśnie do takich należy.

 

Dotknij mnie…

Nic bardziej nie irytuje kobiety niż ślamazarny facet, który mając obok gotową na różne wyzwania partnerkę, zaczyna opowiadać o rzeczach nie mających nic wspólnego z sytuacją, w jakiej oboje się znaleźli. Kobiety nie chcą, aby zdobywać je na intelekt. To dobre dla licealistów. Kobietom imponują pieniądze, sława i energia mężczyzny. Kiedy ona chce, aby ją dotknąć - a to widać od razu - zbrodnią jest porzucenie swych zamiarów i zaufanie jakimś dziwacznym skrupułom. To bez sensu. Są oczywiście mężczyźni, którzy rozumieją, o co chodzi dopiero w chwili, gdy dziewczyna, którą poznali na plaży, zdejmuje biustonosz i zawiesza go im na szyi. Tacy jednak należą do mniejszości.

 

Każdy przynajmniej raz usłyszał z ust kobiety zarzut, że traktuje ją instrumentalnie. Kobiety często tak mówią, żeby zwrócić uwagę mężczyzn. Nie chodzi bynajmniej o instrumentalne traktowanie - z tym przecież mamy do czynienia zawsze w sprawach dotyczących seksu. Chodzi raczej o to, że facet poświęca swojej partnerce zbyt mało czasu, koncentrując się wyłącznie na seksie. To nie może się podobać, ale z przedmiotowym traktowaniem nie ma nic wspólnego. Poza tym kobiety, które mężczyźni rzeczywiście traktują jak przedmioty, kobiety lekceważone, bite i poniżane, nigdy w życiu nie będą używać w stosunku do mężczyzn źle je traktujących zwrotów takich jak "traktowanie instrumentalne". One mówią wprost o tym, co się dzieje, lub nie mówią nic, bo są zbyt przerażone własną sytuacją, ale to zupełnie inny temat.

 

Tak zwane uprzedmiotowienie kobiet jest więc tylko figurą retoryczną, której używa się w chwilach, gdy mężczyzna wykazuje jakieś niedostateczne zaangażowanie. Nie ma to nic wspólnego z rzeczywistym sprowadzeniem do parteru i degradacją.

 

Może jest odwrotnie?

Myśl o tym, że mężczyźni traktują kobiety przedmiotowo, bierze się także stąd, że seks uprawiany przez gatunek homo sapiens wiąże się ściśle z dominacją. Tak to wygląda na pierwszy rzut oka; ktoś jest na wierzchu, a ktoś pod spodem. Można odwrotnie, ale to tylko wyjątek potwierdzający regułę. Tylko czy rzeczywiście jest tak, że to kobieta jest tutaj przedmiotem, a mężczyzna siłą dominującą? Pozory przecież prawie zawsze mylą. Myli się ten, kto sądzi, że to mężczyźni uwodzą kobiety, bo latają za nimi jak poparzeni i próbują im zaimponować wszystkim, czym się da.

 

Jest na odwrót: to kobiety wybierają sobie mężczyzn, którzy je interesują, i to one uwodzą. Mężczyzna, choć nigdy się do tego nie przyzna, prawie zawsze jest przez kobietę wykorzystywany. To ona nim manipuluje. Ona również daje mu złudzenie siły oraz władzy. Trzeba więc mówić o tym, że to kobiety za pomocą całego arsenału środków i sztuczek sprawiają, że faceci skaczą dookoła nich jak kukiełki na sznurkach. Prawdy tej nie zmienią badania amerykańskich psycholożek, nawet jeśli takich projektów badawczych będzie bardzo wiele. Można w nieskończoność pisać o tym, jak mężczyźni wykorzystują kobiety i podpierać te tezy coraz bardziej wymyślnymi teoriami psychologicznymi na temat obszarów mózgu odpowiedzialnych za rozmaite pola ludzkiej aktywności. Niczego to nie zmienia.

 

Dotychczas nikt nie opublikował badań dotyczących tego, co dzieje się w mózgu kobiety, kiedy ta widzi interesującego ją mężczyznę. Nie wiemy, jakie obszary jej mózgu się uaktywniają (przypuszczam, że nie te odpowiedzialne za cerowanie skarpet i szydełkowanie). Kobiety przecież też mają silnie rozwinięty instynkt posiadania, też chcą mieć i zdobywać. Odczuwają również przyjemność płynącą z panowania nad innymi i wydawania im poleceń. Ich mózgi, co od wielu lat próbują udowodnić feministki, są takie same jak mózgi mężczyzn. Nie różnią się wcale. Chyba nie może więc być prawdziwa teoria o tym, że w mózgu mężczyzny istnieją jakieś obszary, których nie ma w mózgu kobiety. To byłoby przecież dyskryminujące.

 

O tym, że kobieta potrafi w identyczny sposób jak facet traktować swoją drugą połówkę, może świadczyć choćby język, jakiego się teraz używa w odniesieniu do spraw seksu; mam na myśli o język potoczny. "Ciacho" - słowo, które robi karierę od niedawna. "Ciacho" to koleś, który jest bardzo atrakcyjny. Z "ciachem" jednak nie sposób pogadać ani wymienić poglądów na temat najnowszych trendów w psychologii. "Ciacho" po prostu się zjada, a potem popija kawą z delikatną pianką. | SR

 

 www.o2.pl | Wtorek [17.02.2009, 17:27] 2 źródła |

KOBIETA W BIKINI TO DLA MĘSKIEGO MÓZGU... PRZEDMIOT

Seksizm wynika z biologii - twierdzą naukowcy.

Choć mężczyźni mają świadomość, że przed ich oczami znajduje się kobieta, to jednak reagują na nią, jakby była przedmiotem - ogłosiła prof. Susan Fiske z uniwersytetu w Princeton na dorocznym zjeździe Amerykańskiego Stowarzyszenia Rozwoju Nauk.

Jak doszła do takich wniosków? Razem z innymi naukowcami przeskanowała mózgi mężczyzn znanych z seksistowskich poglądów. Wszyscy oglądali zdjęcie dziewczyny w bikini. Co się okazało?

Choć był to obraz żywej osoby, w mózgach badanych uaktywniała się część odpowiedzialna za rozpoznawanie materii nieożywionej, przedmiotów. Co więcej, w tym samym czasie wyłączała się ta część, która aktywna jest zwykle podczas obcowania z drugim człowiekiem - tłumaczyła profesor Fiske. | J

 

[A z przedmiotami się nie rozmawia... A przykładowo danie się konsumuje... – red.]

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Piątek [04.06.2010, 14:39]

FACECI MUSZĄ SOBIE POŚWINTUSZYĆ

Potrzebują tego, żeby zachować zdrowie.

Brak erotycznych fantazji i niski popęd seksualny to wczesny objaw problemów ze wzwodem - informuje webmd.com.

Amerykańscy naukowcy przebadali 800 zdrowych mężczyzn w wieku od 40 do 70 lat. W latach 1987-89 wypełniali oni kwestionariusz, w którym musieli odpowiedzieć na 23 pytania związane z ich życiem seksualnym. W latach 1995-97 zgłosili się na wizytę kontrolną.

Co się okazało? Ci, którzy odczuwali mniejszy popęd płciowy, oddawali się fantazjowaniu raz w tygodniu lub rzadziej byli dwukrotnie bardziej narażeni na wystąpienie zaburzeń erekcji w ciągu następnych 9 lat.

