EKONOMIA/FINANSE

admin
Site Admin
Posty: 3303
Rejestracja: czw sie 30, 2007 11:44 am

Postautor: admin » wt lis 01, 2011 1:29 pm

www.nowyekran.pl / http://realnieoekonomii.nowyekran.pl/po ... o-myslenia Realnie o Ekonomii | 31.10.2011 23:10
ANEGDOTA DAJĄCA DO MYŚLENIA
Chodzi w internecie anegdota o „zwykłym dniu Polaka”. Można by powiedzieć: mądrzejsza od sążnistych dywagacji niejednego publicysty…

ZWYKŁY DZIEŃ POLAKA
Wstaje rano, włącza japońskie radyjko, zakłada amerykańskie spodnie,
wietnamski podkoszulek i chińskie tenisówki, po czym z holenderskiej
lodówki wyciąga niemieckie piwo.

Siada przed koreańskim komputerem i w amerykańskim banku zleca
internetowe zakupy w Anglii, po czym wsiada do czeskiego samochodu i
jedzie do francuskiego hipermarketu na zakupy.

Po uzupełnieniu żarcia o hiszpańskie owoce, belgijski ser i greckie wino
wraca do domu. Gotuje na rosyjskim gazie.

Na koniec siada na włoskiej kanapie i......
szuka pracy w (polskiej?) gazecie - znowu nie ma!

I zastanawia się: "Dlaczego k... w Polsce nie ma pracy?"


Tak, mądrzejsza, bo w tych dziesięciu wierszach mamy kwintesencję podstawowej słabości naszej gospodarki: już prawie nic polskiego nie ma w sklepach, a jeśli są polskie produkty, to firmy je wytwarzające - polskie już nie są.
Powinniśmy wszyscy wyciągać oczywiste wnioski z faktu, że istotą funkcjonowania gospodarki jest wytwarzanie, zarabianie i wydawanie zarobionych pieniędzy. Jeśli wydajemy na produkty wytwarzane w naszym własnym kraju, to nasz pieniądz staje się dochodem robotników, inżynierów, personelu administracyjnego i właścicieli firm, a ich zysk pozostaje w kraju – w każdym razie jest na to duża szansa.
Jeśli kupujemy produkty wytwarzane za granicą, to dajemy pracę zagranicznym robotnikom, inżynierom itd.
Jeśli kupujemy produkty wytwarzane w Polsce, ale w przedsiębiorstwach, które polskie już nie są, to dajemy, co prawda, pracę polskim robotnikom, trochę polskim inżynierom i menedżerom niższego szczebla. Jednakże, jeśli chodzi o menadżerów wyższych szczebli i większość kadry inżynierskiej, tej od pracy koncepcyjnej, to raczej są to ludzie z kraju właścicieli firmy. No i, oczywiście, zysk przypada właścicielom - którzy transferują go do swego kraju macierzystego - w ostatnich latach jest to około 50 mld zł rocznie, w przybliżeniu 3,5% naszego produktu krajowego brutto (PKB) – więcej niż dopuszczalny unijnymi wymaganiami limit deficytu budżetu państwa.
Ktoś powie, a co tam, ważne, że ludzie mają pracę. No, mają, tę pracę podstawową, ale nie dziwcie się, drogi panie, droga pani, się, że wasz syn czy córka po skończeniu studiów politechnicznych mają kłopoty ze znalezieniem pracy – oni mogą być bohaterami tej anegdoty.
Bo powinniśmy się martwić, że w Polsce nie ma już praktycznie żadnego rodzimego przemysłu, a to, co jest to wiadomo…
Oczywiście, można mieć przemysł zbudowany przez obcy kapitał, ale jest się wtedy tylko tanim wykonawcą, bo kapitał przyjdzie tylko tam, gdzie ma owszem, wykwalifikowaną i najważniejsze - tanią siłę roboczą.
Ale brak własnej produkcji, tworzenie produktu krajowego głównie w obszarze usług (niektórym wydaje się, że gospodarka to właściwie tylko usługi finansowe, że one są najważniejsze), a przy tym niski poziom dochodów ludności - to niski poziom dochodów budżetu i w efekcie słabe państwo. To też ciągłe zagrożenie inflacją, bo jakakolwiek próba zwiększenia wynagrodzeń spowoduje wzrost cen - taka gospodarka nie będzie w stanie zareagować zwiększeniem podaży w odpowiedzi na znaczniejszy wzrost popytu – zaspokojony on może być głównie importem.
Od ludzi można wymagać patriotyzmu ekonomicznego, ale czy wypada? Ludzie kupią rodzime produkty, ale po pierwsze wtedy, gdy one w ogóle są. A po drugie, jeśli nie są droższe od produktów importowanych – trudno od ludzi ledwo wiążących koniec z końcem wymagać, by z pobudek patriotycznych kupowali krajowe produkty, sokoro swe potrzeby mogą zaspokoić tańszymi produktami importowanymi.
A warto dodać, że ważnym dla gospodarki regulatorem relacji cen dóbr importowanych do cen dóbr eksportowanych jest kurs walutowy.
Ale powiedzmy sobie, kto przede wszystkim powinien być patriotą ekonomicznym? Uważam, że patriotami ekonomicznymi powinni być przede wszystkim politycy odpowiedzialni za kształt polityki gospodarczej kraju. Ci, którzy decydują o polityce prywatyzacyjnej, finansowej, budżetowej itd. Decyzje pojedynczych zwykłych ludzi „roztapiają się” w ogólnym statystycznym efekcie, jaki dają reakcje wielkich zbiorowości. Natomiast decyzje polityków – czasem pojedyncze, nieliczne – mają brzemienne skutki dla całości gospodarki.
I nasi rodacy muszą zacząć realnie patrzeć na ekonomiczne skutki decyzji podejmowanych przez polityków, muszą ich oceniać samodzielnie, nie dając się omamić PR-owskim sztuczkom samych polityków i usłużnych im mediów.
I jeśli w swych politycznych decyzjach – decyzjach wyborczych – nie będą brali tych kwestii pod uwagę, to jeśli stwierdzą, że są biedni i trudno o pracę, no to ... mogą mieć tylko do siebie pretensje.

Jerzy Żyżyński

admin
Site Admin
Posty: 3303
Rejestracja: czw sie 30, 2007 11:44 am

Postautor: admin » czw lis 03, 2011 10:21 pm

www.nowyekran.pl / http://romanzaleski.nowyekran.pl/post/3 ... osly-rosly | 03.11.2011 20:11
A DŁUGI ROSŁY, ROSŁY
Oczywiście, nadal uprawiamy samooszukiwanie się sukcesami gospodarki, nie odejmując od przyrostu produktu krajowego przyrostu długu publicznego

Profesor Wacław Wilczyński bił na alarm w sprawie polskiego długu od lat. W czasie rządów SLD, PiS i PO. Zmarł w 2008 roku. W swoich felietonach dla Wprost łajał za nie polską klasę polityczną. Nasz dług uważał za największą porażkę ekonomiczną całego okresu III RP.
Wybrane przeze mnie fragmenty powinny być o tyle ciekawe, że dotyczą czasu z przed ładnych kilku lat, a pisane są w tonie alarmistycznym, w sytuacji o niebo lepszej niż obecna.

2003
„Polski dług publiczny wynosi już prawie 400 mld zł, czyli - jak kto woli - ponad 90 mld USD, i wszystko wskazuje na to, ze będzie nadal rósł. Nieuczciwością jest w tej sytuacji pocieszanie opinii publicznej, że ten dług nie osiągnął jeszcze 50% produktu krajowego brutto, że daleko mu jeszcze do granicznych 60 proc. Istotne jest bowiem, po pierwsze – rosnące tempo wzrostu tego długu w ostatnich latach, po drugie nieproporcjonalnie wysokie koszty jego obsługi, po trzecie brak jasnej koncepcji przełamania dotychczasowego trendu. A odsetek i rat płacimy już 27 mld rocznie.
Istotne jest to, że deficyt budżetowy przekracza już 5% PKB i nie wynika to bynajmniej z wydatków wspomagających gospodarkę, lecz wręcz przeciwnie – z wydatków pogrążających ją w marazmie i nieróbstwie.
„Chowającym głowy w piasek” kolejnym rządom, tym „dobrym wujkom” zaczyna brakować cukierków. Piszę o rządach, które bojąc się społeczeństwa, traktują je podmiotowo, nie jak społeczeństwo obywatelskie, któremu mówi się prawdę, o tym gdzie jesteśmy, na co nas stać, co trzeba zrobić żeby państwo nie zbankrutowało. Bo teraz „żyjemy ponad stan”, na koszt przyszłych pokoleń.

2004
„Dług publiczny wzrósł w latach 1992 – 2004 o 270 mld zł (czyli o 70 mld USD). Za często nasi dobroczyńcy zapominają, że obsługa tego długu (raty i odsetki wymaga corocznego haraczu dla wierzycieli w wysokości 25 mld zł”. „Tegorocznemu przyrostowi polskiego produktu krajowego będzie towarzyszyć przyrost długu publicznego o podobną jeśli nie większa kwotę. To tak jakby wzrostu gospodarczego w ogóle nie było”.