To raczej jasne, że trudno o erekcję, gdy nie jest się podekscytowanym. Lecz ten długi okres pomiędzy utratą zainteresowania seksem a wystąpieniem problemów może pozwolić lekarzom na wczesne wykrycie schorzenia i pomoc pacjentowi, gdy nie jest jeszcze zbyt późno - twierdzi Ira Sharlip, urolog z Uniwersytetu Kalifornijskiego. | WB

 

 

DEFINICJE/OBJAŚNIENIA

MĘŻCZYZN DZIELIMY NA:

DOBRYCH – słuchających kłapania i kłapiących dziobem – wiarygodnie przekonywujących iż głupia, nudna, beznadziejna kłapaczka nie jest głupia i nudna – beznadziejna; przebywanie z nią sprawia takiej osobie przyjemność (kłapanie dziobem i słuchanie kłapania to wspaniała forma spędzania czasu)(oni dopiero później okazują się złymi, gdy od tej „miłości” pojawiają się skutki... i trzeba płacić alimenty)...;

ORAZ ZŁYCH, ZBOCZONYCH – którzy nie chcą słuchać ani kłapać dziobem – tracić czasu, nudzić się, ogłupiać – programować swój umysł na kłapaciarstwo – spełnianie oczekiwań kłapaciar; niechcianej ciąży (płacić alimentów/siedzieć w więzieniu), oszukiwać, negatywnych emocji (czyli, praktycznie, wszyscy są źli)...

 

GADANIE – CEL ŻYCIA

(Przy okazji podaję niezawodny sposób jak zyskać nienawiść kobiety i zagwarantować sobie abstynencję seksualną. Otóż w tym celu wystarczy odzywać się do niej tylko wtedy gdy jest to racjonalnie zasadne (przy okazji zostanie się posądzonym o wszystkie możliwe choroby psychiczne, imbecylstwo itp.).

W razie gdyby wcześniej nie chciała udzielić zgody na rozwód, to sama poleci do sądu za swoją krzywdę!)

 

GWAŁT – ma mse wówczas, gdy przed ani po nie było gadania.

 

SEKS – czynność służąca do zwabienia jelenia na gadanie (mała przerwa w gadaniu).

 

PŁATNY SEKS – opłata za nie gadanie.

 

TZW. PROPONOWANIE CHODZENIA – potoczne (aczkolwiek często podczas tej wymiany handlowej odbywa się łażenie) określenie propozycji gadania za seks (jeśli któraś ze stron nie wywiązuje się z umowy (nie ma gadania, to nie ma seksu; nie ma seksu – to nie ma gadania) dochodzi do jej zerwania).

 

KŁAPOFILIA

Dla kłapaciar zboczeńcem jest osobnik, który nie chce kłapać z nią dziobem i słuchać kłapania, tracić czasu, ogłupiać się, nudzić, nabierać urazu do gadulstwa itp. Z kolei dla osób racjonalnych to właśnie takie postępowanie (w tym taki szantaż) - będące warunkiem uprawiania seksu - jest dewiacją.

Seksuolodzy wymieniając zboczenia pomijają najczęstsze, występujące niemal wyłącznie u osób płci żeńskiej: gadulstwo. Często towarzyszy mu potrzeba bycia okłamaną, oszukaną, by m.in. później delektować się nieszczęściem, rozpamiętywać je i tym bardziej następnym razem oczekiwać jeszcze bardziej przekonywujących kłamstw itd... – i tak w kółko. W dodatku osoba cierpiąca na tę przypadłość uważa że jest zdrowa, a to ci, którzy nie chcą realizować jej dewiacji są  zboczeńcami... Skutkiem tej dewiacji jest także to (oprócz gwałtów, zboczeń, zastępczego homoseksualizmu itp.), iż większość nastolatków i ok. 25% dorosłych mężczyzn się masturbuje, co negatywnie skutkuje na ewentualny seks z osobami płci przeciwnej. A masturbacja sprzyja też homoseksualizmowi, gdyż ten zastępczy sposób rozładowywania napięcia seksualnego odbywa się zupełnie inaczej niż seks z osobą płci przeciwnej (towarzyszy mu też widok własnego narządu płciowego).

Poza tym wielu mężczyzn cierpi na nerwicę, ma urazy od tysięcy (aseksualnych dni) rozczarowań, spowodowanych kłapasiństwem.

 

PATOFILIA – jest to potrzeba poprzedzenia seksu zepsuciem atmosfery, zirytowania partnera, wywołania do siebie antypatii.

 

 

www.o2.pl / Czwartek [30.09.2010, 15:28]

MĘŻCZYZNA CIĘ NIE SŁUCHA? TO WINA JEGO MÓZGU

Gdy krzyczysz, automatycznie "wyłącza się".

Ileż to razy podczas domowej awantury miałaś wrażenie, że im głośniej krzyczysz, tym on mniej słucha? No, cóż. To nie było złudzenie. Mężczyźni już tak mają... Tak reagują ich mózgi na stres - informuje "The Daily Mail".

Naukowcy z University of Southern California postanowili sprawdzić jak reagują mózgi mężczyzn i kobiet na stres. Okazało się, że gdy zdenerwowany mężczyzna patrzył na rozgniewaną twarz, w jego mózgu wyłączał się rejon mózgu odpowiedzialny za rozumienie emocji innych...

U kobiety w tym rejonie mózgu naukowcy stwierdzali zaś zwiększona aktywność.

Pod wpływem stresu, mężczyźni mają tendencję do wycofania społecznego natomiast kobiety odwrotnie - szukają wsparcia emocjonalnego - twierdzi autor badania profesor Mara Mather. | WB

 

 

www.o2.pl | www.sfora.pl 2 źródła Sobota [10.04.2010, 15:31]

Z ŻONĄ NIE MA O CZYM ROZMAWIAĆ

Po ślubie ludzie przestają się odzywać.

Przed ślubem ludzie rozmawiają ze sobą średnio przez 50-60 minut dziennie. Najczęściej mówimy o karierze, przyjaciołach, muzyce i dzieciach.

Ale zaraz po sformalizowaniu związku poświęcamy drugiej osobie już tylko 40 minut na dobę. Po 20 latach wspólnego życia rozmawiamy tylko przez 21 minut, po 30 latach przez 16 minut - wynika z badań portalu ForgetDinner.co.uk.

Jeszcze mniej mówią do siebie pary, które posiadają dzieci.

Po 50 latach małżeństwa pary rozmawiają ze sobą średnio tylko 3 minuty dziennie. Najczęściej robimy to podczas kolacji, kiedy wypowiadamy do siebie około 150 słów - pisze "Daily Express".

To bardzo niepokojące. Pokazuje napięte stosunki i brak silnych więzi w małżeństwie - ostrzegają psycholodzy. | TM

 

 

To nie my decydujemy, że chce nam się seksu, tylko nasza fizjologia.

 

Przed kim, w imię czego, komu to i do czego miałoby być potrzebne, ta cała szopka???

 

O CZYM I POCO GADAĆ?

Co wspólnego z seksem mają flaki w oleju (co byście czuły, gdyby wszędzie wam je serwowano, a wasza niechęć do ich konsumpcji byłaby przyjmowana z odrazą)(co podniecającego jest w kłapaniu dziobem; od kiedy głodnemu chce się gadać)…

 

Czy zdarzyło się chociaż raz w dziejach ludzkości, by ktoś dzięki randce był mądrzejszy…

 

Jest absurdem oczekiwanie od kogoś czegoś, czego zaoferować nie potrafi, nie chce i niepowinien.

 

TZW. RANDKI ZAWSZE MNIE IRYTOWAŁY, OPRÓCZ ŻE NUDZIŁY

Nigdy nie chciałem, a gdybym chciał, to nie miałem o czym sensownym rozmawiać z osobami płci przeciwnej; nigdy nie miało to sensu, nie przyniosło komukolwiek korzyści, a jedynie straty (ich założenia osiągnięcia bliskości, w tym z osobami nie atrakcyjnymi, dawały odwrotny efekt (nigdy nie chciałem chodzić, tworzyć związku; tracić czasu, ogłupiać się itp.)). Mam, tak jak większość mężczyzn, normalne potrzeby seksualne, i tylko chciałem je, bez skutków ubocznych, zaspokoić.

 

Jeśli ktoś od razy dąży do seksu, tzn. że nie jest zainteresowany gadulstwem, jest wyposzczony, nie ma niczego do zaoferowania na randce (nie zyska się na tym tylko wspólnie straci). Więc jedynym zyskiem może być seks.

 

USTALMY KILKA PODSTAWOWYCH ZASAD POSTĘPOWANIA NA SPOTKANIACH, RANDKACH

1. Najczęstszym powodem spotkania jest chęć zaspokojenia potrzeby seksu – ze strony mężczyzn, a gadulstwa – ze strony osób płci przeciwnej.

2. Nie ma wymuszania zobowiązań, deklaracji.

3. Nie ma realizacji religijnych, moralnych utopii (naśladowania innych).

4. Nie ma planowania trwałego związku bez długiego, udanego współżycia seksualnego.

5. Nie ma przeszłości (msa urodzenia, szkół, rodziców, poprzednich parterów itp.); przypominania (np. drastycznych przejść związanych np. z debilami, psychopatami), dołowania, wywoływania urazów, prowokowania kłamstw itp.

6. Przyjmujemy do wiadomości, że są ludzie mądrzy i głupi (wyróżniamy też różne rodzaje inteligencji, np. emocjonalną, racjonalną), dobrzy i źli, przebojowi i nie przebojowi, beznadziejni, atrakcyjni fizycznie i brzydcy, zyskujący na bliższym poznaniu i tracący na tym – z różnych powodów (uszanujmy też czyjąś szczerość, uczciwość, inteligencję, wąską specjalizację, zaangażowania umysłu w ważne sprawy, i nie oczekujmy, nie wymuszajmy jego przeprogramowywania z powodu potrzeby zaspokojenia seksu). I MY TEŻ NALEŻYMY DO TYCH GRUP (więc niekoniecznie randki, bliższe poznawanie się, wspólne zamieszkiwanie jest np. dla nas).

PS1

Ja również b. szybko dla osób płci przeciwnej staję się nudny i irytujący (niektóre uważały nawet, że jestem głupi albo nienormalny, bądź łącznie...), i wzajemnie, więc w grę wchodziłby tylko szybki seks, niestety osoby te wykluczały taką opcję, bo dopiero po dłuższej znajomości, bliższym poznaniu się (obłędne koło) – czyli, praktycznie, wcale...

PS2

Osoba naśladująca religijne, moralne utopie zrobi nie dobre, tylko jak najgorsze wrażenia na osobie o umyśle niezależnym, racjonalnym.

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Niedziela 12.12.2010, 18:07

GWAŁTY I PRZEMOC. TAK WYGLĄDA SEKS POLSKICH NASTOLATKÓW

Chłopcy zmuszają swoje dziewczyny do stosunku.

Co dziesiąty maturzysta był wbrew woli dotykany w miejsca intymne, wykorzystany seksualnie, gdy był pod wpływem alkoholu, nagabywany przez internet lub próbowano na nim wymusić stosunek - donosi "Gazeta Wyborcza".

7 proc. przyznało, że było podglądanych, a co trzeci spotkał się z zaczepkami na ulicy czy klubie. Najczęściej do seksu nastolatki przymusza partner albo inna znajoma osoba. Większość takich przypadków (87 proc.) nigdy nie było zgłoszonych policji, a nawet rodzicom.

Dr Maciej Dębski socjolog z Uniwersytetu Gdańskiego, który prowadził badania mówi, że trudno mu zrozumieć dlaczego dziewczyna przymuszana do seksu nie szuka pomocy.

Może myśli: zmusza mnie do seksu, bo mnie kocha. Jednak Takie doświadczenia zostawiają trwałe ślady w psychice - mówi socjolog.

Wskazuje na potrzebę lepszej edukacji seksualnej, mimo że 92 proc. nastolatków uważa się za dobrze poinformowanych o sprawach seksu. Najczęściej swoją wiedzę czerpią z internetu i od rówieśników, a tylko co czwarty rozmawia otwarcie z rodzicami o swoim życiu erotycznym. | AJ

 

 www.o2.pl / www.sfora.pl | Wtorek [01.09.2009, 13:59] 1 źródło

NASTOLETNI MĘŻCZYŹNI GWAŁCĄ I BIJĄ SWOJE DZIEWCZYNY

Cierpi co trzecia nastolatka.

Co trzecia przyznaje, że do seksu zmuszano ją przemocą. W połowie przypadków do stosunku doszło - informuje Krajowe Stowarzyszenie Przeciw Przemocy Wobec Dzieci (NSPCC).

W odwrotnej sytuacji znalazł się jedynie 1 na 17 nastoletnich mężczyzn.

To oni są tu agresywną stroną. Do tego stopnia niebezpieczną, że 1 na 16 przepytanych dziewczyn przyznawała się do bycia zgwałconą przez własnego chłopaka - donosi "BBC".

Przemoc jakiej najczęściej doznają to policzkowanie, uderzenie pięścią lub systematyczne bicie.

Prowadzone na uniwersytecie w Bristolu badania objęły 1400 dziewczyn w wieku 13-17 lat. Blisko 90 proc. z nich była w intymnym związku z chłopakiem. | JS

 

 www.o2.pl | Wtorek [24.03.2009, 07:45] 2 źródła |

CO TRZECIA POLKA JEST OFIARĄ PRZEMOCY

Są bite, gwałcone i poniżane przez swoich partnerów.

Każdego roku 800 tysięcy Polek pada ofiarą przemocy we własnym domu. Co najmniej 150 kobiet zginęło w 2008 roku z rąk domowego tyrana. Co trzecia Polka doświadczyła bicia, popychania, gróźb, a nawet gwałtu ze strony partnera - wynika z danych organizacji kobiecej Feminoteka, na które powołuje się "Dziennik".

Specjaliści ostrzegają jednak, że skala zjawiska przemocy domowej może być dużo większa. Dlaczego? Bo katowane latami ofiary nie chcą nikomu mówić o swojej tragedii.

40 procent kobiet poddawanych przemocy stwierdziło, że same poradzą sobie z problemem. Co dziesiąta nie reagowała, bo bała się sprawcy. Co piąta przyznała, że nie wzywa policji, bo nie wierzy w jej skuteczność - czytamy w "Dzienniku". - Aż 82 procent z nich nigdy nie zwróciło się też o pomoc do ośrodka pomocy społecznej czy też pracowników telefonu zaufania - dodaje gazeta. AB

 

www.o2.pl | Wtorek [31.03.2009, 06:46] 3 źródła

WIEJSKIE KOBIETY SĄ BITE I ZAGUBIONE

Nie są w stanie decydować o sobie i swoich bliskich – twierdzą socjologowie.

Mieszkanki polskiej wsi są przepracowane, bierne i zalęknione. A także dyskryminowane na rynku pracy i pokornie znoszące przemoc domową - pisze dziennik „Polska".

Ich aktywność społeczna ogranicza się najczęściej do kół gospodyń wiejskich i kółek rolniczych. W 2004 roku blisko 20 procent mieszkańców wsi żyło poniżej minimum socjalnego. Dochody 25 procent wiejskich rodzin wynoszą od tysiąca do 1,5 tysiąca złotych. Blisko połowa mieszkanek polskiej wsi nie zamierza jednak pracować zawodowo. Obawiają się porażki i dlatego często rezygnują z rozwoju. Poddają się też stereotypom pokory, podporządkowania i źle pojmowanej lojalności wobec bliskich, zwłaszcza mężów. Wolą zataić fakt stosowania wobec nich przemocy, niż szukać pomocy na zewnątrz - piszą autorzy raportu.

Raport powstał na zamówienie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Łódzcy socjologowie przebadali 1,6 tysiąca mieszkanek wsi. | TM

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Środa 14.12.2011, 21:19

BITE I GWAŁCONE. SZOKUJĄCA PRAWDA O ŻYCIU KOBIET

Co drugą napastował znajomy.

Co piąta kobieta z USA twierdzi, że była zgwałcona, albo przeżyła próbę gwałtu - donosi nytimes.com.

Z sondażu dla National Center for Injury Prevention and Control wynika, że w połowie przypadków sprawcą napaści seksualnej był mąż albo chłopak ofiary. Okazuje się, też że co czwarta Amerykanka była bita przez partnera.

To szokujące wyniki, które pokazują, że przemoc wobec kobiet jest powszechniejsza niż do tej pory sądziliśmy - mówi Linda C. Degutis.