2005
Profesor Wacław Wilczyński krytykował w 2005 roku nawet PiS za zbytnie zadłużenie. Pisał wtedy ”zapowiedź ograniczenia deficytu do 30 mld brzmi gołosłownie. Nie wspomina się o tym, że jest to deficyt wysoki, powiększający, a nie zmniejszający, dług publiczny. Czyżbyśmy ciągle nie zdawali sobie sprawy z tego, że przyrost długu publicznego obniża przyrost produktu krajowego. Wygląda na to, że wielu polityków ciągle nie rozumie, ze przy wzroście PKB o 4% i wzroście długu publicznego o 3%, realny przyrost produktu krajowego w ciągu roku wynosi 1%. A u nas same tylko koszty obsługi długu wynoszą 3% PKB. „Kontynuacja dotychczasowej polityki państwa nie może się nie odbić negatywnie na polskim pieniądzu, chlubie naszej transformacji.”
„Nasi wierzyciele obserwują nie tylko wielkość długu, ale przede wszystkim nasze podejście do tego problemu, działania zmierzające do jego zmniejszenia.”
Narzekając, że klasa polityczna i media traktują temat długu „marginalnie. Jakby nic nam nie groziło, jakby nie wisiał nad nami miecz Damoklesa”. „Tymczasem zadanie ograniczenia degrengolady finansów publicznych jest zadaniem pierwszoplanowym i nieodraczalnym”. „Nasza gospodarka to nadmuchany długiem balon, który łatwo przekłuć. Nie wolno do tego dopuścić”.
„Niebezpieczeństwo tkwi w niezdolności polskiej klasy politycznej do radykalnego obniżenia polskiego deficytu budżetowego do wymaganych 3 % PKB. Oznacza to groźbę przekroczenia przez dług publiczny granicy 60% PKB i uruchomienia bolesnych sankcji. O ile przekraczający 100% PKB dług Belgii czy Włoch będzie tolerowany”, to wobec Polski raczej nie będzie „taryfy ulgowej”.

2006
„Nie stać nas na kontynuowanie dotychczasowej gospodarki, czy raczej antygospodarki budżetowej. Dobroczyńcy ci wpędzają państwo w coraz większe długi. Kto by się tam w rządzącym obozie martwił tym, że roczne koszty obsługi naszego długu wynoszą 28 mld zł, że przez to nie ma i nie będzie pieniędzy na rzeczywiście pilne wydatki, że nasz dług publiczny zbliża się do pół biliona zł”. „Czy prominenci IV RP potrafią powiedzieć że zrywamy z populizmem?”

2007
„Po krótkiej terapii radykalnej zwyciężyła idea „trzeciej drogi” i zwrot w kierunku „państwa opiekuńczego”. W rezultacie w latach 1993-2007 dług publiczny wzrósł o ponad 300 miliardów zł. Struktura wydatków budżetowych ma charakter socjalny i nie wspomaga rozwoju gospodarki. Zbyt wysoka stopa redystrybucji obniża stopę inwestycji i utrudnia wzrost zatrudnienia. Nie ulega wątpliwości, że bardziej konsekwentna polityka społeczno-gospodarcza dotychczasowych rządów umożliwiłaby szybsze tempo zmian strukturalnych. Gospodarce polskiej potrzebna jest konsekwentna polityka ustrojowa, zwiększenie zakresu wolności gospodarczej i odejście od sprzecznych z prawami gospodarki rynkowej przywilejów sektora państwowego oraz niektórych grup zawodowych”.
„Wzrost „polskiego produktu krajowego o 50-60 miliardów złotych w ciągu roku bardzo cieszy, ale wielu polityków i dziennikarzy zapomina dodać, że ten przyrost okupiony jest poważnym wzrostem długu publicznego, zadłużenia państwa na około 30 miliardów rocznie. Rzeczywiste tempo wzrostu gospodarki jest więc o połowę słabsze. Corocznie płacone odsetki i raty od tego długu kosztują nas też prawie 30 miliardów rocznie. Polski dług publiczny wzrósł od roku 1993 o ponad 300 miliardów zł”.

2008
„Trwa zresztą składanie obietnic, które mają się całkiem dobrze, dużo lepiej niż finanse publiczne i stopa inflacji. Oczywiście, nadal uprawiamy samooszukiwanie się sukcesami gospodarki, nie odejmując od przyrostu produktu krajowego przyrostu długu publicznego. Cena, którą płacimy za ten smutny teatr, jest wysoka”.

W tym roku dług publiczny wyniósł prawie 600 miliardów.


Pociągnę wyliczenia profesora Wilczyńskiego, w kolejnych latach proporcje się odwróciły. Dług przyrastał o kilkadziesiąt miliardów rocznie szybciej niż wzrost PKB. Nie było żadnej zielonej wyspy, nawet pola ryżowego, tylko zielona głębia oceanu.

2009 dług publiczny - 670 mld, 1,7% wzrost PKB, a deficyt 7,3%, wzrost długu publicznego 72 mld.

2010 dług publiczny - 778, koszt obsługi 38 mld, deficyt finansów publicznych 7,9%, a wzrost PKB 3,8 %.
Czyli praktycznie drugi rok mamy w plecy, a wszyscy się cieszą z „sukcesu”, bo PKB rośnie. Jeszcze kilka lat takich „sukcesów” i nie będzie czego zbierać, jak w Grecji. Kilka lat temu PKB rosło mniej więcej równo z długiem, czyli staliśmy w miejscu, teraz się cofamy. A wzrost długu przyśpiesza.

R. Zaleski - Politolog, półemigrant


http://biznes.onet.pl/gus-deficyt-finan ... news-detal
http://www.pte.pl/345_ekonomista_6_2007.html
http://www.opcjanaprawo.pl/index.php?op ... Itemid=382
http://www.przk.pl/nr/spoleczenstwo_i_k ... kcesu.html
http://www.wprost.pl/ar/122898/2x24-Obs ... platnosci/
Wacław Wilczyński „Polska gospodarka między racjonalnością a demagogią„


Ilustracje do zadłużenia strefy euro
http://www.spiegel.de/fotostrecke/fotos ... 391-4.html

[Nikt nas nie usłyszy, a co dopiero obronnie, konstruktywnie zadziała...
Halo, psychopaci, debile („tylko komunizm/socjalizm/demokracja... zwiększanie PKB... zwiększanie liczby msc pracy... zwiększanie przyrostu naturalnego... PO/PiS... kościół... krzyże... modlenie się... czekanie na nieunikniony [realizowany przez siebie] koniec świata...”) – Uuu! Słyszycie mnie?
Jest jeszcze ktoś inny (zaspokajanie zasadnych potrzeb w jak najefektywniejszy i w jak najmniej szkodliwy sposób... równowaga z środowiskiem, przyrodą/naturą, w tym dostosowując wielkość naszej populacji, wybierając msa do zamieszkiwania, eksploatacji surowców, produkcji do możliwości ekosystemów... prospołeczne, korzystne cechy... intelektualne, zdrowotne, estetyczne doskonalenie naszego gatunku... zapobieganie problemom...)?!. - red.]

admin
Site Admin
Posty: 3303
Rejestracja: czw sie 30, 2007 11:44 am

Postautor: admin » sob lis 05, 2011 2:53 pm

PKB zwiększają także kreowane.../wirtualne, dodrukowywane pieniądze.
W skrajnym przypadku, dany kraj może mieć najwyższy PKB w dziejach świata, mimo nie wyprodukowania ani jednego bochenka chleba, za to dzięki zrobieniu milionów ekskluzywnych (pozłacanych, wysadzanych diamentami) trumien...

admin
Site Admin
Posty: 3303
Rejestracja: czw sie 30, 2007 11:44 am

Postautor: admin » ndz lis 06, 2011 8:30 pm

www.nowyekran.pl / http://aleksanderpinski.nowyekran.pl/po ... -sie-zlota | 06.11.2011 18:11
Wprost Przeciwnie
Aleksander Piński - Szef Działu Ekonomicznego Nowego Ekranu. Dziennikarz z 10-letnim stażem. Były z-ca szefa Działu Biznes "Wprost".

DLACZEGO POLITYCY BOJĄ SIĘ ZŁOTA?
Złoto stoi na drodze politykom do konfiskaty majątku obywateli za pośrednictwem inflacji.


Złoto jest śmiertelnym wrogiem wszystkich polityków. Dlatego, że jest go ograniczona ilość a zatem utrzymuje wartość. To oznacza, że pieniądz oparty na złocie również nie traciłby na wartości.

Zobaczmy jak kształtowała się wartość dolara w czasach kiedy miał on pokrycie w tym kruszcu.

ROK USD

1800 1000 pokrycie z złocie

1820 827 pokrycie w złocie

1840 587 pokrycie w złocie

1860 528 pokrycie w złocie

1880 567 pokrycie z złocie

1900 489 pokrycie w złocie

1920 1173 pokrycie w złocie

1933 760 pokrycie w złocie

1940 822 częściowe odejście od złota

1960 1738 częściowe odejście od złota

1971 2377 częściowe odejście od złota

1980 4846 całkowite odejście od złota

2000 10 096 całkowite odejście od złota

2010 12 653 całkowite odejście od złota


Jak należy czytać tę tabelkę? Na przykład za dobra i usługi, które w 1800 r. trzeba było zapłacić 1000 USD, w 1820 r. kosztowały już tylko 827 USD a w 1840 r. już tylko 587 USD. Czyli po 40 latach pieniądze zyskały na wartości prawie dwukrotnie! I to trzymane nawet w przysłowiowej skarpecie. Gdyby ktoś zdecydował się oddać je do banku, gdzie pożyczano by je na procent, ich wartość byłaby jeszcze wyższa. Ameryka w XIX w. była więc krajem w którym popłacało bycie oszczędnym. W przeciwieństwie do Polski w XXI w. gdzie większość zysków z lokat nie pokrywa nawet inflacji (nie mówiąc już o trzymaniu pieniędzy w domu).

Zwróćmy uwagę, co się stało z wartością pieniądza w momencie, kiedy USA odeszły od standardu złota (częściowo miało to miejsce w 1933 r. a ostatecznie w 1971 r. ). Od 1933 r. do dzisiaj wartość dolara spadła o ponad 90 proc., chociaż przez poprzednie 140 lat trzymał on swoją wartość (długookresowo inflacji nie było). Otóż ma to silny związek z rozwojem państwa opiekuńczego oraz związanym z tym wzrostem podatków (jeszcze na początku XX w. w USA wynosiły tylko kilka procent, obecnie ponad 30 proc.).

Kiedy bowiem zrezygnowano ze standardu złota pieniądze zaczęły silnie tracić na wartości. Ludzie zauważyli, że mimo iż nominalnie zarabiają coraz więcej, to w wcale dużo więcej nie mogą za te pieniądze kupić. I stali się stałą klientelą partii socjalistycznych, które mają pretekst, żeby podnosić podatki i łupić bogatych.

Na braku standardu złota tracą jednak biedni, bo to w ich najbardziej uderza inflacja. Bogaci większość swojego majątku trzymają w nieruchomościach albo akcjach firm, których wartość rośnie wraz z inflacją. Natomiast osobom zatrudnionych na etatach trudno jest bez przerwy wymuszać podwyżki.

Złoto to zatem jedyny prawdziwy pieniądz, bo został wybrany przez wolny rynek. Ludzie go akceptowali i płacili nim z własnej nieprzymuszonej woli. Tymczasem pieniądz papierowy został siłą narzucony przez polityków. Musimy go przyjmować, bo takie jest prawo.

Najlepiej prawdę o złocie wyłożył Alan Greenspan, późniejszy szef amerykańskiego banku centralnego. W 1967 r. w artykule „Złoto i wolność ekonomiczna" pisał: „Złoto stoi na drodze politykom do konfiskaty majątku obywateli za pośrednictwem inflacji. I dlatego tak bardzo się bronią przed pieniądzem opartym na złocie. To ciemny sekret polityków państwa opiekuńczego, które po to, by istnieć, potrzebuje zbyt wiele pieniędzy. Kiedy pieniądz nie jest zabezpieczony złotem, nie ma możliwości uchronienia oszczędności przed ich konfiskatą przez inflację".

admin
Site Admin
Posty: 3303
Rejestracja: czw sie 30, 2007 11:44 am

Postautor: admin » pn lis 07, 2011 4:36 pm

www.nowyekran.pl / http://toczytaelita.nowyekran.pl/post/3 ... h-w-polsce
07.11.2011 11:11
590 - KOD KRESKOWY TOWARÓW WYPRODUKOWANYCH W POLSCE
Wybierając świadomie towary, których kod kreskowy zaczyna się od liczby 590 wspieramy miejsca pracy w Polsce.


W obliczu rosnącego bezrobocia i zapaści ekonomicznej naszej ojczyzny możemy choć trochę pomóc zachować miejsca pracy.

Zdając sobie sprawę, że firma, która produkuje w Polsce nie zawsze musi być firmą polską, a zyski z jej dochodu nie koniecznie zostają w Polsce, możemy jednak wesprzeć jej pracowników, aby nie tracili możliwości zatrudnienia, a zarobione przez nich pieniądze zostawały w naszym kraju. Nie wszystko jeszcze zostało sprzedane. Jest jeszcze trochę polskich firm, płacących podatki w Polsce. Pomagając im, pomagamy sobie.

Towar wyprodukowany w Polsce ma na początku kodu kreskowego liczbę 590. Możemy więc świadomie wybierać. Możemy uświadomić rodzinę, znajomych, a nawet nieznajome osoby napotkane w supermarketach.

Od lat propaganda działająca w interesie międzynarodowych koncernów wmawia nam, że protekcjonizm jest czymś złym. Jednak historia uczy, że ochrona własnych rynków była zawsze jednym z elementów wzrostu ekonomicznego państw narodowych.

Nie rozwijając dalej tego wątku, żeby nie popaść w uproszczenia, zwrócę jednak uwagę, że jesteśmy w stanie wojny. Wojny o dominację gospodarczą. Wojny niewidzialnej, bo niewypowiedzianej, a którą już przegrywamy.

Towary polskie wcale nie muszą być gorsze, niż importowane. Często są wręcz lepsze i tańsze. Niestety są słabo eksponowane w zagranicznych sieciach handlowych i gorzej promowane. Są sieci handlowe, np. Lidl, w którym sprzedaje się jedynie kilka produktów wyprodukowanych w Polsce, a reszta jest z importu. W innym supermarkecie np. spośród kilku producentów papieru toaletowego jest tylko jeden polski.

Maria Kowalska

[Taką ulotkę należy nakleić przy wejściach do sklepów. - red.]

admin
Site Admin
Posty: 3303
Rejestracja: czw sie 30, 2007 11:44 am

Postautor: admin » pt lis 11, 2011 12:09 pm

www.nowyekran.pl / http://aleksanderpinski.nowyekran.pl/po ... -centralne | 10.11.2011 21:11
Wprost Przeciwnie
Aleksander Piński - Szef Działu Ekonomicznego Nowego Ekranu. Dziennikarz z 10-letnim stażem. Były z-ca szefa Działu Biznes "Wprost".

KOMU SŁUŻĄ BANKI CENTRALNE?
Niewygodna prawda o bankach centralnych.

W 1694 r. w Anglii powstał pierwszy bank centralny. Wówczas do króla Wilhelma III Orańskiego zgłosił się szkocki kupiec William Paterson, proponując, że założy bank, który wydrukuje papierowe pieniądze, a następnie pożyczy królowi. Stworzony przez Patersona Bank Anglii wydrukował banknoty o nominalnej wartości 760 tys. funtów, ale tylko 36 tys. funtów miało pokrycie w złocie. Król wydał je na armię i trafiły one do jego poddanych. Wówczas zorientowali się oni, że pieniędzy w obiegu jest podejrzanie dużo. Zaniepokojeni ruszyli wymieniać banknoty na złoto.

Teoretycznie Bank Anglii powinien wówczas ogłosić bankructwo. Źródło „darmowego" pieniądza spodobało się jednak królowi, który ogłosił, że bank ten może zawiesić wymienialność pieniędzy na złoto i nadal funkcjonować. Pomysł szybko podchwyciły inne europejskie monarchie.

Stany Zjednoczone były ostatnim liczącym się państwem, w którym powstał bank centralny. Amerykanie zdawali sobie sprawę, że to instytucja służąca przede wszystkim politykom. Ci jednak zyskali w walce o utworzenie banku centralnego cennego sojusznika. Było to lobby bankowe. W XIX w. w USA dwie najsilniejsze grupy bankowe skupione były wokół rodzin Morganów i Rockefellerów. Na czele bankowych klanów stali John Pierpont Morgan (zmarł w 1913 r.) i John Davison Rockefeller (zmarł w 1937 r.). Rywalizowali z sobą bezwzględnie, jednocząc siły tylko raz – dla utworzenia banku centralnego. Uznali bowiem, że będzie to maszynka do robienia tak dużych pieniędzy, że wystarczy ich dla wszystkich.

W jaki sposób Rockefellerowie i Morganowie chcieli zarobić na utworzeniu banku centralnego? Przez większą część XIX wieku w USA istniała tzw. wolna bankowość. Każdy bank emitował własne banknoty na podstawie rezerw złota, które miał. Im więcej banknotów emitował w stosunku do posiadanych rezerw, tym większe było prawdopodobieństwo, że w wypadku szturmu klientów bank będzie musiał ogłosić bankructwo. Był to naturalny mechanizm odstraszający od drukowania zbyt dużej ilości papierowego pieniądza (dlatego wówczas w długim okresie praktycznie nie było inflacji). Potężni amerykańscy bankowcy doszli do wniosku, że gdyby powstał bank centralny, chroniący ich przed groźbą szturmu klientów, mogliby pod zastaw tych samych rezerw złota drukować dużo więcej papierowego pieniądza i zwielokrotnić swoje zyski.

Pierwsze kroki w celu utworzenia banku centralnego USA poczyniono już w 1896 r., uruchamiając akcję propagandową. Chodziło o wywołanie wrażenia, że pomysł wyszedł od amerykańskich przedsiębiorców. Pomysł formalnie zgłosił Hugh Henry Hanna, prezes firmy Atlas Engine Works z Indianapolis. Zaapelował do prezydenta Williama McKinleya, by stworzył bank centralny, aby ułatwić biznesowi dostęp do kredytów w bankach komercyjnych. Ludzie Rockefellera wysyłali ankiety do zaprzyjaźnionych ekonomistów, publikując je później w gazetach jako reprezentatywne opinie ekspertów. We wrześniu 1909 r. w „The Wall Street Journal" zaczęły się ukazywać (w sumie było ich 14) niepodpisane komentarze redakcyjne, nawołujące do powołania banku centralnego (później się okazało, że ich autorem był Charles A. Conant, współpracownik Rockefellera).

Kiedy bankowcy uznali, że opinia publiczna jest „urobiona", przystąpili do pisania ustawy o banku centralnym. 22 listopada 1910 r. przedstawiciele i współpracownicy rodzin Morganów i Rockefellerów udali się do klubu Jeckyll Island (jego współwłaścicielem był John P. Morgan). Byli tam m.in. senator Nelson Aldrich, którego syn był szwagrem Johna D. Rockefellera juniora; Henry P. Davidson, partner biznesowy Johna P. Morgana; Frank A. Vanderlip, wiceprezes należącego do Rockefellera National City Bank of New York; Charles D. Norton, prezes należącego do Morgana First National Bank of New York. Pojechali tam pod fałszywymi nazwiskami, pożyczonymi samochodami,a swoim rodzinom powiedzieli, że jadą polować na kaczki. W ciągu sześciu dni napisali ustawę (Federal Reserve Act), która tylko z małymi poprawkami została zgłoszona przez senatora Aldricha i na postawie której w 1913 r. powołano do życia Rezerwę Federalną.