Dodaje, że w Stanach Zjednoczonych co roku gwałconych jest 1,3 mln kobiet. | AJ

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek [25.11.2010, 20:33]: kobiety częściej umierają z powodu pobicia, niż na raka i w wypadkach samochodowych.

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Poniedziałek [09.11.2009, 09:20] 4 źródła

MATKI GWAŁCĄ DZIECI. MOLESTUJĄ SYNÓW I CÓRKI

Kobiety coraz częściej staja się seksualnymi oprawcami.

Kobiet coraz częściej wykorzystują seksualnie dzieci - wynika z danych brytyjskiej ChildLine.

W ciągu ostatnich 5 lat zanotowano 132 proc. wzrost takich przestępstw wśród kobiet, a 27 proc. wśród mężczyzn.

Większość poszkodowanych to dziewczęta, ale wśród ofiar są także chłopcy. Dzieci wykorzystywane są w domach i przedszkolach - powiedziała Sue Minto z ChildLine.

W ubiegłym roku w Wielkiej Brytanii ujawniono ponad 2,1 tys. przypadków wykorzystywania seksualnego dzieci przez kobiety. Ponad 1,3 tys. zostało skrzywdzonych przez własne matki.

Obalony został kolejny mit dotyczący molestowania. Okazało się, że matki wykorzystują także swoich synów - powiedziała Esther Rantzen z ChildLine. | TM

 

www.o2.pl / www. sfora.pl | Wtorek [09.11.2010, 18:48]

EUROPEJCZYCY MOLESTUJĄ DZIECI

Rada Europy zszokowana i przerażona

Aż 20 procent dzieci w Europie pada ofiarą molestowania seksualnego - ujawniła Maud de Boer-Buquicchio, zastępczyni sekretarza generalnego Rady Europy.

Dane określiła jako przerażające i wezwała wszystkie kraje Starego Kontynentu do potraktowania problemu jako "priorytetu politycznego" .

Według niej chodzi nie tylko o ochronę nieletnich przed bezpośrednią przemocą i wykorzystywaniem seksualnym.

Dzieci nie mogą być świadkami scen przemocy w rodzinie - stwierdziła Boer-Buquicchio. | MK

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Sobota [09.01.2010, 10:10] 3 źródła

W WIĘZIENIU KOBIETY KORZYSTAJĄ Z WŁADZY

Zobacz, co strażniczki robią z młodymi więźniami.

Co ósmy młodociany więzień był podczas odsiadywania kary wykorzystywany seksualnie - wynika z pierwszych w historii badań przeprowadzonych przez amerykański Departament Sprawiedliwości.

W 80 proc. sprawcami tych przestępstw był personel więzienny. Zdecydowaną większość z nich popełniły kobiety.

Inne badania pokazują, że przez członków personelu w amerykańskich więzieniach zgwałconych zostało 10,8 proc. chłopców i 5 proc. dziewcząt. 9 proc. dziewcząt i 2 proc. chłopców zostało także wykorzystanych seksualnie przez współwięźniów.

Do gwałtów znacznie częściej dochodziło wśród gejów i lesbijek. Badania przeprowadzono wśród skazanych w wieku od 12 do 24 lat. | TM

 

 

 

 

"WPROST" Numer: 39/2009 (1392)

PLUS UJEMNY - STRINGI NA TARCZY

Kto to jest? Mówi o wszystkim, tylko nie o tym, co tak naprawdę zajmuje jego umysł. To mężczyzna uwodzący kobietę. Cóż, podobnie czynią kobiety, dodając do tego cudowne bodźce wzrokowe. Kiedyś zapewne powstaną urządzenia, które umożliwią zeskanowanie myśli partnera w trakcie rozmowy. Nasz telefon komórkowy wyposażony w coś takiego wyświetli myśli rozmówcy. Po naciśnięciu „enter” w komórce i zrobieniu fotografii rozmówcy kobiety przeczytają, że partner myślał cały czas o jej wzgórku łonowym i kształcie uwolnionych od stanika piersi.

 

 

Pole tekstowe: Co robi dziewczyna po seksie? 
– Dziewczyna po seksie przeszkadza.
 

 

 

 

 

Pole tekstowe: Podchodzi chłopak do b. ładnej dziewczyny, na plaży naturystów i zwraca się do niej: Podobasz mi się. A ona na to: Widzę...
 

 

 

 

 

Pole tekstowe: Jasiu - zwraca się nauczyciel na lekcji - czym się różnią ludzie od zwierząt? – Tym, że wtedy, gdy chcą się zaspokoić to gadają...
 

 

 

 

 

Pole tekstowe: W auli wykładowej siedzi dwóch studentów. Niedaleko siada ekstrapanienka. Jeden z nich postanowił ją poderwać. Napisał na kartce: "Masz ładną nogę" i rzucił do niej. Panienka uśmiechnęła się i odpisała: "Drugą też mam ładną". koleś zaraz odpisał: "To może się umówimy między pierwszą a drugą?". Rzucił i w trzy minuty później wyszedł z panienką z auli. 
Student, który został, też upatrzył sobie niezłą kobiałkę i dawaj te sam numer: "Ładną masz nogę", "Drugą też mam ładną", "To może się umówimy między trzecią a czwartą". Panienka się oburzyła, coś napisała, rzuciła i wyszła. Facuś czyta: "Miedzy trzecią a czwartą to ty się umów z krową!".
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pole tekstowe: Dlaczego Mikołaj chodzi zawsze wesoły? – Bo zna adresy wszystkich niegrzecznych dziewczynek.
 

 

 

 

 

Pole tekstowe: 37% mężczyzn i 11% kobiet myśli o seksie co pół godziny wg. badań Instytutu Kinseya  

„Nie łudźmy się, że osoba, którą podniecamy erotycznie, ceni nas sobie jako partnera do rozmowy. Nigdy! Osoba, którą podniecamy, chce z nami iść do łóżka, marząc, że jesteśmy niemową zdolną wydawać umiarkowane jęki. Dotyczy to przede wszystkim zdrowych samców. (...) Z kolei nie myślą biedacy, że nic nas nie obchodzą sukcesy w pracy dwumetrowego cudasa w obcisłych bokserkach albo wyperfumowanego bruneta w jedwabnym szlafroku. W nosie mamy wykłady o polityce pięknego blondyna poznanego na nartach. Niech sobie gada w klubie golfowym do dołka. My też chcemy mieć święty spokój i też o jedno nam chodzi. Prosimy bez gadania!” – To fragment artykułu autorstwa P. Hanny Bakuły w piśmie „PLAYBOY”, za „POLITYKĄ” nr 3, 19.01.2002 r. [To jednak są takie dziewczyny!; To mój ideał kochanki! Gorąco... pozdrawiam. – red.]

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pole tekstowe: Młody mężczyzna przeczytał w gdańskiej gazecie ogłoszenie firmy farmaceutycznej o bardzo dobrze płatnej pracy. 
Dzwoni do firmy: 
– Co to za praca? – pyta. 
– Testowanie viagry. Do pomocy będzie pan miał piękne, młode dziewczyny. Przy ich czynnym udziale sprawdzimy, jak działa viagra na pańską potencję. 
– Zgadzam się! Zgadzam się!
– No dobrze, proszę przyjechać jutro do Zakopanego. 
– Ale dlaczego do Zakopanego? Myślałem, że praca jest w Gdańsku.
– Rzeczywiście, praca jest tu, ale kolejka oczekujących na nią kończy się w Zakopanem!
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

Rys. z „FiM”

 

 

Ukryta kamera/Goło i wesoło:
- "nie mogę się skupić" http://www.youtube.com/watch?v=uZk70LHKZA0&feature=player_embedded&has_verified=1
- opuszczony długopis http://www.youtube.com/watch?v=gb2EhxTL6wE&feature=related
- gdzie mam włożyć tą dyskietkę http://www.youtube.com/watch?feature=endscreen&NR=1&v=ynBkzoKETeA