Jedną z pierwszych decyzji Fed było dwukrotnie zwiększenie ilości pieniądza w obiegu. Zmniejszono bowiem o połowę wielkość obowiązkowych rezerw banków komercyjnych (wcześniej musiały mieć tyle gotówki, by móc wypłacić klientom co najmniej 20 proc. depozytów na każde żądanie; po zmianach ten poziom spadł do 10 proc.). Banki mogły więc udzielić dwa razy więcej kredytów. Rodziny Morganów i Rockefellerów, kontrolujące największe amerykańskie banki, szybko pomnożyły swoje fortuny. Zapłacili za to przeciętni Amerykanie, bo zwiększona podaż pieniądza sprawiła, że wartość ich oszczędności spadła o połowę (inflacja wzrosła wówczas do 100 proc.).

Dyskretny wpływ spadkobierców Morgana i Rockefellera na Fed wciąż jest widoczny. Alan Greenspan, zanim został szefem Rezerwy Federalnej, był członkiem komitetu wykonawczego Morgan Guarantee Trust Company, głównego banku należącego do rodziny Morganów. Jego poprzednik Paul Volcker był głównym ekonomistą należącego wtedy do Rockefellerów koncernu naftowego Exxon oraz będącego ich własnością Chase Manhattan Bank.

admin
Site Admin
Posty: 3303
Rejestracja: czw sie 30, 2007 11:44 am

Postautor: admin » pt lis 11, 2011 12:58 pm

Alternatywne propozycje
http://freedom.nowyekran.pl/

admin
Site Admin
Posty: 3303
Rejestracja: czw sie 30, 2007 11:44 am

Postautor: admin » pt lis 11, 2011 1:33 pm

www.nowyekran.pl / http://aleksanderpinski.nowyekran.pl/po ... a-w-polsce | 04.11.2011 20:11
Wprost Przeciwnie
Aleksander Piński - Szef Działu Ekonomicznego Nowego Ekranu. Dziennikarz z 10-letnim stażem. Były z-ca szefa Działu Biznes "Wprost".

DODRUK PIENIĄDZA W POLSCE
84 mld zł nowych pieniędzy dodrukowano w ostatnim roku w Polsce. To jedna trzecia budżetu kraju.


Sporo Polaków wie, jaka jest inflacja w Polsce. Prawie nikt nie ma pojęcia, ile pieniędzy jest dodrukowywane i wpuszczane do obiegu. Dlaczego?

Wskaźnik inflacji w Polsce ogłaszany jest z hukiem na konferencji prasowej GUS. To, ile pieniądza jest dodrukowywane pojawia się bez rozgłosu w pliku excella na stronie NBP pod nic nie mówiącym laikowi określeniem M3 (oczywiście „dodruk” to pojęcie umowne, ponieważ gotówka to tylko ok. 13 proc. całości pieniądza w gospodarce, większość pieniądza funkcjonuje w formie elektronicznych zapisów na kontach).

Otóż na koniec września (ostatnie opublikowane dane) było w obiegu 829 mld zł, czyli o 10,18 proc. więcej, niż rok wcześniej. To oznacza, że w ostatnim roku wydrukowano 84 mld zł nowych pieniędzy, czyli jedną trzecią budżetu państwa. Teraz już chyba wiadomo, dlaczego ta informacja nie jest ogłaszana z należytym rozgłosem. Ludzie mogliby się zacząć zastanawiać czy przypadkiem nie ma związku między ilością drukowanych pieniędzy a tempem wzrostu cen w sklepach. A następnie np. zażądać zmniejszenia tempa dodruku pieniądza. A takiego ryzyka żaden trzeźwo myślący polityk nie może zaakceptować.

Największy „sukces” współczesnych systemów demokratycznych to wmówienie ludziom, że za wzrost cen odpowiadają arabscy szejkowie, spekulanci, słabe zbiory itd. a nie ci, którzy decydują o tempie wzrostu ilości pieniądza w gospodarce. Łatwo natomiast sprawdzić, że w XIX w. kiedy w większości krajów obowiązywał standard złota (każdy wyemitowany pieniądz musiał mieć pokrycie w tym kruszcu) inflacji w długim okresie nie było. Na przykład za pieniądze zarobione w 1800 r. w USA, 100 lat później ciągle można było kupić mniej więcej tyle samo dóbr i usług.

admin
Site Admin
Posty: 3303
Rejestracja: czw sie 30, 2007 11:44 am

Postautor: admin » ndz lis 27, 2011 12:59 pm

http://dziennikarze.nowyekran.pl/post/4 ... gu-tygodni | 27.11.2011 00:11 5 komentarzy
ROZPAD STREFY EURO W CIĄGU TYGODNI?
Czy ta wizja to opis faktycznego zagrożenia, czy forma nacisku na EBC?


Ryzyko rozpadu strefy euro w ciągu kilku tygodni wzrosło z powodu paniki na rynkachfinansowych, braku sensownego przywództwa i pomysłów na miarę problemów eurolandu. Szanse na łagodne wyjście z kryzysu szybko maleją - oceniają fachowe media.
Bez szybkiej interwencji EBC i zmiany nastawienia europejskich przywódców, unia walutowa może się rozsypać w ciągu kilku tygodni - pisze "The Economist". Dowolne wydarzenie - od upadku dużego banku, przez rewoltę tłumów przeciw polityce oszczędności, która obali jakiś rząd, po nieudaną aukcję obligacji - może spowodować początek rozpadania się unii walutowej. "New York Times" ostrzegł, że upadek nawet najmniejszego państwa w strefie wspólnej waluty wyśle falę uderzeniową poprzez grupę euro i uderzy w gospodarkę całego świata.

Kryzys grozi rozpadem unii walutowej i recesją na światową skalę.

źródło: http://finanse.wp.pl/kat,102634,title,R ... &_ticrsn=3




UTOPIŚCI MUSZĄ JESZCZE SZYBCIEJ REALIZOWAĆ UTOPIE...


W utopijnych gospodarkach m.in. problemy wynikłe z jednej produkcji chce się rozwiązać za pomocą kolejnej produkcji (powstają efekty lawiny!)...
W utopi postępuje się absurdalnie, na odwrót, jedne problemy zastępuje się następnymi (powstają efekty lawiny!)...
Np. gdy ludzie chorują z powodu prokonsumpcyjnej produkcji, a więc wynikłych z tego skażeń, zatruć, to m.in. otwiera się kolejną skażającą, trującą produkcję medykamentów, sprzętu medycznego, a ponieważ tzw. lecznictwo również przyczynia się do skażeń, zatruć, zarażeń, zakażeń, uszkadzania genów, uodparniania się na tzw. leki mikrobów, no to się produkcję medykamentów, sprzętu medycznego zwiększa... A jak rosną wydatki na tzw. lecznictwo, no to rosną długi, bieda. A jak rosną długi, bieda, no to przybywa chorych...
Woda jest skażona, no to m.in. produkuje się butelki i nalewa do nich wody, a następnie sprzedaje. A ponieważ produkcja butelek, transport butelek z wodą, ich sprzedaż, wykorzystanie związane są z eksploatacją złóż, spalaniem ropy, wytwarzaniem śmieci, a więc skażaniem, truciem, no to skażanie, trucie rośnie, a skoro skażenie, trucie rośnie, no to produkuje się jeszcze więcej butelek...
Gdy rabuje się surowce, to ich szybko ubywa, jak ich szybko ubywa, no to rośnie ich cena, jak rośnie ich cena, to wszystko drożeje, jak wszystko drożeje, no to rosną wydatki, długi, bieda, a jak rosną wydatki, długi, bieda, no to m.in. jeszcze szybciej rabuje się surowce...
Do tego dodajmy wypadki samochodowe, wojny o surowce. Itp., itd. W efekcie rosną też wydatki, długi, bieda, no to pożycza się jeszcze więcej pieniędzy, a jak pożycza się jeszcze więcej pieniędzy, to jeszcze bardziej rosną długi, bieda... Jak rosną długi, bieda, no to m.in. zwiększa się liczbę msc tzw. pracy, żeby wzrósł PKB, a jak zwiększa się liczbę msc tzw. pracy, no to rośnie tempo rabowania surowców, skażanie, trucie, wydatki na tego skutki, długi, bieda...
A jak rośnie ilość i wielkość problemów, no to m.in. zwiększa się wydatki, a gdy rosną wydatki, no to rosną długi, bieda i z tego powodu zwiększają się i powstają kolejne problemy. Gdy zwiększają i pojawiają się kolejne problemy, no to się je jeszcze bardziej zwiększa, zastępuje następnymi problemami...


ROŚNIE PKB
Tylko co/po co te „szybkie śmieci” zajmujące mse i trujące nas, m.in. my, produkujemy…/rabujemy... Rosną ceny, w tym surowców, i innych zasobów, bo się kończą, a więc, w efekcie, PKB, ale zarobki tzw. mas za tym nie nadążają... Ile wynoszą, i jak szybko rosną nasze prywatne, firm, państwowe długi... Co wdychamy, pijemy, jemy...; jaki jest stan środowiska, naszego zdrowia, przyrody... Więc, w tego efekcie, produkcja medykamentów rośnie, wydatki związane z dewastacją przyrody, degradacją środowiska, wyjawianiem gleb rolnych, co skutkuje powodziami, suszami, nawożeniem chemią ziemi służącej do uprawy, również, czyli PKB także... Oto sens tego wskaźnika...; oto poziom wiedzy, sposób rozumowania, etyka; kompetencje, wiarygodność na niego się powołujących...
KONIEC (TZW.) KRYZYSU...
Co ogłaszają utopiści – koniec realizowania utopii, a więc m.in. rabunku, marnowani, niszczenia surowców mineralnych i innych zasobów, skażania, trucia, śmiecenia, przyczyniania do chorób, degeneracji, zwiększania dlugów, wywoływania biedy, degradacji środowiska, zagłady, w tym samozagłady? Nie! Tego nie tylko kontynuację, ale i przyspieszenie (nim szybciej, tym lepiej)... A co na to reszta? Reszta się z tego cieszy...
PS
Na podstawie komentarza internauty do tekstu zamieszczonego na portalu www.o2.pl : Uzdrawianiem gospodarek mają zajmować się ci, którzy przyczynili się do kryzysu („od czego się rozchorowałeś, tym się lecz”)... Czyli trzeba zwiększać to, co go wywołało...

Tzw. kryzys wynika z przeludnienia, braku pozytywnej selekcji osób mających zająć się prokreacją, wychowywaniem dzieci, degeneracji naszego gatunku, skażeń, zatruć, chorób, zagłady przyrody, grabieży, marnowania minerałów i innych zasobów, ich niszczenia, w tym skażania, konsumpcjonizmu, wykonywania zbędnej, szkodliwej tzw. pracy, wydatków, długów; ogłupiania, wypaczania, demoralizowania, zatruwania, umysłów, uszkadzania psychiki; rządów pdk; wszechstronnej selekcji negatywnej; nieświadomości społeczeństw; realizowania utopii! To, to trzeba zakończyć!!!
A proszę przemyśleć, czego domagają się prokonsumpcyjni ekonomiści, fabrykanci, kogo słuchają, czym się kierują, co czynią politycy...
PS
Proszę też zauważyć, że NIKT tego - merytorycznie - nie neguje - bo nie ma takiej możliwości - ale i nie zmienia...


http://www.klimatdlaziemi.pl
WPŁYW GLOBALNEGO OCIEPLENIA NA GOSPODARKĘ
Globalna gospodarka już teraz musi wydawać 1 proc. PKB (184 mld funtów) rocznie na przeciwdziałanie globalnemu ociepleniu. W przeciwnym razie musimy się liczyć z tym, że za 10 lat koszty będą 20-krotnie wyższe.

www.o2.pl / www.sfora.pl |Poniedziałek [18.10.2010, 13:38]
ŻYCIE NA ZIEMI WYMIERA JAK DINOZAURY
Jesteśmy na progu globalnej katastrofy.
Mamy tylko dziesięć lat na uratowanie Ziemi. Jeśli natychmiast nie zaczniemy chronić środowiska, zmiany będą nieodwracalne - alarmują eksperci zgromadzeni na konferencji ONZ dotyczącej ochrony bioróżnorodności na naszej planecie.
Stoimy na progu wymierania gatunków, które można porównać do tego co wydarzyło się 65 mln lat temu z dinozaurami - stwierdził Achim Steiner, szef programu ochrony środowiska ONZ.
Tempo wymierania gatunków - zdaniem ekspertów - jest obecnie od 100 do nawet 1000 razy szybsze niż wynosi średnia historyczna.
Eksperci twierdzą, że musimy natychmiast zacząć chronić i przywracać do życia takie ekosystemy jak lasy, rzeki, rafy koralowe i oceany, które są niezbędne dla stale rosnącej populacji ludzkiej.
Straty spowodowane przez rozwój gospodarczy tylko w 2008 roku - według badań ONZ - wyniosły 6,6 biliona dolarów. To równowartość 11 proc. światowego PKB. | WB

www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek [28.10.2010, 09:43]
TO ZNISZCZY ŚWIATOWĄ GOSPODARKĘ. STRACIMY MILIARDY DOLARÓW
Oto zagrożenie większe od terroryzmu.
Niszczone środowisko stwarza większe ryzyko finansowe dla przedsiębiorców z całego świata niż zagrożenie terroryzmem. Tak zmiany w przyrodzie oceniają banki i firmy ubezpieczeniowe - informuje "The Guardian".
Eksperci z Programu Środowiskowego ONZ (UNEP) w przygotowanym raporcie wskazują jako najbardziej jaskrawy przykład, koszty likwidacji wycieku ropy w Zatoce Meksykańskiej i straty koncernu BP. Ale wycieki i awarie w zakładach przemysłowych to nie wszystko.
Ginące gatunki i zmiany w ekosystemach oznaczają też kłopoty firm związanych z rybołówstwem. Degradacja i zatrucie chemikaliami gleb oznacza straty w rolnictwie, rośnie też cena wody, bo jej zasoby na całym świecie gwałtownie maleją.
Co roku kosztuje to firmy z całego świata nawet 50 mld dolarów. Banki i fundusze inwestycyjne już zauważyły problem i starają się wliczać straty związane z odszkodowaniami albo nowymi podatkami ekologicznym w ryzyko finansowe przedsięwzięć - mówi Richard Burrett, przewodniczy UNEP.
Dodaje, że tylko w badanych 3 tys. największych światowych korporacji już w 2008 roku, koszty związane z ochroną środowiska przekroczyły 2,1 mld dolarów - czyli ok. 7 proc. przychodów i jednej trzeciej zysków. | AJ

[No ale rabunek, dewastacja, degradacja, skażanie, zatruwanie, a w efekcie zagłada życia, zwiększa majątki finansistom, bankierom, fabrykantom, deweloperom, reklamodawcom, kooperującym z nimi politykom, tzn. PKB chciałem powiedzieć... - red.]


Praca ma na celu jak najefektywniejsze, z jak najmniejszymi skutkami ubocznymi zaspokajanie racjonalnie zasadnych potrzeb (a nie zapewnianie, na siłę, za wszelką cenę, każdym kosztem, utrzymania (od tego są zasiłki), zwiększanie PKB).

Z uwagi na efekty/skutki wyróżniamy 2 rodzaje działalności:
PRACA – jest to racjonalnie - ekonomiczno-ekologiczno-zdrowoto-etycznie - zasadne zajęcie przynoszące najbardziej efektywnie, rzeczywiście, korzyści (np. produkcja zdrowej żywności, energii z źródeł odnawialnych, budowa energooszczędnych budynków, transport publiczny (zbiorowy) wykorzystujący energię odnawialną (na każdym etapie), dostarczanie istotnych, sensownych informacji itp.).

PŁATNE ZAJĘCIE – jest to irracjonalne, krótkowzroczne, utopijne imitowanie pracy; zużywanie energii, surowców, skażanie środowiska, trucie przyrody, ludzi, tracenie zdrowia, czasu, pieniędzy; postępowanie mające na celu obrót pieniędzmi, pobierając za to zajęcie prowizję, czemu często towarzyszy jeszcze pranie mózgu tzw. klientom, by skorzystali z oferty (np. produkcja tzw. dupereli, w tym zniczy, wiązanek, kwiatów, które po kliku dniach stają się śmieciami, produkcja i używanie lakierów, farb do paznokci, mazideł, trucizny nikotynowej, alkoholowej, szkodliwej żywności i takich dodatków do niej, w tym konserwantów, barwników, większości samochodów osobowych, przemysł jubilerski, zbrojenia, przeznaczanie ropy, węgla, drewna na cele energetyczne, działalność org. religijnych, robienie politycznej kariery, produkcja ogłupiających, wypaczających, zabierających czas filmów, programów w telewizji, radiu (w tym wypłocin reklamowych), podobnie z treściami większości pism, książek, hazard itp., itd.).


Wydatek jest to opłacanie nieefektywnego, zbędnego, szkodliwego zajęcia, tego skutków.


www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek 25.08.2011, 10:28
ILE KOSZTUJE CIĘ UTRZYMANIE FISKUSA
By odzyskać złotówkę podatku fiskus wydaje 2,29 zł.
Na utrzymanie urzędników fiskusa każdy z nas wyda w tym roku 129 zł. To o 3 zł więcej niż w roku ubiegłym - informuje dziennik.pl.
Na administrację skarbową wydajemy rocznie ok. 5 mld złotych. Z tej kwoty aż 2,5 mld pochłaniają urzędy skarbowe.
Z wyliczeń portalu wynika, że są one jednak bardzo nieefektywne. Świadczy o tym zestawienie wydatków na fiskusa z kwotami, które udało mu się odzyskać od nieuczciwych podatników. Okazuje się, że pozyskanie każdej złotówki kosztuje 2 zł 29 gr!
Jednak, jak tłumaczy dziennik.pl, nie jest to wina urzędników lecz skomplikowanego systemu rozliczeń i niejasnych przepisów. | WB

[Kolejne miliardy wydawane są na doradców podatkowych, księgowych, biura rachunkowe. - red.]


Bieda, niedobór użytecznych produktów, usług, wynika z działań, produkcji rzeczy zbytkowych, szkodliwych, zbędnych; z powodu marnotrawstwa potencjału produkcyjnego, działań irracjonalnych.
To racjonalna użyteczność oferty ma decydować o produkcji, sprzedaży, usłudze, a nie pranie mózgów potencjalnym tzw. klientom za pośrednictwem tzw. reklam.
ZEZWOLENIA/KONCESJE EKONOMICZNO-EKOLOGICZNO-ZDROWOTNO/ETYCZNE
Na rynku muszą funkcjonować najlepsi, a nie, kosztem zdrowia, jakości, dzięki kombinatorstwu, najtańsi (...) producenci i usługodawcy! Bo trzeba dodać fatalne, kosztowne skutki funkcjonowania takich firm.
Ilość koncesji np. na otworzenie sklepu, zakładu usługowego powinna być wydawana na podstawie sytuacji ekonomicznej już istniejących firm/liczby potencjalnych klientów. Na zarzut, iż tak się właśnie dzieje (prawa (dzikiego) rynku) odpowiadam tekstem poniżej.
Trzeba wprowadzić koncesje ekonomiczno-ekologiczno-zdrowotno/etyczne, by nie miało mse - masowe - dogorywanie, egzystencja, zapracowywanie się (praca po 6-7 dni w tygodniu, po 10-12 godzin dziennie nie należy do rzadkości) by tylko przetrwać, bo obok konkurencja tylko czyha.... Taka działalność, oprócz zaharowywania się tych ludzi, prowadzi też do prowadzenia jej kosztem jakości, zdrowia klientów, środowiska naturalnego (...)(bo kogo na dbanie o nie stać...), pracowników, współpracujących firm. W takich warunkach „tańszy”, czyli nierzadko najgorszy, wygrywa. – Jak jeden z oferentów wprowadza tańszą... ofertę, wiadomo jakim kosztem (...), to pozostali mają wybór: albo wziąć przykład albo splajtować. To, co się dowiadujemy z prasy, własnych i znajomych doświadczeń (np. o przebijaniu dat ważności, zepsutej, brudnej, nafaszerowanej chemią żywności, kłopotach z wyegzekwowaniem reklamacji) to tylko wierzchołek góry!
Częste są też sytuacje rzeczywistego pracowania (np. w sklepach, punktach gastronomicznych, msh usług), łącznie, np.1-2 godziny dziennie, a reszta czasu to czekanie na klientów, którzy za to zapłacą, w tym zdrowiem w związku z ekologicznymi skutkami małej wydajności, efektywności takich rozmnożonych msc pracy, których wybudowanie, wyposażenie i eksploatacja pochłania materiały i energię, więc odbywa się kosztem zużywania surowców, skażania środowiska, trucia ludzi.