- majtki na kręgielni http://www.youtube.com/watch?v=Ytm62vNCnkw&feature=related

- plaża http://www.youtube.com/watch?v=Y4FxZ227tMo&feature=related

 

 

 

 

Ø      Homoseksualizm i inne nietypowe - niekorzystne, z punktu przetrwania (prokreacyjnego) naszego gatunku, preferencje seksualne, zachowania - można co najwyżej tolerować, ale nie eksponować, a tym bardziej propagować (gdyby nawet 100% ludzi truło się tn, narkotykami, alkoholem itp., to i tak nie powoduje to awansu takiego postępowania na pozycję normalnego!; Przecież największą grupę ludzi stanowią naśladujący innych (szczególnie podatne są na to dzieci, młodzież, które nie mają  jeszcze w pełni ukształtowanej psychiki (w tym asertywności), utrwalonej orientacji seksualnej)(stąd m.in. mamy plagę nikotynizmu, narkomanii, alkoholizmu, religijności, niezdrowego odżywiania się, sezonowych, okresowych mód (np. oszpecania i okaleczania sobie skóry tatuażami, żelastwem) itp.)! [Sperma jest też potrzebna do prawidłowego funkcjonowania organizmu kobiety. Również budowa anatomiczna narządów płciowych jednoznacznie wskazuje na ich zastosowanie. Aczkolwiek fakt faktem psychicznie przedstawiciele płci żeńskiej i męskiej często bardzo różnią się od siebie, i to do tego stopnia, iż niewspółmiernie, od prób tradycyjnego zaspokojenia potrzeby seksualnej, łatwiej jest je zaspokoić w inny, nietypowy, sposób, bądź dopiero za opłatą.] Do tego dodajmy ciekawość, eksperymentowanie – a nim mniej hamulców, w tym większym stopniu częściej. 

Przecież osoby homoseksualne nie mają żadnych problemów z poznawaniem się (poprzez internet, pisma, w klubach), zaspokajaniem swoich potrzeb seksualnych, podjęciem pracy itp., itd.

Skutkiem całego tego zamieszania są, niemal codziennie, ciągłe wypowiedzi i debaty na temat homoseksualizmu i poprzez ten pryzmat dochodzi do oceniania ludzi. I, m.in. taki, zamierzony, cel to środowisko osiągnęło – by w okuł nich coś się działo, były emocje, bo tak widocznie jakoś mają za małą frajdę! Podobnie jak w innych krajach, gdzie otrzymali prawa/przywileje, i u nas nie poprzestaną na tym, co otrzymają – zawsze będą „dyskryminowani i prześladowani” (wkrótce będą domagać się eksponowania homoseksualizmu w środkach przekazu, na bilboardach, w filmach, literaturze, prawa do adopcji – i tak zawsze będzie im czegoś brakować i będą pokrzywdzeni...).

W żadnym razie nie chcę nikogo leczyć z homoseksualizmu, ale i oglądać (kodować sobie w umyśle) jakiekolwiek marginalne rozwiązania przyrody, błędy natury, skutki uboczne niewłaściwych warunków rozwoju, i nie zgodzę się na kodowanie takich rozwiązań w umysłach innych (w tym dzieci i młodzieży)(dotyczy to również nikotynizmu, alkoholizmu, narkomanii, religijności, niezdrowego odżywiania itp.)!

A tak przy okazji, proszę co roku sprawdzać jaki jest wzrost preferencji homoseksualnych (oraz jaka część młodzieży, jako pierwsze, miała kontakty homoseksualne i tego skutki)...

Mam na koniec retoryczne pytanie do „bronionych ofiar” przez gejów aktywistów: czy dzięki ich działalności macie teraz lepiej (czy tylko oni sami zyskali)…

PS

To nie my cierpimy na homofobię, tylko geje-aktywiści, w różnej kombinacji, na: manię prześladowczą; ekshibicjonizm; potrzebę awansu w swojej grupie jako obrońcy...

Dezaprobata - presja społeczna - dotycząca jedynie ujawnionych niekorzystnych preferencji seksualnych, a nie np. pożytecznej twórczości - to naturalny mechanizm zmniejszający skalę niepożądanych zachowań, postępowań (by się z nimi przynajmniej nie obnosić). Ma to zapobiec degenerowaniu się ludzi, naszego gatunku, działaniom aspołecznym, i wymuszać, asekuracyjnie - gdy inne sposoby zawiodą - postępowanie pożądane. Gdy zawiedzie i ten mechanizm - moralny hamulec - dochodzi do patologii – w takiej czy innej formie, propagowania, rozpowszechniania się, w tym w wyniku instynktu stadnego/naśladownictwa, np. zboczeń, dewiacji (np zoofilii).

Może jeszcze inaczej: nie chcę sobie kojarzyć (podniecać się), i by innym się kojarzyło, zabieranie się za siebie np. facetów, kopulacja z zwierzęciem itp. z seksem...!; podobnie nikotynizm z wdechem, religijność z czymś wzniosłym, wspaniałym, wartym naśladowania, niezdrową żywność z konsumpcją, przyjemnością itp., itd...!

 

NIE KAŻDY RODZAJ ZASPOKAJANIA SEKSU, GŁODU ITP. JEST NATURALNY-NORMALNY

Każda czynność - normalnie - ma coś na celu. Jeśli jest ona zasadna, korzystna i mogą  ją wykonywać wszyscy normalni na ciele i umyśle ludzie, to jest to czynność naturalna i może być wzorcem. Jeśli przyjąć iż masturbacja, homoseksualne zaspokajanie potrzeby seksu jest naturalne, tzn. iż każdy może tak postępować. Pytanie brzmi: jak długo przetrwa nasz gatunek bez potomków... Jeśli - podobnie - przyjąć iż każdy może jeść co mu się podoba, to jak długo przetrwa nasz gatunek gdy wszyscy zaczną „normalnie” jeść tylko gówno/chipsy/dropsy/Kinder z niespodzianką itp... (czy takie postępowanie powinno być wzorcem)!!

PS 

Homoseksualizm, zoofilia, kaprofilia (zjadanie kału) itp. nie są naturalnym zaspokajaniem potrzeb seksualnych, ani „prywatna sprawą” tego amatorów, gdyż żyjemy, w dodatku w globalnej społeczności, tylko problemem dla społeczeństwa, gdyż świadomie, nieświadomie tacy ludzie wciągają w to innych; tą drogą szerzą się choroby (HIV najprawdopodobniej pochodzi od małp...); w interesie naszego gatunku nie leży tego propagowanie i utrata bezpośrednio i pośrednio potencjalnie wartościowego potencjału genetycznego (w przypadku okaleczenia psychicznego, naśladownictwa, uwiedzenia). I nie należy nie tylko takim problemom sprzyjać, ale nawet je lekceważyć, i trzeba starać się ich skalę ograniczać, co wiąże się z, koniecznym, dyskomfortem dla osób je tworzących.

Czy są jakieś granice, prawidłowe wzorce?!; czy wyznacznikiem naturalności-normalności ma być nie wyższy interes, rozsądek, tylko ilość ofiar marginalnych rozwiązań, błędow natury i innych skutków (...), czas trwania danego procederu...  

Narzuca się tutaj też pytanie: jakie zachowania są nienaturalne-nienormalne (jeśli przyjąć powyższe za naturalne-normalne) i - jeśli takie są - to czy takie ich traktowanie nie jest kolejną dyskryminacją...; do czego doprowadzi takie, bezmyślne, konformistyczne, traktowanie dewiacji, zboczeń, chorób psychicznych, naśladownictwa-bezmyślności...  

Podobnie - lekceważenie, „tolerowanie”, propagowanie, bezmyślność, naśladownictwo - rozpleniła się plaga alkoholizmu, nikotynizmu, narkomanii. A w przyszłości należy się spodziewać gadżetoimplantomanii (w celu polepszenia, zwiększenia pamięci, posiadania w sobie telefonu, odtwarzacza muzycznego, komputera itp.) (dojdzie z tego powodu do zmian genetycznych, podobnie jak dochodzi teraz pod wpływem tzw. leków – b. silnie oddziałujących z organizmem środków).