* Jedno miejsce pracy stworzone w ramach popularnego w czasie prezydentury Billa Clintona programu "First start" (dla osób na zasiłkach) kosztowało gospodarkę USA około 250 tys. dolarów!

[No przecież urzędnicy-swojaki-wyborcy tym się zajmujący nie będą głosować, wraz z rodzinami, za frajer... - red.]


Racjonalna użyteczność, korzyść z działalności.
Trzeba ustalać, czy dana działalność jest korzystna - w całym, ogólnym bilansie, a więc jej wpływ na przyrodę i ludzi, bilans zysków do strat; jej racjonalną i etyczną użyteczność - począwszy od np.: wydobycia, transportu, sprzedaży i przerobu surowców, następnie sprzedaży i transportu półproduktów do hurtowni, ich ponownej sprzedaży indywidualnym odbiorcom i ponownego transportu do msa przerobu, wytworzenia docelowego produktu, a następnie jego transport do kolejnych hurtowni, sprzedaż, a z nich do punktów sprzedaży dla indywidualnych odbiorców, ich sprzedaż, po czym jego wykorzystywanie, a na końcu, po zużyciu, jego pozbycie się (przetworzenie).


CZY CHCECIE DALEJ REALIZACJI UTOPII; ZAGŁADY, W TYM SAMOZAGŁADY, czyli głosować na dotychczas rządzących, wspieranych przez ich i bezmyślne, koniunkturalne media utopistów?!
Wszystko jest realne, w tym moje medialne zaistnienie*, zmiecenie racjonalnymi argumentami tych osobników, którzy nie mają potencjału do konstruktywnego działania, ale za to do, w dodatku wszechstronnego, szkodzenia, niszczenia...!!!
*To kwestia tylko odpowiedniego finansowego mnie wsparcia, opłacenia mediów, a dotychczas rządzący, tzw. politycy - destruktorzy, aktorzy - zostaną obnażeni, zdemaskowani, skompromitowani, więc ich zeprę konstruktywizmem (...)!
PS
Dlaczego NIKT - a stawiam takie propozycje, wyzwania od lat - z tzw. polityków, pracowników mediów się ze mną nie zmierzył, NICZEGO z moich tez, analiz, wniosków, propozycji, projektów NIE PODWAŻYŁ (dlaczego nie podaje się, w sposób analityczny, przyczyn powszechnej destrukcji, tylko abstrakcyjnie (w tym: „Bo to wina kryzysu (który pojawił się z kosmosu, a nie jest efektem realizowania utopii...), Taka wola boska, Taki już los (Bo los nie jest taki, jaki się sobie, innym, z wzajemnością, zgotowało, tylko się weźmie od bóstwa bądź/i sam z siebie i już jest...)” Itp., itd.)...!!! Bo bezwzględne, anormalne, patologiczne gnoje o tym wiedzą, że byłby to KONIEC ich takiej prosperity: nieróbstwa, szkodzenia, niszczenia; pogrążania!

admin
Site Admin
Posty: 3303
Rejestracja: czw sie 30, 2007 11:44 am

Postautor: admin » pn lis 28, 2011 3:29 pm

http://tylkownowymekranie.nowyekran.pl/ ... i-i-wojska | 28.11.2011 14:11
Tylko w NE - Wiadomości, które znajdziesz tylko w Nowym Ekranie
Rybiński: TUSK KUPUJE LOJALNOŚĆ POLICJI I WOJSKA
Wywiad z prof. Krzysztofem Rybińskim, były wiceprezesem Narodowego Banku Polskiego.


NowyEkran: Czy kryzys dotrze do Polski?

Krzysztof Rybiński: Wszystko wskazuje na to, że tak. Ale prawdopodobnie dopiero w 2013 r. Dojdzie wówczas do splotu kilku niekorzystnych czynników m.in. spadku wzrostu gospodarczego i obniżenia (z 80 mld zł do 40 mld zł) przepływów z Unii Europejskiej.

NE: Polskie firmy sobie nie poradzą?

KR: Może być im trudno, ponieważ równocześnie obciąży się je podatkiem od emisji dwutlenku węgla: w pierwszym roku będą musiały zapłacić 18 mld zł, później nawet 30 mld zł. W efekcie spadną przychody budżetowe, dług w stosunku do PKB eksploduje, a agencje ratingowe obniżą oceny naszej wiarygodności, tak jak to zrobiły Grecji, Włochom czy Węgrom.

NE: Czy premier Donald Tusk nie może temu zapobiec?

KR: Zapobiec nie. Ale może i powinien próbować ograniczać skutki kryzysu. Ma trzy miesiące, aby złożyć pierwsze projekty ustaw dotyczące oszczędności, które zapowiedział w expose. W pierwszym kwartale przyszłego roku agencje ratingowe będą dokonywać przeglądu ocen i jeżeli nie zobaczą, że reformy są wdrażane, obniżą nam rating.

NE: Czy premier zdaje sobie z tego sprawy?

Wiele wskazuje na to, że tak. Podniósł pensje służbom mundurowym, mimo iż w budżecie nie ma na to pieniędzy. To świadczy o tym, że chce być pewien lojalności policji i wojska, kiedy ludzie wyjdą na ulice w proteście przeciwko reformom.

NE: A co może zrobić przeciętny Kowalski, aby zabezpieczyć się przed skutkami kryzysu?

Nie mogę nikomu niczego rekomendować. Za swoje pieniądze kupiłem dolary i ulokowałem je w banku Banku Gospodarstwa Krajowego. To państwowy bank, który nie ma prawie klientów indywidualnych dzięki czemu nie grozi mu, że ludzie rzucą się w panice wypłacać z niego pieniądze.

NE: Rozumiem, że nie trzyma pan pieniędzy na giełdzie?

W kryzysie ceny akcji będą leciały w dół. Dlatego kupiłem instrumenty finansowe, na których będę zarabiał jak indeksy będą spadać.

Rozmawiał: Aleksander Piński

admin
Site Admin
Posty: 3303
Rejestracja: czw sie 30, 2007 11:44 am

Postautor: admin » śr lis 30, 2011 5:53 pm

www.nowyekran.pl / http://urbas.nowyekran.pl/post/28415,ba ... -miliardow | 30.09.2011 14:09
BANKIERZY WYDYMAJĄ POLAKÓW W GRUDNIU. PRZEPADEK MILIARDÓW
Czołowe banki inwestycyjne świata przygotowują atak spekulacyjny na Polskę. Tajemnicę poliszynela stanowi udział w ataku renegatów z Polski, wśród których są osoby zajmujące najwyższe stanowiska państwowe.


www.nowyekran.pl / http://urbas.nowyekran.pl/post/31093,kr ... -bankierow | 24.10.2011 14:10
KRACH FINANSOWY W POLSCE. SPISEK BANKIERÓW.
Wygląda na to, że decydenci już wszystko wiedzą. A Polacy? Do końca nie mają poznać prawdy. Przeznaczono im rolę owieczek do strzyżenia lub do zarżnięcia.


http://newsne.nowyekran.pl/post/42290,1 ... pekulantow | 30.11.2011 13:11
158,3 MLD ZŁ W RĘKACH ZAGRANICZNYCH SPEKULANTÓW.
Inwestorzy zagraniczni zainwestowali na koniec października w SPW 158,3 mld zł.

admin
Site Admin
Posty: 3303
Rejestracja: czw sie 30, 2007 11:44 am

Postautor: admin » czw gru 08, 2011 10:48 am

www.nowyekran.pl / http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my03.txt | Czwartek, 8 grudnia 2011, Nr 285 (4216)
UPADEK PIRAMIDY FINANSOWEJ ROSTOWSKIEGO
Jak zawsze gdy zbliża się koniec roku, minister finansów Jan Vincent-Rostowski dokonuje cudu kreatywnej księgowości, by ukryć rosnący lawinowo państwowy dług publiczny (PDP), nadmierny deficyt finansów publicznych oraz swą własną słabość do zadłużania Polski w walutach obcych. Proceder trwa cztery lata. Właśnie docieramy do jego kresu, bo ukrywane długi państwa dawno przekroczyły skalę oszustwa dokonanego przez Bernarda Madoffa. Polski złoty w ostatnich miesiącach, wbrew chciejstwu Rostowskiego, gwałtownie traci na wartości w podobnym tempie, jak miało to miejsce w drugiej połowie 2008 r. i na początku 2009. Jeśli skala dewaluacji będzie równie duża jak wtedy, to w połowie 2012 r. możemy oczekiwać złotego na poziomie 4,3 nawet do 5 złotych za dolara amerykańskiego i 5,3 nawet do 6 złotych za euro. Konsekwencje będą katastrofalne. Rzeczywista wartość państwowego długu publicznego może przekroczyć bilion złotych na koniec 2011 roku, jeśli w grudniu utrzyma się złowieszcze tempo dewaluacji złotego.