 

CELEM SEKSU - Z ZAŁOŻENIA EWOLUCJI - NIE JEST TYLKO PRZYJEMNOŚĆ SAMA W SOBIE (BO TO BYŁOBY KATASTROFĄ (...))

Napięcie - b. silna potrzeba zaspokojenia seksu - i przyjemność, orgazm z tym związane natura nie wymyśliła bez powodu (tylko dla, w tym dowolnej, związanej z tym zabawy, eksperymentowania) – są zachętą; to mechanizmy mające na celu zachowanie gatunku – i taki seks jest naturalny-normalny, pełnowartościowy – zgodny z planem, celem natury, czyli naturalny. Istnieje też oczywiście normalny, acz „niepełnowartościowy” z biologicznego punktu widzenia, seks nieprokreacyjny – wyładowujący tylko napięcie seksualne, relaksujący, dający satysfakcję, poczucie szczęścia, pogłębiający i utrzymujący więź, spełniający funkcje biostymulujące, lecznicze, motywujący do dbania o siebie.

Są też sytuacje gdy seks partnerski jest niedopuszczalny, a jedynym możliwym, koniecznym, uzasadnionym jest seks zastępczy czyli masturbacja (w tym z użyciem np. gadżetów), np. w przypadku zakażonych chorobami zakaźnymi. Nikt też nie broni seksu homoseksualnego. Z tym iż niedopuszczalne jest traktowanie innych rodzajów seksu poza opisanym na początku jako równorzędnych i nachalne sprzyjanie im. Chodzi też o nazewnictwo np. sugerujące równorzędność form związków (na przywileje trzeba sobie zapracować).

PS

Ja nie tylko nie mam potomków, ale nawet ich nie planuję. Mało tego nie uprawiam seksu partnerskiego (tylko raz na klika lat) z uwagi iż jego warunkiem - ze strony płci przeciwnej - jest spełnianie nierealnych dla mnie wymogów: wspólne spędzanie czasu (na co nie mam ani ochoty ani czasu), kłapanie dziobem – ogłupianie się, tracenie czasu, frustrowanie itp. Potencjalne partnerki nie chcą też zrobić badań na ew. obecność choroby zakaźnej. Tak więc mimo usilnych, wielokrotnych i wieloletnich starań (przy okazji: proszę o kontakt potencjalną partnerkę) nie mam wyjścia... Ale nie domagam się np. prawa do adopcji, nazywania mojego „związku”... małżeństwem, traktowania tego sposobu zaspokajania jako równorzędny partnerskiemu, eksponowania, propagowania, mojego postępowania itp. – bo mój, dość powszechny NIESTETY (...), sposób zaspokajania seksu jest nienaturalny-marginalny.

I jeszcze jeden przykład odnośnie natury. Celem odczuwania głodu nie jest tylko jego stłumienie jako takiego, tylko dostarczenie organizmowi pełnowartościowych składników; zapobiegnięcie chorobom, śmierci. I tutaj też wyróżniamy pełnowartościową żywność, pełnowartościowe odżywianie się – czyli dostarczanie wszystkiego co potrzebuje organizm, oraz niepełnowartościowe odżywianie się – wyniszczanie organizmu, w tym z skrajnymi przypadkami (chyba nie muszę pisać co należy, a czego nie należy propagować).  

Na zakończenie. 

Wszystko co robimy wpływa na naszą psychikę, geny – ewolucję. Więc sposób odżywiania się, zaspokajania seksu również. Jeśli pozwolimy na masowe marginalne zachowania, to osiągniemy odpowiednie tego efekty...!!

 

 

„FORUM” nr 38, 25.09.2005 r.: „THE SPECTATOR” 20.08.2005 r.

W IMIĘ POSTĘPU

(...) Podobnie, gdy „dobrowolne stosunki homoseksualne między dorosłymi” stały się legalne, debaty podczas uchwalania stosownego prawa w parlamencie były przetykane solennymi zapewnieniami, że społeczeństwo „będzie nadal potępiało takie ohydne i niesmaczne czyny”. Było to łgarstwo na wielką skalę. Żaden z nas nie dostrzegł wówczas, że dekryminalizacja homoseksualizmu natychmiast doprowadzi do utworzenia chyba najsilniejszego lobby w naszym kraju. I będzie ono naciskać na dalsze głębokie zmiany społeczne korzystne dla aktywnych oraz początkujących homoseksualistów. Tudzież na reformy obejmujące obniżenia granicy wieku dla dobrowolnych legalnych stosunków seksualnych. Wynaleziono pojęcie „homofobii”, a potężne lobby dąży do uczynienia z niej karalnego przestępstwa. Co więcej, zamierza ono uczynić z gejów (w trakcie tamtej debaty w parlamencie starannie unikano tego słowa) beneficjentów „pozytywnej dyskryminacji”. (...)

Paul Johnson

 

 

 

 


4. RACJONALIZM A OBECNE SPOSOBY MYŚLENIA, POSTĘPOWANIA, RZĄDZENIA

 

Ø      Każdy model życia niesie za sobą określone konsekwencje – plusy i minusy.

W życiu trzeba iść na rozsądne kompromisy – więc prawa/przywileje muszą mieścić się w tych ramach (a nie wynikać np. z napastliwości). Efektem propagandy jest takie zmanipulowanie jej poddanych by zwątpili w własne możliwości oceny i pod wpływem presji, większości, jej ulegli; wykorzystuje się tu efekt kodowania, instynkt stadny – gdzie ten, kto może i krzyczy najgłośniej ma rację...; nie podatnych na manipulację się zastrasza (wywiera presję), a brak reakcji z ich strony umacnia przekonanie pozostałych iż postępują słusznie... 

 

 

Ø      Aborcji [kolejnemu wiatrakowi (...)], jak i innym tragediom, należy zapobiegać! [realizując moje postulaty], a nie - nieskutecznymi - karami, kumulować tragedie!

 

 

Ø      Ciągle epatuje się emocjonalnym argumentem, że jeżeli większość czegoś chce, to trzeba się tej większości podporządkować. A ja się pytam: po pierwsze: Jaka większość – ludzi mądrych, kompetentnych, myślących racjonalnie, których jest b. mało?...; po drugie: Czy gdy posłuchamy tamtej... większości to wyjdzie to dla niej i innych z korzyścią?...

PS

Proszę sobie wyobrazić taką sytuację, iż na budowie decyzje podejmuje nie główny inżynier z kierownikiem, tylko na podstawie głosowania robotnicy...; albo nie lekarze w szpitalu, tylko pacjenci...; czy w samolocie, bądź na statku, pasażerowie zamiast kapitana... – itp.! W interesie robotników, pacjentów, pasażerów (i wielu innych grup społeczeństwa)(- wyborców -) jest by tak nie było.

Czy wszystko, pełna wolność..., co się robi dobrowolnie jest dobre (np. skażanie środowiska, trucie siebie (powodując ogromne wydatki na lecznictwo, renty), wyczerpywanie surowców, wybieranie (przez osoby o bardzo niskim poziomie wiedzy, świadomości) osób niekompetentnych do pełnienia ważnych funkcji)... Czy wszystko to, czego się zabrania, ograniczanie swobody, jest złe (...)...

Są różne destrukcyjne, utopijne dyktatury, np. głupiej większości, religijne, pazernych, bezwzględnych egoistów, nikczemników itp., ale jeszcze nigdy niebyło dyktatury rozsądnych, konstruktywnych - racjonalnych - ludzi – czyli KONSTRUKTYWNEJ. Może warto chociaż raz spróbować?

Kolejne wyjaśnienia dlaczego DYKTATURA.

Otóż efekty PRÓB wyjaśnienia motywów działań będą niewspółmierne do przedsięwziętych w tym celu środków (w tym przeznaczonego na to czasu, a wiele działań powinno być podjętych co najmniej kilka pokoleń wstecz). Dodajmy do tego broniących swe egoistyczne, krótkowzroczne interesy potężne korporacje, organizacje polityczne z karierowiczami, i inne grupy biznesu, interesów, ich indywidualne, oraz osobiste interesy. Więc jakie szanse w takich warunkach ma konstruktywna, dalekowzroczna działalność widzimy na co dzień...