Krótka historia wyczynów Rostowskiego
W raporcie Najwyższej Izby Kontroli z wykonania budżetu państwa za rok 2009 czytamy: "Utrzymanie stanu zadłużenia poniżej 50% PKB było możliwe wskutek finansowania potrzeb pożyczkowych budżetu państwa środkami z zaliczek z Unii Europejskiej oraz przeniesieniu finansowania części inwestycji drogowych z budżetu państwa do Krajowego Funduszu Drogowego. Wykorzystane środki z zaliczek Unii Europejskiej, pomimo że muszą być zwrócone na odpowiedni rachunek w celu wykorzystania zgodnie z przeznaczeniem, nie są traktowane jako dług Skarbu Państwa. Formalnie po przekazaniu ich w formie zaliczki stały się one własnością Skarbu Państwa i w momencie wykorzystania na finansowanie potrzeb pożyczkowych budżetu państwa nie powstało zobowiązanie wobec innego podmiotu, które należałoby ująć w ewidencji długu. Gdyby zamiast środków, które na koniec 2009 r. pozostawały do zwrotu, analogiczna kwota została pozyskana na rynku skarbowych papierów wartościowych, poziom PDP do PKB na koniec 2009 r. wyniósłby ok. 50,1%" (strona 153, raport NIK). I dalej: "Natomiast Krajowy Fundusz Drogowy nie został ujęty w katalogu jednostek sektora finansów publicznych i w związku z tym jego zadłużenie nie jest zaliczane do państwowego długu publicznego. (...) Gdyby zadłużenie KFD było zaliczane do PDP, przekroczony zostałby pierwszy próg ostrożnościowy, określony w art. 79 ust. 1 pkt 1 ustawy o finansach publicznych".
W grudniu 2009 r. Rostowski zorientował się, że mimo opisanych zabiegów kreatywnej księgowości dług publiczny (PDP) przekroczy ostrożnościowy próg 50 procent PKB na koniec roku. "Zrządzeniem losu" deficyt budżetu państwa i dług publiczny nieoczekiwanie spadają w IV kwartale 2009 roku. Jak to możliwe?
Uważnie przeanalizujmy ciąg wydarzeń. Ministerstwo Finansów ogłasza, że dług publiczny na koniec III kwartału 2009 r. wynosił 49,9 proc. PKB. Czy zatem możliwe jest, by na koniec roku zmniejszył się do 49,8 procent, skoro rząd w IV kwartale w najlepsze zaciąga pożyczki i sprzedaje papiery wartościowe na rynku finansowym? Wytłumaczenie znajduje się pośrednio w raporcie NIK. Czytamy tam: "Minister Finansów przeprowadził także transakcje na instrumentach pochodnych (FX SWAP), polegające na wymianie dwóch walut (1500 mln euro i 200 mln USD) na złote (6834 mln zł) w grudniu 2009 r. z przyrzeczeniem ich odkupu w styczniu 2010 r. [po zaledwie miesiącu (?!) - wskazanie autora]. Operacja ta mająca charakter pożyczki zabezpieczonej środkami walutowymi pozwoliła na tańsze pozyskanie środków niż przez emisję skarbowych papierów wartościowych. (...) Pozyskane tą drogą środki zostały przeznaczone przede wszystkim na udzielenie pożyczki dla FUS (5,5 mld zł). W strukturze przychodów zrealizowanych w 2009 r., z wyłączeniem przepływów na rachunku walutowym, 59% stanowiły wpływy z obligacji, 24,9% środki pochodzące z kredytów zaciągniętych w międzynarodowych instytucjach finansowych, a 15,7% środki pozyskane w ramach transakcji FX SWAP" (strona 128, raport NIK).
Otóż NIK w cytowanym fragmencie błędnie sugeruje, że operacja "transakcja na instrumentach pochodnych" (FX SWAP) miała charakter "pożyczki zabezpieczonej", czyli zgodnie z podstawową logiką zaliczona została do długu publicznego. Już w marcu 2010 r. w domenie publicznej znajdowała się informacja, świadcząca, że owej "pożyczki zabezpieczonej" nie wliczono do długu publicznego.
Podobnie sprawy miały się w 2010 roku. Oto fragment wystąpienia prezesa NIK w Sejmie RP 26 lipca 2011 r., kwitujący wykonanie budżetu państwa za rok 2010: "Dług Skarbu Państwa oraz dług całego sektora publicznego przyrastają w stopniu znacznie większym niż wykazywane deficyty. Różnica między wielkością deficytów a przyrostami zadłużenia wynika z tego, że możliwe jest - zgodnie z prawem lub przyjętą interpretacją przepisów - niezaliczanie wykorzystania środków publicznych do wydatków budżetowych".
Także w 2010 r. Rostowski nie omieszkał skorzystać z "dobrodziejstwa" transakcji FX SWAP. Potrzebował jednak do tego celu środków walutowych. "W 2010 r. Minister Finansów wyemitował obligacje o łącznej wartości 5.205,0 mln euro, 1.500,0 mln USD oraz 625,0 mln CHF" - czytamy w raporcie NIK za 2010 rok.
W bieżącym roku Rostowski dopełnia dzieła zniszczenia. Według danych Narodowego Banku Polskiego, zadłużenie zagraniczne sektora rządowego i samorządowego wzrosło tylko w ciągu pierwszego półrocza 2011 r. o ponad 17 mld USD (14 procent)!
Trudno w to uwierzyć, ale Rostowski nabił polski budżet w niebezpieczne opcje walutowe i nadmierne zadłużenie w obcych walutach. Zapomniał o lekcji z 2008 r., kiedy załamanie złotego spowodowało kłopoty tysięcy polskich firm z opcjami walutowymi. Nie chciał pamiętać o nieszczęsnych kredytach hipotecznych we frankach szwajcarskich, które niczym miecz Damoklesa ciągle wiszą nad klientami banków działających w Polsce.

Łapanie spadającego noża
Choć Rostowski, jak w latach poprzednich, ustawowo przeforsuje zmiany w sposobie liczenia długu publicznego, to okaże się, że tym razem są one żałosną próbą łapania spadającego noża. Mimo interwencji NBP i BGK w ostatnich dwóch miesiącach złoty uparcie traci na wartości. W konsekwencji Rostowski zamierza przeliczyć zadłużenie zagraniczne na koniec obecnego roku po uśrednionym kursie złotego z całego roku. Doprawdy najwyższy stopień kreatywnej księgowości - a w zasadzie zaniechanie księgowania narastającego długu. Równie dobrze mógłby przeliczać dolary i euro na dzień 31 grudnia 2011 r. po kursie 2 i 3,2 złotego z czerwca 2008 r., bo zadłużenie w złotych byłoby na papierze jeszcze niższe. Poprzez tą jedną machinację zamiecie pod dywan w dniu zamknięcia budżetu (31 grudnia 2011 r.) nawet ponad 100 mld zł rzeczywistego długu publicznego. Nadto zamierza od wartości długu odjąć gotówkę na lokatach w dyspozycji Skarbu Państwa (według doniesień prasowych kwota ta wynosi 40 mld zł). Oczywiście infantylizm tej propozycji jest po prostu porażający. Jeśli okroić ją z nowomowy ministra i jemu podobnych, to tak, jakby Rostowski pożyczył od Ciebie, Drogi Czytelniku, 100 zł i chwilę później tłumaczył, że ten dług nie istnieje, bo stówka spokojnie spoczywa w jego kieszeni. I krok dalej, co prawda stówka została wydana, ale frukta stanowią aktywa i zawsze można je spieniężyć. Ciekawe, co na to wierzyciele Skarbu Państwa? Oczywiście obie propozycje są całkowicie sprzeczne z Międzynarodowymi Standardami Rachunkowości, które obowiązują każdego przedsiębiorcę. W tym miejscu dochodzimy do ulubionego zajęcia ministra, czyli zakupu opcji walutowych pod nazwą FX SWAP w grudniu każdego roku. Zabieg ten polega na uzyskaniu miliardów złotych z rynków finansowych w grudniu przy zobowiązaniu, że w styczniu następnego roku Skarb Państwa odda je w dolarach lub euro. Oczywiście uzyskane środki idą na bieżące wydatki i pomniejszają sztucznie dług publiczny, który już po rozliczeniu roku (w styczniu następnego roku) powraca do rzeczywistego rozmiaru. Same prowizje od transakcji typu FX SWAP przeprowadzanych w grudniu 2009 r. kosztowały budżet, bagatela, 167 mln złotych.
Czas na prawdziwą wisienkę na torcie. W grudniu 2010 r. Rostowski podobnie jak dziś szedł na całość. Wymagał tego kalendarz polityczny. Już wtedy bankierzy inwestycyjni zamierzali ugrać miliardy na zapaści polskich finansów publicznych, gdyby nie rozpaczliwy skok Rostowskiego na pieniądze Otwartych Funduszy Emerytalnych. W styczniu 2011 r. minister ogłosił, że nasze składki emerytalne trafiające dotąd do OFE księgowane będą na wirtualnych kontach ZUS. Na początku tego roku minister może wpaść na pomysł nacjonalizacji kapitału zgromadzonego w OFE lub podpisze się pod pomysłem opozycji o wolnym wyborze pomiędzy ZUS i OFE dla obywateli. Pomijając plusy i minusy systemu OFE, bylibyśmy kolejny raz świadkami arbitralnego przywłaszczenia pieniędzy ciężko wypracowanych przez obywateli.
- Nikt nie zaryzykowałby swoich pieniędzy, obstawiając jakieś dane na połowę 2012 roku - tak premier skomentował przedstawione przedwczoraj założenia do budżetu na przyszły rok. Zatem kolejny raz będziemy mieli do czynienia tylko z... prowizorium budżetowym. O mizerii założeń budżetowych niech świadczy fakt, że średni kurs złotego przyjęto na poziomie 4,17 za euro (podejrzana dokładność!), podczas gdy rzeczywisty kurs wynosił aż o 30 groszy więcej - 4,47 złotego za euro.

Kto winien?
Za ubożenie polskich rodzin i społeczeństwa odpowiada cała klasa polityczna i szeroko rozumiany establishment III RP. Na kim jednak spoczywa największa odpowiedzialność za ten stan rzeczy? Donald Tusk z Janem Krzysztofem Bieleckim w tle, posługując się Rostowskim, uparcie niszczą polską walutę. Złoty zamiast uzyskać status waluty w pełni wymienialnej, gaśnie w oczach. Dziurawy budżet, niewydajny system podatkowy, lichy nadzór finansowy, nierychliwy wymiar sprawiedliwości powodują, że drenaż polskiej gospodarki przybiera na sile. Polska stała się łatwym celem hochsztaplerów gospodarczych i finansowych, którzy dbają wyłącznie o to, jak uzyskane w Polsce złote zamienione na dolary lub euro wywieźć i złożyć na zagranicznych kontach. Znakiem czasu stał się anonimowy prezes banku i przyjaciel ministra Rostowskiego, który już wije wygodne gniazdko dla swojej rodziny za granicą.
Kolejna fala spadków na złotym może nastąpić po piątkowym szczycie Unii, jeśli obietnice polityków będą dotyczyły jedynie zmian traktatowych bez doraźnych działań na krótką metę.
Jerzy Bielewicz
prezes Stowarzyszenia "Przejrzysty Rynek"

admin
Site Admin
Posty: 3303
Rejestracja: czw sie 30, 2007 11:44 am

Postautor: admin » sob gru 10, 2011 2:59 pm

www.nowyekran.pl / http://janpinski.nowyekran.pl/post/4364 ... -25-mld-zl | 10.12.2011 08:12
Paliwa, pieniądze, polityka
Jan Piński - Szef Wiadomości Nowego Ekranu
ZAPŁACIMY 25 MLD ZŁ?
Z ustaleń unijnego szczytu wynika, że 10 państw spoza strefy euro mają zapłacić 50 mld euro. Wielka Brytania już się z tego interesu wypisała. Na każde państwo z poza strefy euro przypada 5,5 mld euro, czyli około 25 mld zł.

Powyższy podział jest oczywiście optymistyczny. Zakładam bowiem równy podział kwot, a przecież, jeżeli zostanie zastosowany podział pod względem liczby ludności, to polski udział w zrzutce na bankrutów będzie znacznie większy. 25 mld zł to ogromne pieniądze. Dla porównania na całą naukę wydamy z budżetu w 2012 r. 15 mld zł.
Próba odgórnego leczenia kryzysu i obrony zadłużonych gospodarek ma mniej więcej taki sam sens, jak dawanie narkomanowi pieniędzy, aby wreszcie poukładał sobie życie, spłacił długi i zaczął żyć odpowiedzialnie. W zdecydowanej większości wypadków delikwent kasę weźmie i kupi sobie kolejne dni beztroskiego życia.
Donald Tusk oczywiście złamał prawo zgadzając się na ustalenia szczytu bez zgody Sejmu. Tego typu wydatek znacząco wpływa na sytuację polskiego budżetu. Cóż, człowiek się może zapomnieć jak słyszy "dziękujemy panie Donaldzie za wszystko, co pan uczynił dla Unii w tej drugiej połowie roku" (tak mówił przewodniczący Rady Europejskiej Hermean van Rompuy).

WYBRANE KOMENTARZE

Narkomanowi mają pożyczać narkomani...
Zrzuta ma pochodzić od państw, które też są zadłużone aż po dach i same w bliskim czasie będą potrzebować pomocy.
Czy herbata zrobi się słodsza od samego mieszania?
Jakie jest drugie dno TEGO JUŻ WCZEŚNIEJ ZAPLANOWANEGO I REALIZOWANEGO KROK PO KROKU KRYZYSU?
Porschakowiec 10.12.2011 09:12:12

Długi państwa polskiego są długami Tuska, Buzka, Wałęsy i kolesi.
Ja nigdy nie wyraziłem zgody na żadne długi, ani na ratowanie bankrutów!
NUS 10.12.2011 10:08:25


http://biznes.onet.pl/100-mld-zl-z-pols ... news-detal | 10.12.2011, 06:11
100 MLD ZŁ Z POLSKI DLA EUROPEJSKICH BANKRUTÓW
Przywódcy Europy zgodzili się na zebranie 200 mld euro dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego na ratowanie strefy euro. Na Polskę ma przypaść ponad 100 mld zł – czytamy w „Gazecie Polskiej codziennie”.

Kwota, jaka z uzgodnionych 200 mld euro przypadłaby na nasz kraj, stanowi jedną trzecią wszystkich wydatków budżetowych Polski czyli tyle, ile na ochronę zdrowia lub modernizację naszego wojska wydajemy przez kilkanaście lat.
Cytowany przez gazetę prezydent Centrum Adama Smitha Robert Gwiazdowski uważa, że absurdem jest wydawanie naszych pieniędzy na ratowanie Włoch czy Grecji, których w dodatku nie da się uratować.
Czas, by spojrzeć prawdzie w oczy i pozwolić upaść bankrutom, by mogli zacząć budować swoje gospodarki od nowa na solidniejszych fundamentach – czytamy w gazecie.
Więcej w „Gazecie Polskiej codziennie”.
Źródło: PAP (przegląd prasy)

www.o2.pl / www.sfora.biz | Sobota 10.12.2011, 09:48
POLSKA WYDA 10 MLD EURO NA RATOWANIE BANKRUTÓW EUROPY!
Będziemy pomagać strefie euro.

Polska dorzuci się do ratowania strefy euro niebagatelną sumą. Nieoficjalnie mówi się o 10 mld euro - informuje RMF FM.
Oficjalnie ani rząd, ani Narodowy Bank Polski nie informują oficjalnie o kwocie jaką przekażemy na mocy paktu fiskalnego. Informatorzy stacji nie mają jednak wątpliwości, że przyjęcie nowych zasad dyscypliny finansowej oraz stabilizacja gospodarcza strefy euro będzie nas sporo kosztować.
Może się zresztą nie skończyć na 10 mld euro, bo pogrążone w kryzysie państwa Europy potrzebują jeszcze więcej pieniędzy.
I to o wiele większych pieniędzy niż 200 mld euro w ramach wsparcia dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Tu mowa jest o bilionie euro, a nawet o dwóch - zauważa stacja. | AJ

www.nowyekran.pl / http://aleksanderpinski.nowyekran.pl/po ... stefy-euro | 16.12.2011 15:12
1734 ZŁ POŻYCZY KAŻDY PRACUJĄCY POLAK NA RATOWANIE STEFY EURO
Udział Polski w pożyczce dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego ma wynieść 6,27 mld euro, czyli 3,14 proc. całości - podano na blogu Wall Street Journal Real Time Brussels, powołując się na anonimowe źródło
6,27 mld euro to 28,3 mld zł. Po podzieleniu przez 16,3 mln wychodzi, że na każdego pracującego Polaka wypada 1734 zł.
(PAP, AP)

www.nowyekran.pl / http://jerry.from.lublin.nowyekran.pl/p ... otej-rybki | 16.12.2011 15:12
Zadłużenie strefy Euro do ratowania której się wyrywamy wynosi ok. 10 bln Euro (BILIONÓW) tj. 10 000 000 000 000 E (jeszcze inaczej: dziesięć tysięcy miliardów). W samym 2012 roku obsługa długu i deficytu dla strefy to 2 bln (BILIONY) Euro.
Ostatnio zmieniony pt gru 16, 2011 5:56 pm przez admin, łącznie zmieniany 1 raz.

admin
Site Admin
Posty: 3303
Rejestracja: czw sie 30, 2007 11:44 am

Postautor: admin » czw gru 15, 2011 9:11 pm

http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34 ... ajowe.html | 15.12.2011
WARSZAWA PO CICHU WYDAŁA PÓŁ MILIARDA. NA KRAJOWE DŁUGI
Niezwykła żonglerka setkami milionów złotych: stołeczni radni zgodzili się, żeby ratusz kupił za ponad pół miliarda złotych bony skarbu państwa, żeby obniżyć poziom zadłużenia państwa na koniec roku.

- Nie rozumiem tej operacji? Dlaczego mamy wydawać 550 mln zł z miejskiego budżetu na bony skarbu państwa? - pytał Dariusz Figura, radny PiS. Skarbnik miasta Mirosław Czekaj odpowiedział, że o pomoc poprosił samorządy minister finansów. - Zakup bonów obniża poziom długu państwa na koniec roku. To ważne dla ministra. To transakcja krótkoterminowa, na początku roku te bony zostaną wykupione - zapewnił. Dodał, że już raz taką operację stołeczny samorząd przeprowadził w 2009 r. Radni większością głosów zaapropobowali zakup bonów.

admin
Site Admin
Posty: 3303
Rejestracja: czw sie 30, 2007 11:44 am

Postautor: admin » czw gru 22, 2011 2:19 pm

Sztandardowo zły kredyt
http://mech.nowyekran.pl/post/45234,szt ... zly-kredyt | 22.12.2011 11:12


Wróć do „POLITYKA/PRAWO/GOSPODARKA”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 6 gości