 

 

Ø       Czy kompromis jest zawsze złotym rozwiązaniem?

Czy gdy buduje się np. wieżowiec można pójść na kompromis i użyć materiałów o średniej jakości, fundamenty i ściany zrobić o połowę cieńsze (bo zawsze to lepiej niż najgorszej jakości i zupełnie cienkie)...; czy pacjenta można wyleczyć w połowie (np. wycinając tylko połowę zaatakowanej tkanki), bo to zawsze lepiej niż w ogóle...; czy politycy mogą być w 50% uczciwi (zawsze to lepiej niż w 100% nieuczciwi)...; czy policjanci, sędziowie dobrze zrobią biorąc łapówkę tylko od co drugiego przestępcy...; czy gdy informacje z środków przekazu będą tylko w połowie rzetelne, to będą dobrze spełniać swoją misję...; czy gdy w gospodarce będziemy działać w 50% rozsądnie, to będzie dobrze...; czy gdy ograniczymy tylko w części destrukcyjny wpływ organizacji religijnych na społeczeństwo, to będzie ono uchronione...; czy gdy będziemy słuchać raz mądrych a raz głupich ludzi to będzie korzystnie (np. do parlamentu wprowadzimy połowę głupców i połowę mądrych ludzi)... Albo inaczej: To tak jakby ktoś najpierw uderzył a potem pogłaskał, opluł a następnie umył i wytarł, nawyzywał a następnie powiedział miłe rzeczy, dodał np. soli do zupy a następnie np. cukru... Itp., itd. Proszę się zastanowić...

PS

Dyskusje, debaty powinny służyć rozwiązywaniu problemów, a nie ich tworzeniu; nie powinny być bezproduktywną wymianą emocjonalnego bełkotu, a więc stratą czasu, zdrowia, intelektu i inwencji.

 

 

Ø      ILU KONFLIKTOM I WOJNOM; NĘDZY, GŁODOWI A W EFEKCIE PRZESTĘPCZOŚCI (w tym produkcji i sprzedaży narkotyków – narkomanii) ZAPOBIEGŁYBY PIENIĄDZE PRZEZNACZANE NA ZBROJENIA, WOJNY, ORGANIZACJE RELIGIJNE!!...

By zakończyć absurd zbrojeń i wojen trzeba usunąć przyczyny ich istnienia, a więc: zatruwanie umysłów religijnymi, ustrojowymi, socjalnymi, narodowościowymi (etnicznymi) utopiami – jest niedopuszczalne by osoby fanatyczne, posiadające zatrute umysły mogły destrukcyjnie oddziaływać na innych!; rabunkową eksploatację i bezmyślne trwonienie surowców – co sprzyja nie tylko konfliktom i wojnom o nie, ale też powoduje skażenia środowiska, a więc choroby i ogromne wydatki; nadmierny przyrost ludzkości, w tym utrzymywanie, wegetację, osób nieproduktywnych, szkodliwych co również generuje niepotrzebne wydatki i inne problemy, w tym zajmowanie coraz większej przestrzeni – niszczenie, zagładę przyrody!! Trzeba więc zacząć postępować racjonalnie. Jeśli umożliwi się to odpowiedniej grupie i przeprowadzi uświadamiającą edukację społeczeństw by zaczęły składać się z pełni świadomych jednostek – ludzkość przestanie myśleć stadnie, być manipulowana, ogłupiana – wykorzystywana i zacznie racjonalnie w tym perspektywicznie.

Jeśli więc to osiągniemy to skończy się również podział ludzkości na tzw. wierzących oraz niewierzących i ich podgrupy, podobnie pod względem narodowościowym. A będzie racjonalny podział na pożytecznych i zbędnych, szkodliwych i analogicznie taka ocena działań. Nie będzie więc np. tak, iż ludzie głupi, źli, szkodliwi będą uchodzili, i tak traktowani, jako pożyteczni, dobrzy, bo są, deklaratywnie, czy rzeczywiście, religijni i analogicznie działania absurdalne, szkodliwe, złe nie będą uchodzić za dobre, słuszne bo inspirowane np. religią. Będzie to więc mobilizowało konstruktywnie – do bycia RZECZYWIŚCIE pożytecznym. Zniknie więc nie tylko większość problemów, ale i możliwość ich powstawania.

Lub inaczej: Obecnie miliony ludzi cierpi, choruje, umiera z powodu głodu, skażenia środowiska, przepracowania, wojen; dochodzi do zagłady przyrody, życia po to by miliony innych - za miliardy pieniędzy - mogły wegetować, pobierać pokarm, wydalać produkty przemiany materii, być szprycowane tzw. lekami itp. – cierpieć jako nieuleczalnie chorzy, zniedołężniali; narkomanii w nie rokującym nadziei stadium itp...!! Podobnie ma się sytuacja z religijnym zatruwaniem ludzi – na jednej szali są nieszczęścia milionów tego ofiar, a na drugiej dobrobyt i bezkarność do tego się przyczyniających!!     

PS

Najskuteczniejszym sposobem na zmniejszenie przestępczości, o podłożu materialnym, to oczywiście jej zapobieganie m.in. poprzez zapewnienie samowystarczalności (pracy z godziwymi warunkami, w tym zarobkami), środków finansowych i zaspokojenie, umożliwienie zaspokojenia innych elementarnych potrzeb, czyli POWSZECHNY, OGÓLNODOSTĘPNY dobrobyt.

 

Gdy widzę broń, to myślę, iż to straszne, że ludzie muszą używać takich rzeczy do konfrontacji (w tym obrony przed sobą)!

 

„FAKTY I MITY” nr 4, 24.01.2003 r.:

(...) Oblicza się jednak, że w krótkim czasie swego istnienia Stany Zjednoczone od 1776 r., jako niepodległe państwo, przeprowadziły ponad 400 wielkich akcji militarnych i blisko 6000 „zakamuflowanych” interwencji w ponad 100 krajach. Tylko od czasu drugiej wojny światowej, USA zbombardowały aż 19 krajów, w tym tak małe i biedne jak Gwatemala i Grenada, żeby nie wspomnieć o zmasakrowaniu Wietnamu, Iraku czy ostatnio Afganistanu. Nikt też nie wie – i chyba nigdy nie będzie dokładnie wiedział – ile milionów ludzi straciło życie w wyniku zbrojnych interwencji USA. W Kambodży lotnictwo amerykańskie zrzuciło na ten biedny kraj ponad pół miliona ton bomb. Zginęło około 600 tys. ludzi. W Laosie, pół miliona. Na Filipinach, ćwierć miliona. W wojnie koreańskiej – milion. W Wietnamie – największym horrorze made in USA – Amerykanie zabili prawdopodobnie ponad 2 miliony Wietnamczyków (z tego połowa to cywile).

W tych okrutnych akcjach, w szaleństwie dominacji i kontroli nad światem ginęli również Amerykanie. W wojnie w Wietnamie, zginęło prawie 60 tys. żołnierzy amerykańskich. W wojnie z Irakiem o Kuwejt, którą

zachwycały się amerykańskie media, zginęło ponoć tylko 760 Amerykanów, a straty irackie sięgały prawdopodobnie ponad dwieście tysięcy żołnierzy i cywilów. Ale nie mówi się o tym, że na skutek zetknięcia się z radioaktywnym pyłem uranowym, dotychczas zmarło około 8000 amerykańskich weteranów wojny „Pustynna burza” i aż 200 tys. ubiega się o odszkodowanie z powodu inwalidztwa. (...)

Kazimerz Dziamka

 

 

Ø       PRAWO TRZEBA PODZIELIĆ NA DWIE KATEGORIE, NA: NADRZĘDNE – SPRZYJAJĄCE, CHRONIĄCE NAJWYŻSZE WARTOŚCI - INTERES NADRZĘDNY SPOŁECZEŃSTWA, LUDZKOŚCI, ISTOT ŻYWYCH – JAK ŻYCIE, ZDROWIE PSYCHICZNE, FIZYCZNE, INTELEKT; I PODRZĘDNE – JAK PRAWO DO REALIZACJI SWOICH MARGINALNYCH, ASPOŁECZNYCH, ANORMALNYCH POTRZEB, DEWIACJI, np. prawo do trucia się nikotyną, narkotykami, alkoholem, niezdrową żywnością (– do eksponowania takiego postępowania), oraz do bezpośredniego szkodzenia innym (w tym zachowywania się w sposób irytujący, szkodliwy dla innych, np. przez osoby chore psychicznie, psychopatyczne, debilne, egoistyczne, bezmyślne).

Jeśli zezwoli się na to, by ludzie robili to, co im się podoba, to będzie anarchia, dzicz, a nie demokracja – szerokie pole do działania dla psychopatów, debilów, nikczemników, egoistów, zboczeńców, chorych psychicznie, bandytów, innych kreatur itp.! Każdy powinien mieć prawo do robienia tego, czego pragnie, ale tak, BY INNI NIE PONOSILI TEGO NIECHCIANYCH KONSEKWENCJI! Więc wolność polega też na ochronie przed nimi – od nich.

 

TO, CO ROBIĄ INNI, WIĘKSZOŚĆ, JEST NIEZABRONIONE JEST SŁUSZNE...

Psychopaci, debile; kanalie, skurwysyny (nikotynowcy, ciamkacze i strzelacze gumą do żucia, używający w sposób uciążliwy słuchawek, gwizdacze, nawoływacze do kupna, psiarze, przymuszający do słuchania przekazu z radia, telewizora, odbioru reklam, itp.) mają proste wytłumaczenie swojego postępowania (trucia ludzi, eksponowania nikotynizmu, zarażania nałogami, okaleczania psychicznego, wypaczania umysłów, demoralizowania, przyczyniania się do stresów, chorób, problemów): inni też tak postępują...

Więc na to zezwalanie, czynienie precedensu, równa się tego propagowaniu, rozpowszechnianiu, w tym zakresu, skali takiego postępowania (przenosi się to i na inne działania); demoralizacji, anarchii; degeneracji, destrukcji. Staje się to niepisanym prawem (czymś słusznym, usprawiedliwionym)(nie tylko nie dbanie o swoje, innych zdrowie, ale szkodzenie staje się normą, czymś normalnym, prawidłowym). A prawo do nie ponoszenia skutków czyjegoś postępowania, dobrego samopoczucia, zdrowia, wolności od nałogów, działania w czyimś, wspólnym, interesie (nikt się nad tym nie zastanawia, bo nie ma powodu) – czymś niezrozumiałym, głupim, absurdalnym.

 

 

Ø      CZY MOŻNA NAZYWAĆ NORMALNYM, WOLNYM, KRAJ, W KTÓRYM OGŁUPIA SIĘ, TORTURUJE, W TYM INTELIGENTNYCH, WRAŻLIWYCH WARTOŚCIOWYCH, NAJWARTOŚCIOWSZYCH LUDZI, ZMUSZAJĄC ICH DO ODBIORU/, CZY PODCZAS ODBIORU, RADIA, TELEWIZJI, ROBIENIA ZAKUPÓW - ZATRUWAJĄCYCH UMYSŁY BREDNI - WYPŁOCIN REKLAMOWYCH I RELIGIJNYCH??!!...

W żadnym normalnym państwie nie ma mowy o religijnym, pseudomedycznym, reklamowym i jakimkolwiek innym szkodzeniu! Od kiedy to niedoinformowanie, w tym unikanie wiarygodnych źródeł informacji, nie przyjmowanie ich do wiadomości, słuchanie bzdur, kłamstw, wymysłów i bredni; serwujących je oszustów; podporządkowywanie się ogłupiającym, wyzyskującym, pogrążającym org. religijnym, bezmyślne uleganie instynktowi stadnemu i wynikła stąd religijność zasługuje na szacunek?! Tylko w chorym, wyznaniowym państwie – opanowanym przez org. religijną! Od kiedy wmuszanie odbioru wypłocin reklamowych jest objawem prawidłowego funkcjonowania m.in. śr. przekazu?! Od kiedy zezwalanie na szkodzenie ludziom pseudomedycyną  jest objawem zdrowej swobody działalności gospodarczej i jest korzystne (w tym dla gospodarki)?!

 

„WPROST’ nr 8, 26.02.2006 r.: Przeciętny Amerykanin styka się z około 3 tys. przekazów reklamowych dziennie, a mieszkaniec Unii Europejskiej z około 2 tys.

 

 

Ø      Najsilniejszym instynktem jest instynkt stadny i wynikłe stąd naśladownictwo (czy nikotynizm, alkoholizm, narkomania; faszyzm, komunizm, katolicyzm były/są atrakcyjne...). Bo przełamuje on nawet instynkt ochrony swojego zdrowia, życia na przykładzie chociażby nikotynizmu, alkoholizmu, narkomanii; jest silniejszy od zdroworozsądkowego myślenia, postępowania – również na przykładzie religijności. Czyli osoby mu ulegające postępują nawet wbrew własnemu interesowi!

 

 

 

 

PRAWO KATZA: LUDZIE I NARODY BĘDĄ DZIAŁAĆ RACJONALNIE WTEDY I TYLKO WTEDY, GDY WYCZERPIĄ JUŻ WSZYSTKIE INNE MOŻLIWOŚCI...

 

 www.wolnyswiat.pl   WBREW ZŁU!!! 

PISMO NIEZALEŻNE – WOLNE OD WPŁYWÓW JAKICHKOLWIEK ORGANIZACJI RELIGIJNYCH, PARTII, UGRUPOWAŃ I STOWARZYSZEŃ ORAZ WYPŁOCIN REKLAMOWYCH. WSKAZUJE PROBLEMY GOSPODARCZE, POLITYCZNE, PRAWNE, SPOŁECZNE I PROPOZYCJE SPOSOBÓW ICH ROZWIĄZANIA (RACJONALNE MYŚLI, ANALIZY, WNIOSKI, POMYSŁY, POSTULATY, I ICH ARGUMENTACJA, CAŁE I FRAGMENTY ROZSĄDNYCH, INTERESUJĄCYCH MATERIAŁÓW Z PRASY I INTERNETU)

 

OSOBY CHCĄCE WESPRZEĆ MOJE PISMO, DZIAŁANIA PROSZĘ O WPŁATY NA KONTO:

Piotr Kołodyński

Skr. 904, 00-950 W-wa 1

BANK PEKAO SA II O. WARSZAWA

Nr rachunku: 74 1240 1024 1111 0010 0521 0478

Przy wpłatach do 800 PLN należy podać: imię i nazwisko, adres, nr PESEL oraz tytuł wpłaty (darowizna na pismo „Wolny Świat”). Wpłat powyżej 800 PLN można dokonać tylko z konta bankowego lub kartą płatniczą.

ILE ZOSTAŁO WPŁACONE BĘDĘ PRZEDSTAWIAŁ CO 3 MIESIĄCE NA PODSTAWIE WYDRUKU BANKOWEGO (na życzenie, przy wpłacie od 100 zł, będę podawał jej wielkość oraz wskazane dane wpłacających).

Stan wpłat od 2000 r. do dnia 14.01.2012 r.: 100 zł.

 

 

16. KANDYDAT NA PREZYDENTA

 http://www.wolnyswiat.pl/16h3.html

 

17. ELEKTRONICZNE ZBIERANIE PODPISÓW (pod

inicjatywami ustawodawczymi, moją kandydaturą na prezydenta)

 http://www.wolnyswiat.pl/17.php

 

21. WPŁATY I WYDATKI

 http://www.wolnyswiat.pl/forum/viewtopic.php?t=113

 

22. MOJA KSIĄŻKA

 http://www.wolnyswiat.pl/forum/viewtopic.php?t=73&sid=cdb9fbd2edd5f9499d890fd4e6a2cfa9

 http://www.wolnyswiat.pl/22.html